Paweł Królikowski urodził się 1 kwietnia 1961 roku w Zduńskiej Woli. W 1987 roku ukończył Wydział Aktorski w Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. Po studiach związał się z Teatrem Studyjnym '83 im. Juliana Tuwima w Łodzi. Miał na koncie wiele ról filmowych i serialowych, jednak w pamięci wielu pozostał Kusym z "Rancza".
Była to pierwsza tak duża serialowa rola w dorobku aktora. We wcześniejszych produkcjach grał zwykle postaci drugoplanowe bądź epizodyczne. Reklama
"Na Kusego wybrała mnie Ilona, moja serialowa Lucy. Przedstawili jej wielu 'konkurentów'. Wcześniej grałem z mężem Ilony, Jackiem Borcuchem. Może dlatego wskazała na mnie. Czemu przyklasnął producent. I musiał przyklasnąć reżyser" - opowiadał po latach Królikowski.
Artysta wcielał się w Kusego we wszystkich dziesięciu sezonach "Rancza" w latach 2006-2016. Zagrał go też w pełnometrażowym filmie "Ranczo Wilkowyje".
Paweł Królikowski zmarł 27 lutego 2020 roku. Miał 58 lat. Pozostawił żonę Małgorzatę Ostrowską-Królikowską oraz piątkę dzieci. W 2015 roku przeszedł operację usunięcia tętniaka z mózgu i mimo chwilowej poprawy, musieliśmy pożegnać uwielbianego aktora. Teraz żona zdradziła prawdziwą przyczynę śmierci Pawła Królikowskiego.
To jednak nie tętniak
Pod koniec lutego mówiono, iż przyczyną śmierci aktora był tętniak. W jednym z niedawnych wywiadów Małgorzata Ostrowska-Królikowska zdradziła, iż przyczyna śmierci aktora był glejak.
Aktorka rzadko wypowiada się na temat zmarłego męża, ale teraz postanowiła wyprostować nieprawdzie informacje, które od lat krążą w mediach.
"Nie, to nie była prawda. To media tak pisały. Paweł miał glejaka. Nie umarł z powodu tętniaka" - wyjaśniła aktorka w audycji "Kobieta Rakieta". W dalszej części rozmowy opowiedziała, jak wyglądały ostatnie chwile uwielbianego aktora.
"My wiedzieliśmy, na co jest chory. On też zresztą wiedział, więc mieliśmy jeszcze czas być ze sobą. Dzieci są bardzo wdzięczne, iż jeszcze mogły się do taty przytulać, iż jeszcze mogły z nim pobyć. Aczkolwiek wiedziały, jaka to jest choroba. Że jest taki procent nadziei, iż się uda. My mieliśmy czas na przeżywanie tego odchodzenia razem".















