Jolanta Jasińska-Mrukot: Premier Donald Tusk powołał panią do Rady Przyszłości. Jej nazwa brzmi intrygująco, a niektórym może kojarzyć się choćby z przewidywaniem przyszłości. Czym dokładnie będzie się zajmować Rada?
– Rada Przyszłości jest ciałem doradczym premiera, wyposażonym w szerokie kompetencje. Jej zadaniem jest przygotowywanie rekomendacji dotyczących rozwoju Polski, zwłaszcza w obszarze nowych technologii. Uważamy, iż dotychczasowe motory wzrostu, takie, jak niższe koszty pracy czy wysoka jakość, ale jednak niżej opłacanej pracy, przestają wystarczać. To, co doprowadziło nas do miejsca w G20, dziś już nie jest wystarczające. W globalnym wyścigu coraz bardziej decydują technologie, zdolność do tworzenia własności intelektualnej, innowacji oraz wysoka produktywność. Rada Przyszłości pracuje właśnie nad tymi obszarami.
– Czy pani będzie pracować w grupie zajmującej się sztuczną inteligencją?
– Rada ma podgrupy tematyczne, które są w tej chwili doprecyzowywane. Ja jestem w grupie skalowania startupów oraz komercjalizacji osiągnięć badawczych. Oczywiście, będę również pracować nad tematami związanymi z AI oraz suwerennością technologiczną Polski i Europy.
Dziś jesteśmy bardzo zależni od narzędzi amerykańskich, a w pewnym stopniu także chińskich. Europa – w tym Polska – musi mieć własną sztuczną inteligencję, własną infrastrukturę i własne centra danych. Interesuje mnie jednak nie tylko AI, ale szerzej – rozwój polskiej nauki. Chodzi o to, by skuteczniej wspierać badania i przyciągać do Polski utalentowanych badaczy z całego świata.
– Jak Europa, w tym Polska, jest przygotowana na zmiany technologiczne w obliczu dynamicznego rozwoju Chin i USA?
– USA i Chiny to dziś dwie potęgi w obszarze sztucznej inteligencji, ale rozwijają ją w różnych kierunkach. Chiny mocno inwestują w robotykę i tzw. fizyczną AI, podczas gdy USA koncentrują się na modelach językowych, takich jak ChatGPT.
Europa na razie nie może z nimi konkurować na równych zasadach, ale nie o to chodzi. W czasach geopolitycznej niepewności uzależnienie od amerykańskich technologii jest po prostu niebezpieczne. Nie musimy mieć wszystkiego lepszego niż USA czy Chiny, ale musimy mieć własne odpowiedniki, które zapewnią nam bezpieczeństwo i niezależność.
– Czy w Polsce mamy już takie przykłady?
– Tak. Powstały modele Bielik i Ploom, które są bardzo obiecujące. Twórca Bielika, Sebastian Kondracki, również zasiada w Radzie Przyszłości. To dobry fundament do dalszego rozwoju.
– Czy Big-Techy z USA powinny płacić u nas podatki?
– Oczywiście, iż tak. To dla mnie sprawa absolutnie oczywista. Europa coraz mniej skupia się na zależności od amerykańskich gigantów, a coraz bardziej na wzmacnianiu własnych kompetencji. W pewnym sensie spełniamy choćby oczekiwania prezydenta Trumpa, który mówił, iż Europa powinna radzić sobie sama. Widać silną mobilizację w obszarach takich jak technologie podwójnego zastosowania, obronność, cyberbezpieczeństwo czy rozwój europejskich modeli AI. Europa naprawdę się obudziła.
– Chyba jednak dość późno.
– Lepiej późno niż wcale. Mamy jakościowy rynek, zasoby intelektualne i finansowe. Teraz trzeba je po prostu uruchomić.
– Ale prawo wciąż nie nadąża za technologią.
– Nie powiedziałabym, iż kuleje. Owszem, prawo bywa powolne, ale implementacja unijnych regulacji dotyczących AI przebiega bez większych turbulencji. Przepisy zostały uproszczone, więc nie widzę tu dramatycznych opóźnień.
– Mam na myśli choćby deepfake’i. Ostatnio 14-latce przy użyciu modeli powiązanych z platformą X „dorobiono” nagie zdjęcia. Nie ma paragrafu, który pozwalałby ukarać sprawców.
– To efekt działania modelu Grok, stworzonego przez firmę Elona Muska. W Europie trwa debata, czy ten model powinien być w ogóle legalny. Ograniczono już możliwość generowania takich treści, ale to wciąż nie jest w pełni skuteczne.
