PRZED ŚWITEM

renatawinczewska.wordpress.com 19 godzin temu

Ostatnio zacztywałam się Leśmianem. Nie powiem, iż mi wszystko smakowało, bo to byłoby kłamstwo, ale były tam lepsze wiersze. Jeden szczególnie mi się spodobał. Na tyle, iż postanowiłam się go nauczyć na pamięć. To takie trochę dziwne, bo po co się czegoś uczyć? Kiedyś jakiś nauczyciel od dziesięciu boleści zmuszał do nauki o tym jak to Litwa jest ojczyzną, jak to trudno było Kochanowskiemu po stracie Orszulki, jak to „budiet sołnce”, jak te armaty w tysiącach grzmiały i… do wyrzygania się człowiek nauczył, iż chyba nie spotka już w życiu niczego, co by go chwyciło za serce. A ja tak czytałam i pomyślałam sobie, iż Paustowski cytował wiersze z pamięci (może i nie, ale… ), tak i ja chcę sobie jakąś małą formę przyswoić.

No więc zapamiętuję, biegam – szósta z minutami i z kilkoma wersami, ale wystarczy, iż mi sójka przeleci przed stopami i odpływam i myślę i zachwycam się – trwa, tak tam było trwa, bo w drugiej jest śni. I dalej trwa ciemny ranek… nie, tam nie jest ranek, bo na końcu drugiego wersa jest altaną… czyli jest rano…

TRWA JESZCZE CIEMNE RANO

ŚPI NIEBO NAD ALTANĄ

Nie spało to niebo, bo już jasno jest o takiej godzinie, ale mi raźniej było. Wcześniej policzyłam sylaby, żeby sprawdzać sobie, czy te siedem jest na swoim miejscu, bo wszystko jest na siedem. Lecę dalej… staw… błyska, błyszczy… czas przeszły dokonany… a błysnął. Staw błysnął o dwa kroki… kroki, bo dalej będzie głęboki.

STAW BŁYSNĄŁ O DWA KROKI

JUŻ WIDAĆ ŻE GŁĘBOKI.

Bez dalszych przynudzań… nauczyłam się go. Może on obrazuje coś, co się we mnie teraz dzieje. Spodobał mi się po prostu i pomyślałam, iż z tymi sylabami i rymami to wszystko było po to, żeby lepiej zapamiętać, bo kiedyś to się chyba częściej uczono na pamięć i to nie dlatego, iż jakiś sadysta sobie wymyślił, iż my… za autorem będziemy cierpieć, tylko z czystego zachwytu nad doborem słów się ludzie uczyli tych wierszy, albo i… przecież… To cały obraz w głowie maluje, to i namalował mi ostatni tydzień. Mój upatrzony wiersz nazywa się „Przed świtem”. Strona 214 z książki, która ma 28 lat, a jest w stanie idealnym. Ma białe strony, silne, a w dotyku jak zwykłe 80 gram.

Cały zeszły tydzień był jak ten wiersz: konkretnej materii, pięknego doboru i spokoju, przenikającego do głębi, ciszy… choćby muzyki nie potrzebowałam. Obserwowałam kształty jakie się wyłaniały we mnie, jak w tym wierszu… po nocy 😊

Idź do oryginalnego materiału