"Proud", czyli gej z dzieckiem w katolickiej Polsce. Będzie hit czy wojna? Sprawdzamy – recenzja serialu

serialowa.pl 2 godzin temu

Czy główny bohater będący gejem wciąż może wywoływać w Polsce kontrowersje? A co powiecie na geja starającego się adoptować dziecko? Na ekrany wchodzi „Proud”, serial HBO Max, który narobił zamieszania już przed premierą.

„Proud” to nowy polski serial HBO Max, o którym w naszym kraju prawdopodobnie będzie głośno, z wielu powodów – możecie już domyślić się, czy adekwatnych. Najważniejszym powinien być jednak ten, iż to po prostu bardzo dobra produkcja, na tle kolejnych polskich kryminałów i thrillerów, które coraz bardziej wyglądają, jakby były odbite na ksero, wyróżniająca się już chociażby tematyką.

Karol Klementewicz, scenarzysta i reżyser „Proud”, udowadnia, iż i nas stać na oryginalność, a ta została doceniona zresztą także poza Polską, bo jego serial otrzymał najważniejszą nagrodę na festiwalu Series Mania we Francji, co oczywiście pozytywnie wpłynęło na przedpremierowy szum. A czy ten jest faktycznie zasłużony? Widziałem przedpremierowo trzy z zaplanowanych ośmiu odcinków, więc mogę już coś na ten temat powiedzieć.

Proud – o czym jest polski serial HBO Max?

Filip (Ignacy Liss, „Teściowie”) to traktujący życie jak jeden wielki melanż hedonista, który specjalnie nie myśli o innych. Przygodny seks, używki i szeroko pojęta autodestrukcja towarzyszą mu na każdym kroku. Na pierwszy rzut oka trudno byłoby określić go jako dobrego człowieka, ale mimo to nie jesteśmy w stanie nie ulec jego urokowi. Brzmi jak stereotyp? Bo też trochę takim zbiorem stereotypów główny bohater „Proud” może się na początku wydawać, ale wraz z postępem fabuły zaczniemy zauważać pęknięcia na tym wizerunku. I – co w sumie też nie powinno być zaskoczeniem – okaże się, iż pod tą skorupą, która ma go chronić przed światem, kryje się naprawdę wrażliwy młody mężczyzna. Dzieciak, który będzie musiał gwałtownie dorosnąć, bo gdy umiera jego siostra (Sylwia Boroń, „Breslau”), najbliższa mu osoba, Filip musi zaopiekować się Tosią, swoją malutką siostrzenicą.

„Proud” (Fot. HBO Max)

„Proud” to serial o rodzinie, bliskości, miłości – fakt, iż główny bohater jest gejem, nie powinien mieć tutaj wielkiego znaczenia, choć nie mam wątpliwości, iż dla wielu oglądających lub/i wypowiadających się o serialu będzie je miał. Oczywiście, temat orientacji Filipa będzie się co jakiś czas w serialu przewijał. Samotny gej próbujący adoptować dziecko w Polsce? To musi wzbudzić kontrowersje w kraju, który najchętniej udawałby, iż takie sytuacje nigdy nie mają miejsca. Trzeba przyznać, iż tematycznie „Proud” ze swoją premierą zalicza timing wręcz doskonały, bo w Polsce, tym razem ze sprawą kwestii transkrypcji małżeństw zawieranych przez osoby homoseksualne za granicą, wciąż trwa dyskusja o prawach mniejszości LGBTQ+.

Czy serial HBO Max ma w takim wypadku szansę na uwrażliwienie społeczeństwa? Ma, choć moim zdaniem są to szanse niewielkie i w żadnym razie nie winię za to jego twórców. To bardzo istotne, by takie produkcje powstawały, choć jest dla mnie coś przerażającego w tym, iż w 2026 roku wciąż potrzebujemy seriali, które w sumie nie robią przecież niczego szczególnego, bo pokazują jedynie, iż osoby nieheteronormatywne żyją wśród nas i w gruncie rzeczy są takie jak wszyscy. Jasne, mało kto żyje tak, jak serialowy Filip, ale czy jego postać powinna budzić większe kontrowersje niż np. Czuły z „Warszawianki”? A pewnie takie kontrowersje wzbudzi i to wyłącznie z powodu swojej orientacji.

Proud to świetna obsada z Ignacym Lissem na czele

Najmocniejszą stroną całego serialu jest dla mnie bez wątpienia jego obsada – w większości bardzo świeża i pozbawiona twarzy, które mogliśmy już widzieć wszędzie. Dla Ignacego Lissa rola Filipa może być prawdziwym napędem atomowym dla jego kariery i ciężko mi uwierzyć, iż młody aktor nie będzie teraz rozrywany przez kolejnych producentów i reżyserów. Warto jednak zwrócić uwagę także na drugi plan, gdzie totalnym objawieniem jest przede wszystkim Kamil Studnicki („Informacja zwrotna”) w roli Olka, którego zapamiętamy nie tylko od strony aktorskiej, ale także wokalnej.

