Prowokuje i odrzuca. To już nie jest ten sam serial, który pokochaliśmy

swiatseriali.interia.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Serial "Euforia" od samego początku wzbudzał wiele kontrowersji, zarówno ze względu na odważne sceny, jak i zakulisowe napięcia. W debiutującym właśnie trzecim sezonie bohaterów oglądamy pięć lat po wydarzeniach drugiego sezonu. Seans pierwszego odcinka może zaskoczyć wielu fanów. To już nie jest ten sam serial, który pokochaliśmy w 2019 roku.


Kontrowersje wokół serialu "Euforia" pojawiają się adekwatnie od premiery pierwszego sezonu w 2019 roku. Produkcja autorstwa Sama Levinsona opowiada o grupie nastolatków mierzących się z uzależnieniami, traumą i problemami tożsamościowymi. Główna bohaterka, Rue (Zendaya), walczy z uzależnieniem od narkotyków, a kolejne odcinki stopniowo odsłaniają historie i doświadczenia pozostałych postaci.
Serial gwałtownie zyskał rozgłos. "Euforia" znana jest z bardzo odważnych scen, pokazujących amerykańską młodzież w sposób momentami brutalny i niekomfortowy. Jednocześnie całość wyróżnia się dopracowaną, estetyczną warstwą wizualną. Właśnie ten kontrast stał się przedmiotem krytyki. Levinsonowi zarzucano, iż romantyzuje uzależnienie i estetyzuje destrukcyjne zachowania. Z drugiej strony wielu widzów i krytyków uznaje serial za jeden z najbardziej autentycznych portretów młodego pokolenia.Reklama


Na dodatek głośno jest także o zakulisowych napięciach. Jednym z najczęściej poruszanych tematów były rzekome konflikty między obsadą a Levinsonem. Pojawiały się doniesienia, iż część aktorów odczuwała frustrację związaną z nieprzewidywalnością produkcji i kierunkiem rozwoju ich postaci.
Jednocześnie nie brakowało głosów broniących reżysera. Sydney Sweeney w jednym z wywiadów przyznała, iż nie zgodziła się na część odważnych scen, podkreślając jednak, iż jej decyzje były respektowane.
"Są momenty, w których Cassie miała być topless, a ja mówiłam Samowi: 'Nie sądzę, żeby to było tutaj naprawdę konieczne'" – powiedziała o drugim sezonie. "On odpowiadał: 'OK, nie potrzebujemy tego'. Nigdy nie czułam, iż Sam na mnie naciskał ani iż próbował na siłę wcisnąć nagą scenę do serialu HBO. Kiedy nie chciałam tego zrobić, nie zmuszał mnie".
W podobnym tonie wypowiadał się Colman Domingo, który w rozmowie z "The Hollywood Reporter" podkreślał pozytywną atmosferę pracy: "Za każdym razem, gdy byłem na tym planie, było tam tyle troski, tyle życzliwości i tyle twórczej energii".
Równolegle pojawiały się spekulacje dotyczące relacji między samymi aktorami. Media i fani sugerowali napięcia między Zendayą a Sydney Sweeney, jednak nigdy nie zostały one oficjalnie potwierdzone. Doniesienia te opierały się głównie na interpretacjach ich publicznych wystąpień i ograniczonej liczbie wspólnych działań promocyjnych, dlatego należy je traktować raczej jako plotki niż potwierdzone fakty.
Najbardziej konkretnym przykładem jest odejście Barbie Ferreira, wcielającej się w Kat. Oficjalnie informowano o naturalnym zakończeniu wątku postaci w drugim sezonie, jednak w mediach pojawiały się doniesienia o rzekomym konflikcie z Levinsonem, dotyczącym kierunku rozwoju historii Kat. Sama aktorka sugerowała, iż nie zgadzała się z wizją, jaką twórca miał na jej bohaterkę.


