
O modnej dziś muzyce w zasadzie w ogóle nie piszę. Angine de Poitrine to jednak rzadki przypadek, gdy do świadomości szerszego grona odbiorców przedostał się przedstawiciel niszowej stylistyki - grupa grająca mikrotonowego math rocka. Kanadyjski duet stał się viralem w social mediach, gdy użytkownicy zaczęli masowo udostępniać fragmenty jego niedawnej sesji dla KEXP. Na społecznościówkach się jednak nie skończyło - muzycy gwałtownie zyskali uznanie krytyków i zainteresowanie promotorów koncertowych. A wszystko to tuż przed premierą ich drugiego albumu, która miała miejsce w ostatni piątek.
Za hajp na Angine de Poitrine (z francuskiego: dławica piersiowa) niewątpliwie odpowiadają głównie kwestie pozamuzyczne. Na czele z absurdalnymi, campowymi przebraniami, z ogromnymi maskami z papieru máché, skrywającymi tożsamość muzyków. A dochodzą do tego jeszcze opowieści o przybyciu z innej planety czy posługiwanie się wymyślonym językiem. Czyli trochę taka mieszanka Daft Punk z francuską grupą Magma, by sięgnąć tylko po najbardziej oczywiste porównania, choć dla wielu użytkowników socialów mógł to być pierwszy kontakt z czymś tak odjechanym. Zresztą to samo dotyczy muzyki, która dla jednych będzie faktycznie brzmieć jakby pochodziła z innej planety, podczas gdy bardziej świadomi słuchacze bez trudu znajdą tu różne stylistyczne tropy.
Czytaj też: [Recenzja] King Gizzard & the Lizard Wizard - "Flying Microtonal Banana" (2017)
Angine de Poitrine łączą precyzję i dyscyplinę Horse Lords czy ejtisowego King Crimson z bardziej humorystycznym, groteskowym podejściem King Gizzard and the Lizard Wizard. Z tą pierwszą, a częściowo też ostatnią grupą anonimowi Kanadyjczycy podzielają także fascynację mikrotonalnością. I nie ma w tych podobieństwach nic złego, bo to świetne inspiracje, a efekt jest bardzo przekonujący. Imponujące jest zwłaszcza, iż za tak intensywną, gęstą i bogatą fakturalnie muzykę odpowiada jedynie dwóch instrumentalistów. Jeden z nich korzysta z wykonanej na zamówienie dwugryfowej gitary mikrotonowej, jednocześnie obsługując nożne efekty do tworzenia w czasie rzeczywistym pętli. Dzięki temu może jednocześnie pełnić role gitarzysty i basisty, a choćby kilku gitarzystów i basistów na raz. Druga połowa duetu to perkusista, również wspierający się pętlami. Ponadto obaj śpiewają, choć wokal jest raczej szczątkowy. Warto zobaczyć wspomniany występ dla KEXP, bo to dwojenie się i trojenie gitarzysty oraz perfekcyjne zgranie obu muzyków - a wszystko to w utrudniających grę kostiumach - robi niesamowite wrażenie.
W wersji audio też jest bardzo spoko. "Vol. II" to zaledwie sześć utworów o łącznym czasie trzydziestu siedmiu minut. W porównaniu z wydanym dwa lata temu debiutem - na którym obecny styl był już w pełni wykrystalizowany - słychać zdecydowany progres kompozytorski. Nowe kawałki są po prostu bardziej wyraziste i różnorodne. Zaczyna się całość od najbardziej chwytliwego "Fabienk", przy czym to wciąż granie, po którym bynajmniej nie spodziewałbym się komercyjnego sukcesu: połamane rytmicznie, pełne gitarowych repetycji i dziwacznych modulacji brzmienia, z głupawymi wstawkami wokalnymi. W "Mata Zyklek" bliskowschodnie melodie, szaleńcze tempo oraz groteska ewidentnie przywodzą na myśl KGLW z "Flying Microtonal Banana", ale to jeszcze bardziej intensywne i złożone granie. Dynamicznie zróżnicowany "Sarniezz" może przytłaczać mnogością zapętlających się dźwięków, a zarazem w grze muzyków słychać niesamowitą lekkość. Z kolei "Utzp" wprowadza na płytę klezmerską melodykę; to własny utwór, ale mógłby pochodzić ze zbioru Masada Songbook Johna Zorna. Nieco bardziej brutalne - wciąż jednak finezyjne - oblicze duetu pokazuje "Yor Zarad". Finałowy "Angor" wyróżnia się natomiast wolniejszym tempem, ale to wciąż masywne granie, ponownie o silnie bliskowschodnim zabarwieniu.
Czytaj też: [Recenzja] Horse Lords - "Comradely Objects" (2022)
"Vol. II" Angine de Poitrine pod względem muzycznym nie jest żadnym przełomem, ale viralowy sukces tego typu muzyki to już coś nowego i zaskakującego. prawdopodobnie to tylko krótkotrwała popularność w mediach nowego typu, która z pewnością nie pociągnie za sobą większej otwartości mas na bardziej złożone granie. Niemniej jednak i tak cieszy, iż chociaż na chwilę taka muzyka wyszła z totalnej niszy. A z albumem koniecznie powinni zapoznać się miłośnicy takich pokręconych rzeczy.
Ocena: 8/10
Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)
1. Fabienk; 2. Mata Zyklek; 3. Sarniezz; 4. Utzp; 5. Yor Zarad; 6. Angor
Skład: Khn de Poitrine - gitara, gitara basowa, pętle, wokal; Klek de Poitrine - perkusja i instr. perkusyjne, pętle, wokal
Producent: Angine de Poitrine i Fabien Peterson













