
Mieszanki głupoty, arogancji i chciwości obecnej administracji USA nie da się już racjonalnie obronić. W praktyce prowadzi to do rozwalania całego porządku świata. Wszystko wyłącznie po to, by jeszcze bardziej napompować ego i konta bankowe pomarańczowego narcyza, a przy okazji przykryć aferę z aktami Epsteina. Ale całe to zamieszanie z Grenlandią to nie tylko potencjalny konflikt wewnątrz NATO i koniec sojuszu, który daje nam bezpieczeństwo. To także zupełnie instrumentalne traktowanie mieszkańców wyspy. Imperialistyczne zapędy Trumpa celnie nazwała Björk, porównując je do kolonializmu. I słusznie oberwało się też Danii, która do dziś traktuje Grenlandczyków jak obywateli drugiej kategorii, a jeszcze do całkiem niedawna prowadziła wobec nich brutalną, kolonialną politykę. Islandzka artystka w temat zaangażowana jest zresztą od wielu lat, popierając prawo Grenlandii do samostanowienia. Wprost zamanifestowała to w znakomitym kawałku "Declare Independence", pochodzącym z nie tak bardzo ekscytującej płyty "Volta".
W dyskografii Björk jest to ten jeden niepasujący element układanki - zaburzający konsekwentny rozwój artystyczny. "Volta" ukazała się już po zaskakującym eksperymencie "Medulla", wykorzystującym wyłącznie ludzkie głosy i tym samym bezkompromisowo zrywającym związki artystki z mainstreamem. Nie mniej ambitnym i ciekawym przedsięwzięciem był wydany po "Volcie" multimedialny projekt "Biophilia". Album z 2007 roku powinien być więc swego rodzaju mostem między obydwoma. Sprawia natomiast pozory próby powrotu do głównego nurtu, z bardziej piosenkowym materiałem i występami gwiazd, jak Timbaland czy Anohni. Tyle tylko, iż to tak naprawdę niezbyt komercyjne granie. Bywa ciekawe, gdy idzie w różne dziwactwa, ale sporo tu też smęcenia. Jedno i drugie tworzy zresztą wrażenie sabotowania swojej kariery. choćby okładka zdaje się celowo zniechęcać potencjalnych słuchaczy.
Czytaj też: [Recenzja] Björk - "Medúlla" (2004)
Ale nie jest też tak, iż to zupełnie nieudane wydawnictwo. Pozytywnym zaskoczeniem są dla mnie kawałki z Timbalandem. Świetny jest główny singiel z albumu i zarazem jego otwieracz, "Earth Intruders" - dość pokręcona piosenka, z przesterowanymi brzmieniami elektronicznymi, egzotycznymi perkusjonaliami oraz frywolnymi wstawkami. Sama Björk jest tu wciąż w znakomitej formie, a jej partie są dalej tak samo zwariowane i pomysłowe. Podobnie jest w "Innocence", już w całości opartym na dziwnej, masywnej, połamanej elektronice. Mniej spektakularny produkcyjnie jest ostatni z efektów tej współpracy, "Hope" - w warstwie instrumentalnej to już bardziej subtelna piosenka, z tym razem trochę wycofaną elektroniką na rzecz tworzących nieco folkowy klimat partiami kory i bogatymi perkusjonaliami. Za to wokalnie nie ma tu żadnej powściągliwości, jest bardzo emocjonalnie, nieco teatralnie.
Bliższy tamtego tandemu jest natomiast przygotowany z Markiem Bellem wspomniany "Declare Independence". To Björk w swoim najbardziej zaangażowanym i agresywnym wydaniu: masywny, przesterowany bas, mnóstwo jazgotliwych dźwięków, intensywny, monotonny beat, a do tego partia wokalna, która w pewnym momencie przechodzi we wręcz punkowy wrzask. Ta wściekłość, wynikająca zresztą z osobistego stosunku do sytuacji Grenlandczyków (choć na koncertach dedykowała kawałek też mieszkańcom Kosowa i Tybetu), to coś nowego w twórczości Islandki. A umieszczenie tego kawałka pod koniec płyty, po paru spokojniejszych momentach, tylko podkręca jego siłę oddziaływania. Mocnym punktem płyty pozostało "Wanderlust" gdzie ta nowoczesna, powykręcana elektronika idealnie spaja się z potężną orkiestrą dętą, a liderka znów wspina się na swoje wokalne wyżyny.
