Randka z młodszą kobietą (30 lat) jako 42-latek: myślałem, iż wiek to detal. Po pół roku zrozumiałem…

twojacena.pl 5 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć pewną historię o moim ostatnim związku, który skończył się dość dziwnie. Umawiałem się z dziewczyną, która miała trzydzieści lat. Ja mam czterdzieści dwa. Wydawało mi się, iż różnica wieku to nic takiego oboje jesteśmy dorośli, pracujemy, mamy swoje życie. No i po pół roku zrozumiałem, iż jednak strasznie się pomyliłem. Skończyło się awanturą, wystawiłem ją za drzwi i tyle nas widzieli.

Poznaliśmy się na siłowni, jak to często bywa. Wchodziłem na bieżnię, a ona ćwiczyła obok na orbitreku. Uśmiechnęła się, ja też się uśmiechnąłem, a po treningu zagadała do mnie przy dystrybutorze z wodą.

Cześć, często tu ćwiczysz? zapytała.

W sumie prawie codziennie odpowiedziałem.

Ona Milena, trzydzieści lat, specjalistka od marketingu w firmie IT. Ja czterdzieści dwa, inżynier w dużym zakładzie w Poznaniu. Między nami dwanaście lat różnicy, ale wtedy wydawało mi się to raczej atutem niż problemem. Doświadczenie, spokój, stabilność tego jej się chyba spodobało.

Pierwsze trzy miesiące to była bajka. Spotykaliśmy się dwa, trzy razy w tygodniu, chodziliśmy do kina, na spacery nad Wartą, łaziliśmy po kawiarniach. Milena była wulkanem energii, zawsze coś wymyślała.

Zobacz, zarąbisty film puścili, muszę iść! wołała.

Jasne, chętnie z Tobą pójdę zgadzałem się od razu.

Rozmawialiśmy o książkach, o pracy, o podróżach i planach. Seks był regularny, bez napięć. Myślałem wtedy, iż to taki związek jak z marzeń.

No ale po trzech miesiącach zaczęły się pierwsze zgrzyty. Przesiedzieliśmy kiedyś w kawiarni chyba dwie godziny, a ona wyciąga telefon i pokazuje mi jakieś śmieszne filmiki z TikToka.

Patrz, jakie to zabawne! śmiała się.

Facet w filmiku tańczy popisowo, robi głupie miny. Kompletnie nie rozumiałem, w czym rzecz.

No, rzeczywiście, śmieszne skłamałem.

Ty w ogóle nie kumasz, nie? Taki już z Ciebie dziadziuś, to nie dla Ciebie zachichotała.

Oj, słowo dziadziuś uderzyło mnie mocno. Ale przemilczałem. Milena uwielbiała nagrywać filmiki, non stop jedzenie, zachód słońca, jazda autem, choćby jak wsiadaliśmy razem w tramwaj.

Dawaj, nagramy story! Powiedz coś! namawiała, jak jechaliśmy do jej znajomych na działkę.

Milena, prowadzę auto

Powiedz tylko cześć!

Po co?

Dla followersów! Nie bądź taki sztywny!

Burknąłem do kamery „cześć”, ona się ucieszyła.

Ale z Ciebie zrzęda! Kochana zrzęda! i wrzuciła story z podpisem „Mój słodziak za kierownicą”.

A jak zapomniałem kupić mleka albo przestawiłem jej dzień spotkania, to mówiła, iż jestem „głuptasek”, głaszcząc mnie po głowie.

Dla mnie to było cringe’owe Czterdzieści dwa lata na karku, dwie dekady w branży, a ona nazywa mnie „głuptaskiem”.

Milena, proszę Cię, nie mów do mnie tak próbowałem tłumaczyć.

Ale przecież to takie pieszczotliwe!

Wolę czegoś takiego nie słyszeć, serio.

Och, nie przesadzaj! Musisz wyluzować, bo jesteś za poważny śmiała się, jakbym się czepiał.

Przełomowy moment miał miejsce na urodzinach jej przyjaciółki Anity. To było w maju, dużo ludzi, wszyscy młodzi, między dwadzieścia pięć a trzydzieści pięć lat, muzyka, stoły uginające się od żarcia i wódki. Milena zaprosiła mnie na imprezę, żebym mógł poznać jej znajomych.

To jest Tomek, mój facet! przedstawiła mnie wszystkim.

Przywitałem się krótko, usiadłem z kieliszkiem wina. Słuchałem ich rozmów o kolejnym serialu na Netflixie, o influencerach, internetowych memach Czułem się kompletnie wyobcowany.

Anita wymyśliła jakąś grę:

Gramy w „Prawda czy wyzwanie”!

Nie znałem zasad, ale kiwnąłem głową. Wszyscy ryczeli ze śmiechu, ktoś tańczył, ktoś opowiadał o pierwszej miłości.

Przyszła kolej na Milenę.

Prawda czy wyzwanie? pyta Anita.

Wyzwanie!

