
Zapowiedź wspólnego albumu Colina Stetsona i Brighde Chaimbeul ucieszyła mnie, ale nie zaskoczyła. Amerykański, choć mieszkający w Kanadzie, saksofonista / klarnecista oraz szkocka dudziarka, choć zaczynali swoje kariery w różny sposób i w odstępie dwóch dekad, mają bardzo zbliżone podejście do muzyki. Stetson debiutował na początku tego stulecia jako sideman Toma Waitsa, potem grał też u Lou Reeda, Laurie Anderson czy z zespołami LCD Soundsystem i Arcade Fire. Jednak to na płytach solowych, które wydaje od kilkunastu lat, pokazał swój unikalny sposób myślenia o instrumencie, poszerzając jego możliwości przy pomocy niekonwencjonalnych technik gry. Punktem wyjścia był dla niego jazz i improwizacja, ale eksperymenty zbliżyły go do post-minimalizmu. Tymczasem Chaimbeul działa profesjonalnie dopiero od dekady, a od samego początku przede wszystkim jako artystka solowa. Jej muzyka jest silnie zakorzeniona w szkockiej tradycji folkowej, będąc jednocześnie jej dekonstrukcją. Poniekąd Brighde robi z dudami to samo, co Colin z saksofonem - traktuje je w sposób nietypowy, do grania dronów i minimalistycznych repetycji.
Nagranie przez tę dwójkę "All the Light in the World" nie jest zaskakujące też z tego powodu, iż to bynajmniej nie ich pierwsza współpraca. Już w czasie pandemii Stetson zaprosił Chaimbeul do (zdalnego) udziału w nagraniu soundtracku do miniserialu dokumentalnego "Podróż do gwiazd" o pracy NASA. Album ukazał się jakiś czas po premierze dokumentu, w 2022 roku. Niedługo później oboje wystąpili na płycie "Carry Them with Us", wydanej pod nazwiskiem Brighde, ale przygotowanej z istotnym udziałem Colina jako instrumentalisty, aranżera, współautora kompozycji oraz współproducenta. To jedno z moich ulubionych wydawnictw mocarnego roku 2023. Dlatego właśnie ucieszyła mnie ich kolejna współpraca, tym razem już w całkowicie równoprawnych rolach - i to pomimo faktu, iż nie zachwycił mnie ani następny album dudziarki, "Sunwise" (ze skromnym udziałem Stetsona w najlepszym akurat "A'Chailleach"), ani żaden z licznych projektów saksofonisty, w jakich brał udział w międzyczasie.
Czytaj też: [Recenzja] Brìghde Chaimbeul - "Carry Them With Us" (2023)
"All the Light in the World", choć w pewnym sensie jest bezpośrednią kontynuacją "Carry Them With Us", różni się istotnie od tamtej płyty. Przede wszystkim nie jest to kolejny album dudziarki z pomocą starszego kolegi, ale pełnoskalowa współpraca, gdzie oboje artystów daje z siebie maksimum zaangażowania. W efekcie nie jest to już wyłącznie dekonstrukcja celtyckiego folku, a przetransponowanie jej do post-minimalistycznego kontekstu. Poza tym znacznej redukcji uległy partie wokalne Chaimbeul, obecne jedynie formie bardzo szczątkowych wokaliz. Najłatwiej wyłapać je w najkrótszym "Even Though the Frost Is Harsh", będącym jednak jednym z najmocniejszych punktów albumu. Szkockiej melodii dud o mocno repetycyjnym charakterze towarzyszą bardzo niskie, przesterowane dźwięki dęciaków Stetsona, tworzące masywną, prawie zeuhlową linię basu, czasem przechodzącą we freejazzowe przedęcia. Trudno uwierzyć, iż to wszystko nagrano jedynie przy pomocy instrumentów dętych, adekwatnie bez żadnych studyjnych sztuczek i wspomagania się elektroniką.
Innym fantastycznym utworem jest ponad siedmiominutowy otwieracz "To Me, My Love". Od pierwszych sekund intrygujący klimat tworzą polifoniczne repetycje obojga instrumentalistów, a dalej robi się coraz ciekawiej, gdy dochodzą najpierw niepokojące przedęcia Stetsona, a następnie wnosząca więcej światła szkocka melodia Chaimbeul, grana jednak w niekonwencjonalny, transowy sposób. Co jednak ważne, album jest całkiem zróżnicowany. Nie brak tu bardziej żywiołowych utworów, czego przykładem singlowy "Dirt Dance" czy "New Moon of the Age", brzmiące jak akompaniament rytualnych tańców z korzeniami w dawnych, pozaeuropejskich tradycjach, ale we współczesnej, post-minimalistycznej oprawie. Mogą się też kojarzyć z twórczością Wacława Zimpla pod szyldem Saagara. Ale na albumie bywa też zdecydowanie subtelniej, jak w quasi-ambientowym "Snowfall", gdzie saksofon jedyny raz na tej płycie brzmi całkiem konwencjonalnie, podczas gdy Chaimbeul kreuje dronowe tło, w którym trudno rozpoznać dudy; w polowie nagrania role się jednak odwracają. Albo w tytułowym "All the Light in the World", który mimo akustycznego brzmienia kojarzy mi się z progresywną elektroniką (sam początek przypomina natomiast motyw przewodni "Stranger Things"). A także w bardzo melancholijnych, rozlanych "Seamount" i "Time and Absence".
Czytaj też: [Recenzja] Colin Stetson - "When We Were That What Wept for the Sea" (2023)
Brighde Chaimbeul i Colin Stetson już wcześniej wypracowali swoje własne, idiomatyczne style. Jednak z ich połączenia na "All the Light in the World" powstała całkiem nowa jakość - nie jest to powtórka z wcześniejszych wspólnych dokonań tej dwójki, gdzie zawsze jedno z nich dominowało. Tym razem dochodzi do pełnej integracji obu stylów, czego efektem jest całkiem unikalna muzyka, niedająca się łatwo zaszufladkować. Post-minimalistyczna dekonstrukcja szkockiego folku wydaje się najtrafniejszym określeniem.
Ocena: 8/10
Colin Stetson & Brìghde Chaimbeul – "All the Light in the World" (2026)
1. To Me, My Love; 2. Dirt Dance; 3. Seamount; 4. Even Though the Frost Is Harsh; 5. Snowfall; 6. New Moon of the Age; 7. All the Light in the World; 8. Time and Absence
Skład: Colin Stetson – saksofon; Brìghde Chaimbeul – dudy
Producent: Colin Stetson i Brìghde Chaimbeul




![Magda Bereda: "To dla mnie początek nowego etapu" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/-/000NAMQG2F1U8K7B-C461.jpg)







