Przyjęłam przyjaciółkę po jej rozwodzie i z czasem uświadomiłam sobie, iż powoli staję się służącą we własnym domu.

newsempire24.com 2 dni temu

Zdarzyło się to dawno temu, kiedy po rozwodzie wzięłam pod swój dach Grażynę. Z czasem zauważyłam, iż powoli staję się służącą we własnym domu.

Są przyjaźnie, które przetrwają wszystko: śluby, rozwody, dzieci, pogrzeby. Znałyśmy się od ponad trzydziestu lat. Razem zdawałyśmy egzaminy, razem przeżywałyśmy pierwsze rozczarowania sercowe. Potem Grażyna wyjechała do Poznania, ale zawsze wracała i przy niej mogłam być sobą.

Dlatego gdy pewnej nocy zadzwoniła, zupełnie wyczerpana, i rzekła tylko: Nie mam gdzie pójść, nie wahałam się ani chwili. Powiedziałam: Przyjdź. Zawsze masz miejsce w moim domu.

Pierwsze dni minęły jak w młodości długie rozmowy, śmiechy, wspomnienia. Po śmierci mojego męża dom był zbyt cichy, a jego obecność wciąż dawała mi ukojenie. Starałam się dbać o Grażynę: gotowałam, dawałam jej najlepsze łóżko, kupiłam nowe ręczniki, by czuła się wygodnie. Obiecała zostać na kilka tygodni, by dochodziła do siebie.

Minął miesiąc potem kolejny. Nie szukała mieszkania, nie wysyłała CV, nie wstawała rano odzyskuję sen po tylu latach. Krążyła po domu w szlafroku, zajmowała kanapę i pytała: Kupiłaś mój jogurt? Lubię owocowy, jakby to było naturalne.

Stopniowo zaczęłam gubić siebie. Wracałam z pracy, a ona siedziała przy stole, popijając herbatę i czytając mój dziennik. Gdy prosiłam ją, by chociaż ugotowała zupę, tylko się śmiała: Ty robisz to lepiej, ja nie potrafię.

Zawsze to ja myłam naczynia. Ja też robiłam zakupy. W lodówce wszystko, co lubiła. W łazience tylko jej kosmetyki. W telewizji jej seriale.

Pewnego dnia, kiedy zaprosiłam znajomą na kawę, Grażyna niechętnie dodała, iż nie czuje się komfortowo, gdy w domu są obce osoby. choćby kota alergia wyciskała z pokoju.

Długo usprawiedliwiałam jej zachowanie, mówiąc, iż po rozwodzie źle się czuje, jest ranna, zagubiona. Że musi przetrwać. Ale kiedy zaczęła przestawiać meble, tłumacząc, iż tak będzie lepiej, zrozumiałam, iż przeszła granicę.

Najtrudniejszy moment nadszedł, gdy poprosiła mnie po pracy, by odebrała jej pranie z pralni i kupiła jedzenie nie mam siły, by wyjść. Wróciłam, ledwo dźwigając torby, a ona pytała: Kupiłaś adekwatny detergent? Nie pomyl się.

Wtedy coś we mnie pękło.

Po raz pierwszy od dawna odezwałam się stanowczo:
Musimy porozmawiać. To tak nie może trwać. To mój dom. Musisz pomyśleć, gdzie się przeprowadzisz.

Na początku Grażyna była zaskoczona, potem obraziła się, twierdząc, iż nic nie rozumiesz i iż myślę tylko o sobie. Było mi ciężko, ale wiedziałam, iż jeżeli nie postawię granic teraz, stracę własną tożsamość.

Po kilku dniach odszedła, trzaskając drzwiami. Czułam winę, jakby zdradziłam kogoś, kto był dla mnie rodziną. Jednak dom zaczął znów oddychać. Znów poczułam, iż to mój dom, moje życie, moje reguły.

Miesiąc później otrzymałam krótką wiadomość SMS:
Przepraszam. Wtedy była całkowicie zagubiona. Dziękuję, iż mi pomogłaś, choć tego nie doceniłam.

Odpowiedziałam, iż życzę jej wszystkiego najlepszego. Pomyślałam: czasem najtrudniej jest powiedzieć nie osobie, na której nam zależy. A jeżeli nie zrobimy tego na czas, możemy stracić coś cenniejszego niż wszystko inne siebie samego.

Idź do oryginalnego materiału