Nagraj filmik, jak całujesz Tomka i wstaw na story z podpisem Mój sponsor!

Ekipa wybuchła śmiechem. Milena wyciągnęła telefon:

No to lecimy, daj buziaka dla widzów!

Nie odsunąłem się.

Czemu nie?

Bo nie chcę.

Tomek, no weź, nie bądź sztywniakiem, to tylko zabawa!

Milena, czuję się z tym bardzo niekomfortowo. Nie chcę być na Twojej relacji jako sponsor, choćby żartem.

Cała sala zamilkła, zrobiła się niezręczna cisza. Milena cała czerwona zaczęła się tłumaczyć:

Przecież to żart! Każdy załapał!

Sorry, ale ja nie. Wyjdę na chwilę na balkon.

Wyszedłem, ochłonąłem.

W drodze powrotnej Milena milczała, patrzyła przez okno.

Słuchaj, musimy pogadać odezwałem się, kiedy zaparkowałem pod jej blokiem.

O czym?

O nas. Dziś uświadomiłem sobie, iż żyjemy w dwóch różnych światach

Jak to?

Ty żyjesz w świecie social mediów, śmiesznych filmików, Instastory, lajków. Dla Ciebie najważniejsze, co powiedzą znajomi, czy znajdzie się lajki, czy coś będzie śmieszne.

Milena siedziała cicho.

A dla mnie liczą się inne rzeczy: szacunek, intymność, powaga. Mam gdzieś komentarze w internecie, dla mnie liczy się to, jak się czuję.

Ale to była przecież tylko gra

Dla Ciebie gra, dla mnie to poniżające. Nie chcę być nazywany słodziakiem i głuptaskiem, nie chcę, żebyś mnie nagrywała, śmiała się z mojego wieku.

Milena się popłakała.

Przepraszam, nie chciałam Cię zranić

Wiem, iż nie złośliwie. Po prostu mamy inne wartości. Dla Ciebie takie rzeczy są śmieszne, dla mnie to brak szacunku.

Może jesteś po prostu zbyt poważny?

Może tak. Tylko ja po prostu mam czterdzieści dwa lata i nie mam ochoty robić z siebie pajaca na TikToka czy być sponsorem w żarcikach.

Skinęła głową.

Chyba każdy z nas potrzebuje czegoś innego

Tak sądzę.

Rozstaliśmy się spokojnie, następnego dnia. Bez dram, bez obrażania się.

Dzięki za wszystko. Jesteś fajny, ale jednak jesteśmy z innych światów napisała do mnie.

Ty też jesteś super. Po prostu… z innych planet odpisałem.

Cztery miesiące już minęły. Wiesz, problem nie tkwił tak naprawdę w wieku, tylko w etapie życia, na którym jesteśmy.

Milena młoda, chce się bawić, żyje w świecie social mediów i zabawy. Ja pragnę spokoju, szacunku, prywatności. Nie dogadaliśmy się.

Dla niej słodziak było pieszczotą, dla mnie żenadą. Dla niej filmik ze story super sprawa, dla mnie ingerencja w prywatność. Dla niej sponsor tylko wygłup, dla mnie obraza.

Nie, nie chodziło o to, iż nie chcieliśmy się postarać. Może gdybyśmy byli na innych etapach, wyszłoby inaczej.

Powiedz mi, kto tu miał rację? Czy facet faktycznie przesadzał i był zbyt poważny, czy dziewczyna przekraczała granice? Czy te 12 lat różnicy to tylko kwestia wieku, czy może jednak wartości i charakterów? I czy naprawdę można nazywać czterdziestokilkuletniego faceta głuptaskiem bez szkody dla relacji?

Ciekaw jestem twojego zdaniaOstatecznie, każda historia to lekcja choćby ta, która nie miała happy endu. Myślę dziś o Milenie z czułością, bez żalu. Czasem widzę jej stories, jak wrzuca filmy z nowym chłopakiem, tym razem już tagując mój ziom, śmiejąc się do kamery. Patrzę i wiem, iż ona jest dokładnie tam, gdzie chciała być w centrum swojego świata, w którym uwaga jest walutą, a śmiech lekarstwem.

A ja? Ja wieczorami czytam książkę, odkorkowuję butelkę wina, słucham starych płyt. Przesuwam palcem po telefonie, odruchowo wybierając aplikacje, których już nie potrzebuję. Czuję spokój. Bez wyzwań, bez wyścigu. Może to staroświeckie, ale wreszcie nikt nie woła zza obiektywu hej, uśmiechnij się dla followersów!, a to dziwnie miłe.

I kiedy ktoś mnie pyta o moje ostatnie rozstanie, zwyczajnie się uśmiecham.

Bo czasem najważniejsza umiejętność w życiu to przyznać: nie, nie jestem zły, nie jestem dziadziusiem, ani słodziakiem. Jestem po prostu sobą. A to, choćby jeżeli nie nadaje się na Instastory wystarcza.

Idź do oryginalnego materiału