"Euforia": trzeci sezon szokuje i odrzuca. Prowokacja ponad wartość artystyczną


Pierwszy odcinek trzeciego sezonu "Euforii" jest już dostępny na HBO Max. Kolejne będą ukazywać się w każdy poniedziałek. Niestety nie otrzymałam przedpremierowego dostępu do całego sezonu, więc swoją opinię opieram jedynie o premierowy epizod. Trzecia odsłona zupełnie różni się od poprzednich dwóch, zarówno pod względem wizualnym, jak i fabularnym. Od wydarzeń z drugiego sezonu minęło pięć lat. W otwierającej scenie widzimy Rue, która próbuje przekroczyć granicę między Meksykiem a Stanami Zjednoczonymi. gwałtownie okazuje się, iż została dilerką i próbuje spłacić dług za towar, który jej matka spuściła w toalecie.


W premierowym odcinku poznajemy także dalsze losy pozostałych bohaterów. Lexi pracuje jako asystentka reżyserki opery mydlanej w Hollywood, Maddy została menedżerką gwiazd, a Cassie przygotowuje się do ślubu z Nate’em. Z dialogu między Rue a Lexi dowiadujemy się również, iż Fezco - bohater grany przez zmarłego w 2023 roku Angusa Clouda - trafił do więzienia. Zauważalna jest natomiast nieobecność Jules, jednej z kluczowych postaci poprzednich sezonów. Prawdopodobnie zobaczymy ją w kolejnych odcinkach.
Największym problemem trzeciego sezonu wydaje się brak konsekwencji w prowadzeniu bohaterów. To już nie jest historia o nastolatkach i ich dojrzewaniu. Momentami można odnieść wrażenie, iż oglądamy zupełnie nowych ludzi w innym serialu. Od wydarzeń z poprzednich sezonów minęło pięć lat, nie wiemy, co wydarzyło się w międzyczasie. Jednak ich wcześniejsze traumy zdają się niemal całkowicie wymazane. Owszem, bohaterowie mierzą się z nowymi wyzwaniami w dorosłym świecie, jednak gdzieś po drodze zniknęła autentyczność. Wrażenie to potęguje nierówna gra aktorska - chwilami można odnieść wrażenie, iż aktorzy jedynie odtwarzają dialogi, zamiast w pełni budować swoje postacie.
Najwięcej kontrowersji budzi wątek Cassie. Już w poprzednich sezonach jej postać bywała przedstawiana w sposób stereotypowy, choć w drugiej odsłonie próbowano nadać jej większą głębię psychologiczną. W nowych odcinkach wydaje się, iż twórcy porzucili ten kierunek. Cassie ponownie zostaje zamknięta w schemacie - tym razem kobiety skupionej na życiu domowym i przygotowaniach do ślubu. Marzy o wystawnym weselu, jednak Nate nie chce przeznaczyć na nie tyle pieniędzy, ile ona by oczekiwała. W efekcie postanawia sama zacząć zarabiać. Początkowo poprzez aktywność w mediach społecznościowych, ale z czasem rozważa wejście na tzw. "niebieską platformę", by zarabiać na swoim ciele.


W pierwszym odcinku nie brakuje odważnych scen. Zwłaszcza w wątku Cassie większość z nich budzi obrzydzenie, dyskomfort. Trudno dostrzec w nich głębszą refleksję, sprawiają wrażenie, jakby miały przede wszystkim szokować i prowokować reakcję widza. W poprzednich sezonach "Euforii" twórcy również balansowali na granicy kontrowersji, jednak często łączyło się to z próbą psychologicznego uzasadnienia czy pogłębienia postaci. W tym przypadku ta równowaga wydaje się zachwiana. Sceny są bardziej dosadne, a ich funkcja fabularna i emocjonalna nie zawsze jest jasna, co sprawia, iż granica między prowokacją a pustym efektem wizualnym wydaje się znacznie bardziej przesunięta.
Mocny początek sezonu, ale zamiast zatrzymywać widza i wzbudzać jego zainteresowanie, raczej odrzuca. Zamiast angażować emocjonalnie, część scen sprawia wrażenie przesadnie prowokacyjnych. Niestety, pojawia się obawa, iż ten sezon może być bliższy nieudanemu "Idolowi" niż wcześniejszym odsłonom "Euforii", które - mimo kontrowersji - potrafiły łączyć szokujące treści z próbą analizy psychologicznej.
Czytaj więcej: Kobieta jako Lord Voldemort? Ralph Fiennes wskazał swoją następczynię
Idź do oryginalnego materiału