To najlepszy dowód na to, iż nie możemy być zależni od modeli tworzonych przez Elona Muska. Francja jest tu świetnym przykładem, stworzyła własny model Mistral, konkurencyjny wobec amerykańskich. Francuzi mocno stawiają na suwerenność technologiczną i przyciągają globalne talenty. Prezydent Emmanuel Macron ogłosił choćby specjalny program finansowy wspierający napływ badaczy do Francji.
– W Polsce też coś zaczyna się dziać.
– Tak. NAWA ogłosiła pierwszy program zapraszania globalnych naukowców do prowadzenia badań w Polsce. To bardzo dobry krok.
– Czy można ocenić możliwości AI, zwłaszcza w kontekście projektów takich jak Neuralink? Dla wielu osób brzmi to niepokojąco, kiedy Elon Musk zapowiada, iż już w przyszłym roku spróbuje połączyć ludzki mózg z urządzeniem zewnętrznym.
– Mam coraz większy dystans do Elona Muska, jak wiele osób na świecie. To postać bardzo chimeryczna. Jeszcze kilka lat temu krytykował AI jako zagrożenie dla ludzkości, a dziś wypuszcza model Grok, który umożliwia generowanie skrajnie nieetycznych treści. Kiedyś budził powszechną fascynację, ale dziś jego działania są niespójne. Raz mówi jedno, za chwilę coś zupełnie innego. Snuje wizje pełnej automatyzacji i świata bezgotówkowego, które są oderwane od rzeczywistości.
O Neuralinku słyszymy od dekady i wciąż nie ma przełomu. Dlatego podchodzę do jego zapowiedzi z dużym sceptycyzmem.
– Czyli nie demonizuję? Połączenie mózgu z urządzeniem brzmi jednak jak science fiction.
– Mózg ludzki wciąż pozostaje tajemnicą. Praca na żywych organizmach jest nieporównywalnie trudniejsza niż tworzenie algorytmów. O jakikolwiek przełom będzie tu znacznie trudniej, a po drodze może pojawić się wiele przeszkód. Dlatego zachowuję dużą rezerwę wobec tego, co Musk ogłasza jako „zaraz się wydarzy”.
– Czyli to tak odległa przyszłość, iż nie warto się nią teraz zajmować. Na razie bardziej powinny nas interesować zmiany społeczno-gospodarcze, które zajdą w niedługim czasie. Szczególnie te związane z rynkiem pracy.
– To rzeczywiście bardzo istotna kwestia, którą się w tej chwili zajmuję. Prowadzę badania zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce, i wszędzie pojawia się to samo pytanie: co będzie się działo na rynku pracy pod wpływem sztucznej inteligencji? Na razie nie mamy pełnych danych, ale widzimy pierwsze wyraźne trendy. Na przykład znacząco spadła liczba zatrudnień na stanowiskach stażowych, czyli tych pierwszych po studiach. To często prace, które dziś wykonuje sztuczna inteligencja. Nie obserwujemy jednak masowych zwolnień spowodowanych AI. Owszem, zdarzają się takie przypadki, ale nie jest to zjawisko powszechne. Widzimy natomiast spowolnienie zatrudnienia. W USA może ono wynikać z ceł, z niestabilnej sytuacji gospodarczej, więc nie można jednoznacznie stwierdzić, iż to AI hamuje rynek pracy.
– To stan na dziś, ale prawdopodobnie za jakiś czas sytuacja się zmieni?
– Patrząc na możliwości sztucznej inteligencji, muszę powiedzieć jasno: państwo ma obowiązek wypracować politykę, która ochroni obywateli przed masową utratą pracy. Trzeba nadać tej technologii taki kierunek, by zwiększała produktywność i wspierała nas w pracy, a nie ją odbierała. W przeciwnym razie może dojść do poważnych napięć społecznych, a choćby buntów. To byłaby dramatyczna przyszłość.
– Czy można tu przywołać XVIII wiek i rewolucję przemysłową, kiedy robotnicy masowo buntowali się przeciw maszynom? Wtedy mówiono, iż są one przedłużeniem ludzkich rąk. Teraz może dojść do podobnego załamania znanego nam świata, a tydzień pracy może skrócić się do trzech dni.
