I Hate This Place to debiut Broken Mirror Games, które powstało pod Bloober Team, by tworzyć horrory. Do nowej jakości sporo tu brakuje.
Na witrynie internetowej powstałego pod banderą Bloober Team świeżego Broken Mirror Games czytamy, iż twórcy chcą zrewitalizować gatunek horroru w grach. Z takiej idei zrodziło się I Hate This Place, które łączy dreszczowiec z komiksową stylistyką twórczości Kyle’a Starksa i Artyoma Topilina o tym samym tytule. Czy zespołowi Broken Mirror udało się spełnić górnolotnie brzmiący cel?
Iście paskudne miejsce
Podejmując się adaptacji komiksu, twórcy musieli być gotowi na opowiedzenie spójnej i wpisującej się w świat IHTP historii. Wcielimy się tu zatem w Elenę, która z bliżej nieokreślonego powodu bierze udział w demonicznym rytuale razem z jej przyjaciółką. Po odbyciu ceremonii, Lou znika bez śladu – naszym zadaniem będzie ją odnaleźć. A żeby to zrobić, będziemy eksplorować mroczny i pełen niebezpieczeństw świat. Zmierzymy się zatem z rozmaitymi potwornościami, na czele z tajemniczym Człowiekiem z Rogami.
Historia miała być jednym z fundamentów doświadczenia. Mieliśmy odkrywać tajemnicę miejsca, które – zgodnie z tytułem – budzi odrazę i lęk. Niestety narracja okazuje się płytka i nieskładna. Wątki pojawiają się i znikają bez wyraźnego rozwinięcia. Dialogi zaś nie budują relacji z bohaterami, a stawka wydarzeń nigdy nie wydaje się naprawdę wysoka.
W komiksowej klatce
Nie da się ukryć, iż największą siłą I Hate This Place jest styl graficzny. Świat wygląda jak żywcem wyjęty z alternatywnego komiksu grozy – jaskrawe barwy kontrastują z brutalnymi scenami, kadrowanie przypomina komiksowe plansze, a efekty wizualne budują oryginalny klimat. Mamy tu też sporadyczne zagadki logiczne i środowiskowe, które poniekąd urozmaicają rozgrywkę.Przez pierwszą godzinę eksploracja jest całkiem wciągająca. Czujemy się nieswojo, niepewnie, a otoczenie wydaje się obce i wrogie.
Problem w tym, iż to wrażenie gwałtownie mija. Gdy opadnie pierwszy zachwyt nad estetyką, zaczynamy dostrzegać, iż pod warstwą wizualną kryje się bardzo przeciętna, momentami wręcz toporna gra. Klimat nie jest podtrzymywany przez gameplay. Zamiast narastającego napięcia dostajemy powtarzalność i mechaniki, które bardziej irytują niż straszą.
Topornym toporem wymachiwała
Ważną część rozgrywki IHTP stanowią, w teorii brzmiące dobrze, mechaniki survivalowe. Musimy zbierać zasoby, tworzyć przedmioty, wybierać rozsądnie starcia i planować każdy kolejny krok. W praktyce jednak, systemy te są bardzo niezbalansowane i często działają nieuczciwie i nielogicznie.
Weźmy chociaż mechanikę głodu, która wymaga od nas sporadycznej przekąski, by napełnić stale zmniejszający się pasek. Nie dodaje ona do rozgrywki nic poza irytacją, gdy staniemy w miejscu na zbyt długo lub, co gorsza, klikniemy przypadkiem przycisk szybkiego posilenia się. A zdarzy się nam to nader często, bo sterowanie w IHTP jest absolutnie koszmarne.
Operowanie ekwipunkiem jest niesamowicie nieintuicyjne i toporne. Często nie możemy choćby zjechać w dół opisu przedmiotu, bo gra potraktuje to jako wybranie kolejnej pozycji w ekwipunku. Walka jest sztywna i mało responsywna. Starcia z przeciwnikami rzadko dają poczucie kontroli. Częściej mamy wrażenie, iż przegrywamy przez niedokładność systemu, a nie przez własne błędy. Napięcie w I Hate This Place nie wynika z ryzyka i ograniczonych zasobów, a z frustrującego siłowania się z UX-em.
Niedociągnięcia techniczne
Niestety I Hate This Place cierpi również na problemy techniczne. Animacje bywają poszarpane, zdarzają się (ogromne!) spadki płynności, a interfejs użytkownika jest zwyczajnie nieczytelny. W grze, która opiera się na precyzyjnym zarządzaniu zasobami i szybkim reagowaniu, takie niedociągnięcia bolą podwójnie.
Nierówny jest tu także balans poziomu trudności. Niektóre fragmenty gry przejdziemy bezproblemowo, a inne sztucznie podkręcają agresywność wrogów. Nieraz przez błąd po stronie gry musiałem rozgrywać na nowo stracone pół godziny rozgrywki i przyznam, iż w takich momentach bez recenzenckiego obowiązku raczej porzuciłbym rozgrywkę.
Zmarnowany potencjał
Świat przedstawiony w I Hate This Place ma naprawdę ogromny potencjał. Koncepcja krainy zmienionej w piekło przez demoniczne rytuały aż prosi się o porządnego RPG-a w klimacie horroru. Dostaliśmy natomiast grę, która sama nie wie zbytnio czym być chce. Survival w otwartym świecie bije się tu z liniową narracją, do której wybory i systemy zdają się być wplecione na siłę. Mocna wizja artystyczna niestety nie ratuje całokształtu, w który gra się po prostu kiepsko. Trzymam jednak kciuki, iż Broken Mirror Games wyciągnie swoje lekcje z tej produkcji i stworzy coś specjalnego. Może następnym razem…
Egzemplarz gry do recenzji zapewnił Bloober Team.