Czytaj też: [Recenzja] Björk - "Vespertine" (2001)
To wszystko jednak tylko polowa repertuaru, a reszta płyty jest dość nudnawa. W wyjątkowo trafnie zatytułowanym "The Dull Flame of Desire" ograniczenie akompaniamentu niemal do samych dęciaków - wspartych tylko topornym, jednostajnym beatem - nie byłoby najgorszym rozwiązaniem, gdyby kawałek nie wlókł się przez ponad siedem minut, opierając się na jednym pomyśle. Dopiero perkusyjny finał cos tu wnosi, ale to ledwie kilkadziesiąt sekund. Nie przekonuje mnie tez wokalny duet z Anohnim, wprowadzający do tego wszystkiego zbyt dużą dawkę teatralnego dramatyzmu. Drugie ich wspólne nagranie, "My Juvenile", jest przynajmniej wyraźnie krótsze, ale jeszcze bardziej nic się tu nie dzieje. Równie oszczędny "I See Who You Are" ma za to więcej uroku i klimatu - intymnemu przez znaczną część śpiewowi Björk towarzyszą egzotyczne dźwięki chińskiej pipy oraz delikatne tło dęciaków. Za to "Vertabræ by Vertabræ" zaczyna się z orkiestrowym rozmachem tylko po to, by przez resztę nagrania powtarzać jeden motyw, uzupełniony odrobiną elektroniki. Do akompaniamentu samych dęciaków ogranicza się rzewna "Pneumonia", gdzie znów w warstwie instrumentalnej dzieje się bardzo niewiele.
Bardziej niż regularny album "Volta" przypomina kompilację dwóch EPek, z przemieszanym materialem z obu. Te elektroniczne kawałki wypadają naprawdę udanie - w warstwie instrumentalnej, zwłaszcza pod względem produkcji, sporo się dzieje, dorównując wokalnej ekwilibrystyce Björk. Natomiast z tej drugiej połowy materiału, bazującej już głównie na tradycyjnych brzmieniach, broni się często jedynie śpiew. Sam pomysł dodania orkiestry dętej był ciekawy, ale niemal w ogóle nie wykorzystano jej tutaj w interesujący sposób. W efekcie "Volta" jest płytą najsłabszą w dyskografii Islandki, choć wciąż w połowie wartą poznania.
Ocena: 6/10
Björk - "Volta" (2007)
1. Earth Intruders; 2. Wanderlust; 3. The Dull Flame of Desire; 4. Innocence; 5. I See Who You Are; 6. Vertebræ by Vertebræ; 7. Pneumonia; 8. Hope; 9. Declare Independence; 10. My Juvenile
Skład: Björk - wokal, syntezator, klawikord, programowanie, aranżacja instr. dętych; Damian Taylor - programowanie i efekty; Mark Bell - programowanie (1,2,6,9), instr. klawiszowe (5,9); Timbaland - instr. klawiszowe (1,4), programowanie (1,4), loopy (8): Danja - instr. klawiszowe (1,4), programowanie (1,4,8); Pete Davis - programowanie (1,4); Chris Corsano - perkusja (1), instr. perkusyjne (5); Konono N°1 - kalimba (1); Anohni - wokal (3,10); Brian Chippendale - perkusja (3); Min Xiao-Fen - pipa (5); Nico Muhly - aranżacja instr. dętych blaszanych i dyrygent (7); Toumani Diabaté - kora (8); Jónas Sen - klawikord (10); Amber Chisholm-Lane, Ása Berglind Hjálmarsdóttir, Ásgeir H. Steingrímsson, Bergrún Snæbjörnsdóttir, Björk Níelsdóttir, Brynja Guðmundsdóttir, Chas Yarborough, Christopher Costanzi, Dröfn Helgadóttir, Einar Jónsson, Eiríkur Örn Pálsson, Emil Friðfinnson, Erla Axelsdóttir, Harpa Jóhannsdóttir, Joseph Ognibene, Karen J. Sturlausson, Lilja Valdimarsdóttir, Oddur Björnsson, Robert Jost, Roine Hultgren, Sharon Moe, Sigurður Þorbergsson, Sigrún Jónsdóttir, Susan Panny, Særún Pálmadóttir, Sylvia Hlynsdóttir, Theo Primis, Valdis Þorkelsdóttir, Vilborg Jónsdóttir - instr. dęte
Producent: Björk; Timbaland (1,4,8); Danja (1,4); Damian Taylor (6); Mark Bell (9)







![Antygona na scenie MOS. Tak wyglądała premiera [ZDJĘCIA]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/01/615484336_1310810494415649_2079186710717438342_n-768x512.jpg)





