Przystojny polski aktor był na szczycie. Tragiczny wypadek odebrał mu wszystko

swiatseriali.interia.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Był popularnym aktorem i wokalistą, wielka kariera stałą przed nim otworem, ale tragiczny wypadek odebrał mu wszystko. 24 stycznia minęły dwadzieścia trzy lata od śmierci Waldemara Goszcza.


Nie chiał być jedynie ładną twarzą


Waldemar Goszcz urodził się 14 grudnia 1973 roku w Wolborzu. Jeszcze w szkole średniej śpiewał w kwartecie wokalnym "Promień", z którym wygrał Wojewódzki Konkurs Zespołów Wielogłosowych. Następnie tańczył w zespole modern-jazzowym "Scatt", uczestniczył w wieczorach baletowych, a jako solista w przedstawieniach "Wiosna" i "Przebudzenie".
Profesjonalną karierę zaczynał od modelingu. Właściciel znanej agencji, którego spotkał na ulicy, zaproponował mu pracę i namówił do wzięcia udziału w konkursie. W 1993 roku za namową przyjaciół wziął udział w plebiscycie "Twarz Roku", który wygrał. Dzięki zwycięstwu posypały się propozycje reklamowe. Jego twarz pojawiła się w wielu telewizyjnych reklamach, pracował dla wielkich projektantów mody.Reklama


Ale Goszcz nie chciał być jedynie "ładną twarzą". "Chciałem zrobić coś więcej. Nie neguję pracy modeli, bo wykonują stresujące zajęcie, mają dużą konkurencję, ale równocześnie sporo zarabiają. Zauważyłem, iż zostałem stworzony do czegoś innego, próbowałem się cały czas ulepszać, ale to bardzo dobrze, iż równocześnie zarabiałem jako model, bo dzięki temu zbudowałem dom i kupiłem samochód. Zresztą nie można być modelem do siedemdziesiątki" - mówił w jednym z wywiadów.


W 1997 roku, wraz z Markiem Sośnickim, założył zespół Hi Street, którego debiutancka płyta ukazała się w 1998 roku nakładem wytwórni Pomaton EMI. Przez trzy lata zagrali ponad 400 koncertów, pojawili się także na festiwalu w Opolu. Byli inicjatorami i twórcami hymnu akcji "I Ty możesz zostać Świętym Mikołajem". W 2001 roku grupa rozpadła się, a w listopadzie ukazał się debiutancki solowy album Goszcza.


Serial "Adam i Ewa" zapewnił mu wielką sławę


Największą popularność i ogólnopolską rozpoznawalność przyniosła artyście rola w serialu "Adam i Ewa". Na ekranie partnerowała mu Katarzyna Chrzanowska. W serialu wcielił się w tytułową postać Adama Rozdrażewskiego. Dzięki roli w kultowej produkcji zyskał sympatię widzów, zwłaszcza żeńskiej części publiczności.
Chociaż od kilku lat doskonale radził sobie w show-biznesie, to praca na planie serialu była dla niego czymś nowym. Artysta prawdopodobnie nie spodziewał się, iż czekają go bardzo trudne miesiące. "Nie spodziewałem się tak intensywnego tempa pracy. Zdarzało się, iż graliśmy od 6. rano do 24. Rzadko byłem zadowolony ze swojej gry, a liczba dubli była ograniczona. Do tego dochodziło zmęczenie. Poza tym wcielanie się w amanta wiecznie zakochanego wyczerpywało mnie psychicznie. Pod koniec pracy nad 'Adamem i Ewą' ucieszyłem się, iż już niebawem skończy się moja serialowa przygoda, ponieważ stęskniłem się za muzyką i moimi projektami wokalnymi..." - wspominał gorzko w jednym z wywiadów.
Na fali popularności serialu w 2001 r. wydał solowy debiut zatytułowany po prostu "Waldek Goszcz". Na płycie znalazły się m.in. piosenki z "Adamy i Ewy". Do promocji wybrano utwory "Lalka", "Orfeusz" i "Słońce pali strach". "Jestem postrzegany jako człowiek, który gra w serialu o miłości, więc chyba nie będę mógł się od tego odbić, ale przecież piosenki o miłości są świetne, bo można przy nich pić dobre wino, kochać się i całować" - opowiadał Goszcz podczas promocji płyty.


Jak zginął Waldemar Goszcz?


Latem 2002 roku kupił sobie wymarzony samochód - lancię combi. "Uwielbiam podróżować po Polsce. Wsiąść w samochód, jechać przed siebie, gdzie mnie oczy poniosą. Spontanicznie, bez określonego celu zwiedzania i poznania. Takie wyprawy są najlepsze. Pokonuję wtedy drogę 1000 km. I wszystko było by świetnie, gdyby nie wypadki. Młodzi kierowcy, bez wyobraźni jadą jak szaleni. Kiedyś przeczytałem w jakimś wywiadzie z Głowackim, iż ludzie dzielą się na takich, którzy biegają wokoło trumny, a inni chodzą. Ja zdecydowanie preferuję tzw. 'chód z podbieganiem'" - napisał w pamiętniku pod datą 6 listopada 2002.
Artysta uwielbiał szybką jazdę. Wierzył, iż los zawsze będzie mu sprzyjał i nie spotka go to, co kiedyś spotkało jego idola Jamesa Deana. 24 stycznia 2003 roku wracał z dwójką znajomych z występów nad morzem. Bardzo śpieszył się do domu. Pędził z prędkością 150 kilometrów na godzinę. Podczas manewru wyprzedzania jego auto zderzyło się czołowo z nadjeżdżającym z naprzeciwka samochodem.
Waldemar Goszcz zginął na miejscu. Razem z nim jechali aktor Radosław Pazura i muzyk Filip Siejka, którzy mimo odniesionych ran, przeżyli zdarzenie. Waldemar Goszcz został pochowany na cmentarzu w Wolborzu.
Po latach Filip Siejka wspominał tragiczny wypadek, w którym zginął gwiazdor "Adama i Ewy".
Okazuje się, iż w wyniku siły uderzenia i braku zapiętych pasów muzyk wyleciał przez szybę, co... uratowało mu życie. "Kilka minut przed wypadkiem ustaliliśmy, iż go zaraz zmienię i z tego właśnie względu odpiąłem pasy. Uratowało mi to życie, bo gdybym był zapięty, prawdopodobnie nie miałbym szansy przeżyć. Samochód był cały zmiażdżony" - zdradził w rozmowie z Onetem.
"Z reguły, kiedy razem jeździliśmy, to ja prowadziłem. Ale wtedy akurat tak się niefortunnie złożyło, iż to on zasiadł za kierownicą" - dodał Filip Siejka.
Idź do oryginalnego materiału