– Gdybyśmy mieli dochód podstawowy albo cyfrową dywidendę z pracy maszyn i mogli pracować trzy dni w tygodniu, to nie wiem, czy ktoś miałby coś przeciwko. Ludzie potrzebują sensu pracy, ale potrafią też świetnie wykorzystywać wolny czas, rozwijać zainteresowania, na które wcześniej nie mieli przestrzeni. Wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy również mogłoby być korzystne.
Natomiast bardzo niepożądane byłoby zjawisko, w którym osoby pozostające w pracy – wspierane przez AI – pracują jeszcze więcej, bo rosną wobec nich oczekiwania, podczas gdy inni tracą zatrudnienie, bo ich kompetencje przestają być potrzebne. I nie mają szansy na zmianę swojej sytuacji.
– Czy można dziś przewidywać, jakie pojawią się nowe zawody?
– Możemy ekstrapolować na podstawie tego, co już widzimy. Pojawiają się nowe specjalizacje w obszarach kreatywnych, związane z pracą z modelami AI. To zupełnie inny rodzaj pracy niż na przykład praca na planie filmowym czy reklamowym. W doradztwie nieruchomości już wykorzystuje się modele przewidujące przyszłą wartość mieszkań w konkretnych dzielnicach. W medycynie rośnie liczba zastosowań AI – choćby w obrazowaniu organów – i ten trend będzie się nasilał. Prawnicy również coraz efektywniej współpracują ze sztuczną inteligencją. Te zmiany już są widoczne.
– Z tego też wynika, iż powstanie „klasa bezużytecznych ludzi”, o której coraz częściej się mówi. Jedni będą mieli dostęp do danych, inni nie.
– Elity technologiczne istnieją już teraz. Nie powiedziałabym jednak, iż mamy dziś klasę ludzi „niepotrzebnych”. Raczej obserwujemy duży wyzysk. Bezrobocie jest niskie zarówno w Europie, jak i w USA, ale ludzie są przepracowani i zmęczeni. To jednak nie zmienia faktu, iż istnieje grupa osób mających dostęp do najlepszych technologii i realnie organizujących świat. W USA elity technologiczne są silnie powiązane z elitami politycznymi. To trochę jak w filmie „Elizjum”: jest grupa uprzywilejowanych i cała reszta, która walczy o stabilne życie. Klasa średnia topnieje, a młodych coraz częściej nie stać na mieszkanie czy inne podstawy spokojnej egzystencji. Tymczasem miliarderzy technologiczni z roku na rok powiększają swój kapitał i wpływy. To oni w dużej mierze kształtują naszą przyszłość, a w USA jest to już bardzo widoczne.
– Czy Europa też musi przygotować się na podobny scenariusz?
– Europa rozwija się inaczej. Paradoksalnie, to, iż jesteśmy wolniejsi i ostrożniejsi technologicznie – za co często jesteśmy krytykowani – może działać ochronnie. Automatyzacja nie postępuje tu tak gwałtownie, więc skutki zmian są łagodniejsze. W USA panuje dziki kapitalizm: poradzisz sobie, albo nie. W Europie istnieje sieć zabezpieczeń społecznych, która realnie działa. To zupełnie inne warunki rozwoju, dlatego jesteśmy w pewnym stopniu chronieni przed ekstremalnym scenariuszem amerykańskim. Mówię to jako osoba mieszkająca od lat zarówno w Polsce, jak i w USA.
– Wydaje mi się, iż przy powszechnym zastosowaniu AI w człowieku może odezwać się potrzeba duchowości, niekoniecznie związanej z religią.
– Ludzie mogą poczuć pewną pustkę. Oby nie została wypełniona przez sekciarskie ruchy czy kult sztucznej inteligencji. Już teraz niektórzy są zmęczeni technologią, chcą od niej odpocząć, szukają detoksu i wracają do zwykłych, fizycznych relacji. To już jest pewien sygnał. W przyszłości takie tendencje mogą się nasilać. Spotykam też nastolatków, którzy czują niechęć do AI. Mogą mieć wrażenie, iż sztuczna inteligencja tworzy wyłącznie deepfake’i i ich oszukuje. Coś jest za zakrętem, ale jeszcze tego nie widzimy.
– Jakie więc są możliwości sztucznej inteligencji?
– Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musiałybyśmy rozmawiać wiele godzin. W kategorii inteligencji AI będzie się doskonalić i obejmować coraz więcej dziedzin, w których będzie od nas lepsza. Ale czy to oznacza, iż posiądzie świadomość, emocje, stany afektywne i subiektywne postrzeganie świata? Absolutnie nie.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania
















