Przeczytałam wiele historii Polek, które zdradzały swoich partnerów – chociaż staram się nie oceniać…

polregion.pl 8 godzin temu

Słyszałam wiele opowieści o kobietach, które zdradzały swoich mężów, i chociaż staram się nie oceniać, jest coś, czego naprawdę nie potrafię zrozumieć. Nie dlatego, iż jestem od kogoś lepsza, ale dlatego, iż zdrada nigdy nie była dla mnie żadną pokusą.

Mam trzydzieści cztery lata. Jestem mężatką, prowadzę zupełnie przeciętne życie. Chodzę na siłownię pięć razy w tygodniu, pilnuję diety, lubię dbać o siebie. Mam długie, proste włosy, kocham czuć się zadbana i wiem, iż jestem atrakcyjną kobietą. Ludzie mi to mówią, a ja dostrzegam to w spojrzeniach, którymi mnie obdarzają.

Na siłowni nie jest niczym niezwykłym, gdy jakiś mężczyzna próbuje zacząć ze mną rozmowę. Jedni pytają o ćwiczenia, inni rzucają uwagi udające komplementy, są też bardziej bezpośredni. Podobnie jest, gdy wychodzę z koleżankami na kieliszek wina podchodzą, próbują zagadać, pytają, czy jestem sama. Nigdy nie udawałam, iż tego nie widzę. Wręcz przeciwnie, jestem tego świadoma. Ale nigdy nie przekroczyłam tej granicy. Nie ze strachu, ale po prostu nie mam takiej potrzeby.

Mój mąż jest lekarzem kardiologiem i bardzo ciężko pracuje. Są dni, kiedy wychodzi z domu przed świtem i wraca, gdy już skończyłam z córką kolację, albo jeszcze później. Przez większość czasu jestem sama w domu, niemal cały dzień. Mamy córkę, dbam o nią, o nasze gniazdo, zajmuję się swoją rutyną. Rzeczywiście mogłabym mieć przestrzeń, by robić to, co zechcę, bez niczyjej wiedzy. Mimo to nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby wykorzystać ten czas na zdradę.

Kiedy jestem sama, zajmuję sobie umysł trenuję, czytam książki, sprzątam, oglądam seriale, gotuję, wychodzę na spacer. Nie siedzę i nie szukam braków, nie potrzebuję zewnętrznej aprobaty. Nie powiem, iż mój związek jest idealny, bo taki nie jest. Kłócimy się, mamy różnice zdań, jest też zmęczenie. Ale jest coś fundamentalnego moja uczciwość.

Nie żyję w ciągłym podejrzeniu wobec niego. Ufam swojemu mężowi. Znam go, znam jego codzienność, sposób myślenia, charakter. Nie przeglądam mu telefonu, nie tworzę w głowie scenariuszy. To poczucie spokoju także ma znaczenie. Kiedy nie szukasz sposobu na ucieczkę, nie musisz mieć otwartych drzwi na wszelki wypadek.

Dlatego, gdy czytam opowieści o zdradzie nie z potępienia, ale z niezrozumienia myślę, iż to nie zawsze kwestia pokusy, urody, wolnego czasu czy zainteresowania innych. W moim przypadku po prostu zdrada nigdy nie była opcją. Nie dlatego, iż nie mogę, ale dlatego, iż nie chcę być taką osobą. I z tym żyję w zgodzie.

Jak wy to widzicie?

Idź do oryginalnego materiału