Włoski poznaniak
Od czterech lat tancerze Teatru Wielkiego w Poznaniu mogą stworzyć w ramach projektu „Spectrum” własną choreografię. Do tej pory z okazji skorzystało 37 osób. W tym gronie najbardziej doświadczonym staje się Giorgio Tinari, który co roku ma coś nowego do powiedzenia. Trzema choreografiami mogą się pochwalić: Massimiliano Romano, Diana Cristescu i Anna Gumna, która w tym roku zrobiła sobie przerwę. Nie ukrywam, iż ta czwórka zawsze zaskakuje albo zaciekawia.
Tinari i Gumna wykształcili – albo są na dobrej drodze, by wykształcić – własny, rozpoznawalny styl.
Giorgio Tinari mieszka w Poznaniu siódmy rok. Tym razem stworzył choreografię do Nokturn nr 4 Fryderyka Chopina. W warstwie dramaturgicznej pozostał w kręgu romantyzmu: na scenie oglądaliśmy artystę w długim płaszczu, który zastąpił pelerynę, ławkę jako miejsce akcji i latarnię. W warstwie choreograficznej zachwycające były płynne i subtelne ruchy.
Kontrapunktem była choreografia Jakuba Daćkusa, ubiegłorocznego absolwenta Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu, który ma na swoim koncie kilka nagród za choreografię na międzyszkolnych konkursach. „Within us All” – to debiut choreograficzny jako tancerza Teatru Wielkiego w Poznaniu.
Bardzo energetyczna choreografia w sposób absolutnie olśniewający wykorzystująca i ogrywająca kostiumy. Z wielką euforią powitałem po przerwie Dianę Cristescu, która z Teatrem Wielkim związana jest od wielu lat. Tym razem zaprezentowała zabawny i bezpretensjonalny duet pt. „Toate la timpul lor”. Manuel Cirbian przedstawił pracę, którą zatytułował „Sonder”. Interesująca propozycja, ale zabrakło w pobliżu dramaturga.
Narodowi juniorzy

Plakat
Polski Balet Narodowy w Warszawie dwa lata temu powołał do życia zespół dla młodych tancerek oraz tancerzy, którzy opuścili mury szkół baletowych i wymagają jeszcze oszlifowania. Idea znakomita, a efekty będą na pewno. W tym wieczorze młodzi tancerze spotkali się w pracy z doświadczonymi choreografami reprezentującymi różne pokolenia i style choreograficzne.
Dawid Trzęsimiech dla swoich podopiecznych stworzył „Fantazję polską”, wykorzystując I Koncert fortepianowy e-moll op. 11 Fryderyka Chopina. Była to okazja albo raczej pretekst, by pokazać technikę klasyczną młodych tancerek i tancerzy.
Wykorzystała to Martyna Wrzesińska, absolwentka Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu. W prawdziwie romantycznym stylu partnerował jej Antonio Casti. Przyznam, iż nie mogłem oderwać wzroku od Martyny, która nienaganną technikę wzbogaciła o romantyczny wyraz.
Kontrapunktem a zarazem sprawdzianem możliwości zespołu był „Fluxus” Katarzyny Kozielskiej. Ta współczesna choreografia dowiodła, iż tancerz dzisiaj musi dysponować bardzo dobrą techniką klasyczną i współczesną. I znowu mój wzrok przyciągała Wrzesińska. Miałem wrażenie, iż się przeistoczyła, iż romantyzm uleciał, a została energetyczność, swoisty pazur typowy dla współczesnych dziewcząt.
Oba światy połączył Krzysztof Pastor w choreografii zatytułowanej „Juvenalia”: technika klasyczna, neoklasyczna, współczesna miksowały się, bo dla autora najważniejsze było, by wyzwolić z tancerzy energię, świeżość i euforia z tańczenia. Udało się.
Eksperyment z Czajkowskim
Z niecierpliwością wyczekiwałem występu zespołu baletowego Národní divadlo z Brna. Zdaję sobie sprawę, iż choreografowie są znudzeni „Jeziorem łabędzim”, iż marzy im się nowe odczytanie, ale nie wszystkim się udaje. Nie każdy jest Matsem Eckiem czy Matthew Bourne’em. Mário Radačowský czyta balet Czajkowskiego przez osobiste doświadczenie zwycięskiej walki z chorobą nowotworową.
Jeśli widz nie przeczyta tej informacji wcześniej, nie zorientuje się. Potraktuje relacje Zygfryda z Rotbartem jako walkę dobra ze złem. Pierwszy akt jest dość monotonny, w drugim dramaturgia i choreografia gęstnieją. Najmocniejszą stroną widowiska pozostaje minimalistyczna scenografia Marka Holly’ego.
A jednak „Carmen”
Festiwal domknęła baletowa wersja „Carmen”, którą w Operze Nova w Bydgoszczy zrealizował Johan Inger. Oprócz muzyki Georges’a Bizeta i Rodiona Szczedrina słychać w tym widowisku frazy dokomponowane przez Marca Alvareza Garcię.

fot. Kuba Jíra
W tym dźwiękowym pejzażu rozgrywa się historia niby dobrze nam znana, a jednak trochę inna, inaczej opowiedziana. Inger bowiem wraca do pierwowzoru, opowiadania Prospera Mérimée, do Carmen – kobiety z gruntu złej, prymitywnej, która nie boi się użyć noża…
W inscenizacji nie ma żadnego słabego punktu, od dramaturgii począwszy, przez scenografię, kostiumy, światła, na choreografii kończąc. Nie byłoby jednak sukcesu, gdyby nie orkiestra, którą dyrygował Manuel Coves, i zespół baletowy bydgoskiej opery (oglądałem ten spektakl na premierze w Operze Nova w Bydgoszczy 9 kwietnia 2025 roku).
W tytułowej roli wystąpiła Maria Martinos, która stworzyła kreację aktorską i ruchową. Partnerowali jej Kazuki Mitsuhashi (Don Jose) i Jorge Gutierrez (Escamillo). Wszystkich wymienionych mogła podziwiać także poznańska publiczność tego przedwiośnia.
Baletowa wersja „Carmen” to przede wszystkim żywioł tańca zespołowego, który przez choreografa został nieznacznie naznaczony skandynawskim chłodem, co dodaje typowej hiszpańszczyźnie nieco innego smaku, nawiązując na innej płaszczyźnie do opowiadania Mérimée. I jeszcze warto zwrócić uwagę na świetnie roztańczony zespół.
















