[Recenzja] Ahmed - "Play Monk" (2026)

pablosreviews.blogspot.com 7 godzin temu


Brytyjski kwartet Ahmed - tworzony przez saksofonistę Seymoura Wrighta, pianistę Pata Thomasa, basistę Joela Gripa oraz bębniarza Antonina Gerbala - powstał jako grupa reinterpretująca kompozycje prekursora fuzji jazzu z tradycją arabską, Ahmeda Abdul-Malika. Jednak po wydaniu w niespełna dekadę sześciu albumów, w tym trzech koncertowych, muzycy postanowili tym razem oddać hołd innemu, słynniejszemu jazzmanowi. Ich najnowszy album w całości wypełniają kompozycje Theloniousa Monka. Nie oznacza to jednak radykalnej zmiany koncepcji, bo Abdul-Malik na początku kariery grał u boku tego wybitnego pianisty i kompozytora jako basista. Nawiasem mówiąc, wspierał też Johna Coltrane'a podczas przełomowych występów w Village Vanguard.

Nie zmienił się też sposób, w jaki kwartet wykonuje cudze kompozycje. Z łatwością może komuś przyjść deprecjonowanie muzyków za to, iż nie mają własnego repertuaru. Jednak w przypadku jazzu kompozycja ma często drugorzędne znaczenie, a liczy się przede wszystkim dane wykonanie, podczas którego instrumentaliści mogą błyszczeć kreatywnością i stworzyć coś kompletnie innego od pierwowzoru. Nie inaczej jest w przypadku Ahmed i albumu "Play Monk". Oryginalne tematy są tylko punktem wyjścia do własnych, często bardzo rozbudowanych improwizacji. Sześć utworów, w wersjach fizycznych wypełniających dwie płyty, trwa w sumie ponad dwie godziny. Najdłuższy "Evidence" zbliża się do trzydziestu minut, cztery nie schodzą poniżej dwudziestu, a jedynie "Epistrophy" zamyka się w skromnych ośmiu.

Czytaj też: [Recenzja] Thelonious Monk - "Brilliant Corners" (1957)

Wspomniany "Epistrophy" pojawia się tu zresztą dwukrotnie, na każdej płycie - najpierw połączony z "Bye-Ya", następnie już jako samodzielny utwór. Ma to sens, bo te dwa dyski to w zasadzie dwa albumy o wyraźnie odmiennym charakterze. Pierwszy jest wyraźnie bardziej przystępny, bliski estetyki post-bopu. Oczywiście są to wciąż trzy trwające po ponad dwadzieścia minut improwizacje, z intensywną, niezbyt zróżnicowaną dynamicznie grą muzyków. Choć utwory nieustannie, stopniowo się zmieniają, istotną rolę odgrywają w nich repetycje, a kwartet unika solowych popisów, stawiając na zespołową interakcję. To jednak bardzo harmonijna i zdyscyplinowana współpraca, a instrumentaliści trzymają się wyraźnie zaznaczonych linii melodycznych. Tu zresztą znalazł się najbardziej rozpoznawalny temat Monka, jazzowy standard "Round Midnight", znany też choćby z licznych wykonań Milesa Davisa. Na drugiej płycie utwory - szczególnie "Epistrophy" i "Evidence" - są już trochę mniej uporządkowane, bardziej swobodne i często bliższe freejazzowej ekspresji. Wciąż nie odchodzą jednak daleko od linii melodycznych, to całkiem subtelne oblicze jazzu free.

Interakcja kwartetu Ahmed na "Play Monk" jest znakomita, a dzięki wykonawczemu kunsztowi i wyobraźni muzyków w tych długich wykonaniach nie ma miejsca na nudę. jeżeli ktoś preferuje jazzowe improwizacje z balansem pomiędzy swobodą a uporządkowaniem, niewywołujące wrażenia, jakby każdy muzyk ciągnął utwór w inną stronę, to jest to idealny album dla niego. Choć w zasadzie to wydawnictwo dla wszystkich miłośnika jazzu - pełne szacunku dla tradycji tego gatunku, ale starające się interpretować ją po swojemu.

Ocena: 8/10


Ahmed - "Play Monk" (2026)

Dysk I: 1. Bye-Ya / Epistrophy; 2. Friday Thirteenth; 3. Round Midnight
Dysk II: 1. Epistrophy; 2. Evidence; 3. Oska T

Skład: Seymour Wright - saksofon altowy; Pat Thomas - pianino; Joel Grip - kontrabas; Antonin Gerbal - perkusja
Producent: Seymour Wright


Idź do oryginalnego materiału