Nie był największą gwiazdą (na scenie występował również Skolim), sam też nie należy do czołowych polskich raperów (bliżej mu do youtubera) i prawdopodobnie jego występ przeszedłby bez większego echa, gdyby nie przemowa, którą raczył zgromadzonych. „Uważam, iż robimy bardzo historyczną rzecz. Że w końcu mamy prezydenta, który wychodzi do młodych, który rozmawia z nami, który słucha o naszych potrzebach. Bo jakby nie było, my za jakiś czas, ci młodzi, będziemy decydować o tym, jak to państwo wygląda” – perorował ze sceny.
Słowa Kubańczyka prowokują pytanie, co i kiedy się zmieniło, iż najbardziej krytyczny wobec polityki gatunek zaczął wyrażać zainteresowanie, a choćby sympatię do jej przedstawicieli. W przypadku prezydenta odpowiedź nasuwa się sama: aktywność Karola Nawrockiego – od kebaba po siłownię – zatacza viralowe kręgi w portalach społecznościowych, a rap do tak pojmowanej autentyczności pasuje jak ulał.
Czytaj też: Kulisy prezydenckich rezydencji. Nawrocki jest sprytny. Tu też gra swojaka: siłka, skuter i meleks, korty nie
Dzwoni RP
Z innym raperem Nawrocki przeciął się – jak mawia młodzież – przy okazji obchodów rocznicy zaprzysiężenia go na urząd głowy państwa.