„Proud” (Fot. HBO Max)

Bardzo dobrze wypada także Maria Sobocińska („Sexify”) jako Kiki, przyjaciółka zmarłej Ani, która roztacza nad Filipem swego rodzaju opiekę, choć sama prawie rozsypuje się od środka. Jej postać, która za bardzo patrzy na siebie przez pryzmat relacji z mężczyznami, napisano bardzo grubą kreską (jak większość postaci w tym serialu), ale aktorka nie pozwoliła zrobić ze swojej bohaterki karykatury. Taką karykaturę łatwo byłoby zrobić z postaci Beaty (Maja Ostaszewska, „Klangor”), sąsiadki – alkoholiczki, ale już w pierwszych odcinkach twórcy rysują ją jako postać z tragiczną historią, zamiast sceny z jej udziałem cynicznie traktować jako comic relief. Ostaszewska, co nie powinno być zaskoczeniem, udźwignęła tę rolę i nadała jej głębi.

Jeśli jednak miałbym z kolei coś „Proud” zarzucić, to byłby to chaos, który momentami wkrada się w scenariusz trzech pierwszych odcinków. Na drugim planie dzieje się trochę zbyt dużo, postaci i wątków jest momentami zbyt wiele, a wiemy przecież, iż to nie wszystko, bo na swój debiut w serialu czekają już kolejni aktorzy i bohaterowie, jak chociażby Joanna Kulig („Ołowiane dzieci”) w roli prawniczki Teresy. Momentami wygląda to jak próba złapania zbyt wielu srok za ogon, a z tego powodu serial nieco za często traci fokus. Mam też wrażenie, iż najważniejszych bohaterów stworzono w dużej ze zlepku klisz i stereotypów, na szczęście wspomniana już świetna obsada i tak potrafiła tchnąć w nich życie.

Proud – czy warto oglądać polski serial LGBTQ+ od HBO?

Od strony realizacyjnej „Proud” to coś znacznie więcej niż po prostu porządny serial. Od pierwszych minut czuć, przede wszystkim dzięki świetnemu montażowi i zdjęciom, iż ta produkcja bije własnym rytmem. Przyznaję, momentami (na szczęście krótkimi) miałem wrażenie, iż oto „mamy 'Euforię’ w domu”, ale tak naprawdę nie wiem, na ile to uzasadnione porównanie, a na ile każdy taki serial musi choć trochę kojarzyć się z hitem Sama Levinsona. Reżyserujący produkcję Karol Klementewicz potrafił sprawić, by estetyka serialu była jego mocną stroną – kostiumy, scenografia, tu wszystko naprawdę zagrało niemal idealnie.

„Proud” (Fot. HBO Max)

Nie przeszkadza choćby fakt, iż serialowa soczewka jest w „Proud” wyjątkowo mocno. Powiedzmy sobie szczerze, życie w Warszawie dla zdecydowanej większości ludzi nie wygląda tak, jak w serialu HBO Max. Widzimy tutaj tak wąską grupę społeczną, z którą wielu widzów miałoby prawdopodobnie problem w jakikolwiek sposós się utożsamiać, ale Klementewiczowi udało się na bardzo wyrazistym tle nakreślić historię w gruncie rzeczy prostą i uniwersalną, gdy już zedrzemy z niej całą powłokę. „Proud” to historia o mierzeniu się z przeciwności losu (hasło przewodnie serialu to „Nikt nie mówił, iż będzie łatwo”), desperackiej potrzebie przynależności i próbie odnalezienia samego siebie w świecie, który na każdym kroku nas przebodźcowuje. Brzmi banalnie? Okazuje się, iż i z banału można utkać poruszającą historię.

Finalnie „Proud” z pewnością jest powiewem świeżości na polskim rynku i to nie tylko z powodu orientacji seksualnej głównego bohatera, choćby jeżeli ta nie jest przypadkowa. Serial HBO Max oczywiście poniekąd wsadza kij w mrowisko, choć sam w sobie absolutnie nie powinien być traktowany jako kontrowersyjny. jeżeli będzie – a prawdopodobnie będzie – to bardziej z powodu naszych własnych uprzedzeń i małego oswojenia z tematem mniejszości seksualnych. No bo kurczę, ostatecznie to historia o wujku, który chce zaopiekować się malutką siostrzenicą, którą bardzo kocha. Co w tym kontrowersyjnego?

Proud – kolejne odcinki w piątki w serwisie HBO Max

Idź do oryginalnego materiału