Babciu, mam do Ciebie wielką prośbę. Bardzo potrzebuję pieniędzy.
Dużo.
Wnuk zjawił się u niej późnym wieczorem. Z jego twarzy można było wyczytać, iż jest mocno zdenerwowany.
Zazwyczaj wpadał do Stanisławy Majewskiej dwa razy w tygodniu. Gdy trzeba zrobił zakupy, wyrzucił śmieci, kiedyś choćby naprawił jej starą kanapę, która teraz służyła jeszcze lepiej niż dawniej. Zawsze był taki spokojny, opanowany. A dzisiaj cały się trząsł.
Stanisława Majewska zawsze miała pewien strach w sercu tyle dziwności działo się wokół!
Kuba, mogę zapytać, na co Ci pieniądze? I ile to znaczy „dużo”? Stanisława poczuła, jak serce ściska się z niepokoju.
Kuba był jej najstarszym wnukiem. Dobry chłopak, uczynny. Maturę zdał rok temu, teraz studiował zaocznie i już pracował. Rodzice nie narzekali nigdy na niego. Ale po co mu tyle pieniędzy?
Babciu, nie mogę Ci jeszcze powiedzieć, ale wszystko oddam, obiecuję! Tylko w ratach, nie od razu wyjąkał Kuba.
Przecież wiesz, iż żyję tylko z emerytury… Ile potrzebujesz?
Czterdzieści tysięcy złotych.
A czemu nie poprosisz rodziców? spytała trochę mechanicznie, już domyślając się odpowiedzi. Jej zięć, ojciec Kuby, zawsze był srogi i twierdził, iż syn powinien radzić sobie sam, na tyle, na ile potrafi. Nie angażować rodziców, jeżeli może rozwiązać sprawę sam.
Oni mi nie dadzą potwierdził jej myśli Kuba.
A jeżeli wplątał się w jakieś kłopoty? jeżeli da mu te pieniądze, czy nie zaufa mu za bardzo? A może, jeżeli nie da, stanie się coś złego? Stanisława spojrzała pytająco na wnuka.
Babciu, wierzę, iż mi ufasz… Nic złego. Oddam wszystko w ciągu trzech miesięcy! Obiecuję! Nie wierzysz mi?
Powinna dać. choćby jeżeli nie odda, to ktoś przecież musi w życiu mu zaufać. Niech nie straci wiary w ludzi. Te pieniądze trzymała na czarną godzinę. Może to właśnie teraz? Przecież przyszedł do niej, nie myśli jeszcze o swoim pogrzebie. Żywi są ważniejsi, o nich trzeba dbać. Swoim ufać!
Mówią, iż jeżeli komuś pożyczasz, musisz się z tymi pieniędzmi pożegnać. Młodzi dzisiaj są tacy nieprzewidywalni nie wiesz, co im siedzi w głowach. Ale Kuba nigdy jej nie zawiódł!
Dobrze, dam Ci te pieniądze. Na trzy miesiące, jak prosiłeś. Ale może powinni wiedzieć o tym rodzice?
Babciu, wiesz, iż bardzo Cię kocham i dotrzymuję słowa. Ale jeżeli nie możesz, spróbuję wziąć kredyt przecież pracuję.
Następnego dnia rano Stanisława poszła do banku, wypłaciła potrzebną sumę i wręczyła Kubie.
Kuba rozpromienił się, pocałował babcię w policzek i wyszeptał:
Dziękuję, babciu, jesteś dla mnie najbliższą osobą. Na pewno oddam! i wybiegł w noc.
Stanisława wróciła do mieszkania, zaparzyła sobie herbatę i zamyśliła się. Ileż razy w jej życiu też brakowało jej pieniędzy, a zawsze znalazł się ktoś, kto wyciągnął do niej rękę. Czasy się zmieniły, każdy myśli tylko o sobie. Ach, trudne czasy!
Po tygodniu Kuba zjawił się u niej w doskonałym humorze:
Babciu, trzymaj, to część pieniędzy, dostałem zaliczkę w pracy. Mogę wpaść jutro z kimś jeszcze?
Oczywiście, wpadnijcie. Napiszę Ci drożdżowy makowiec, Twój ulubiony uśmiechnęła się Stanisława. I poczuła ulgę: będzie mogła przyjrzeć się, czy z Kubą rzeczywiście wszystko w porządku.
Kuba przyszedł wieczorem, z kimś. Za nim stała drobna dziewczyna o imieniu Jagoda.
Babciu, poznaj, to Jagoda. Jagoda, to moja ukochana babcia Stanisława Majewska.
Jagoda przywitała się promiennie:
Dobry wieczór, pani Stanisławo. Bardzo, bardzo dziękuję!
Wejdźcie, miło Was poznać Stanisława odetchnęła z ulgą, Jagoda od razu przypadła jej do gustu.
Usiedli do herbaty z makowcem.
Babciu, nie mogłem Ci wcześniej powiedzieć… Jagoda bardzo się martwiła, jej mama nagle zachorowała. Nikt nie mógł pomóc. Jagoda jest troszkę przesądna i zabroniła mi mówić, na co dokładnie były potrzebne pieniądze. Ale wszystko się ułożyło, jej mamę zoperowano i będzie dobrze Kuba spojrzał z czułością na Jagodę i złapał ją za dłoń.
Bardzo, bardzo pani dziękuję, jest pani taka dobra! Jagoda odwróciła się, ukrywając łzę.
No już, Jagódko, nie płacz, wszystko minęło Kuba wstał od stołu babciu, odprowadzę Jagodę, już późno.
Idźcie, dzieci, spokojnej nocy, niech wszystko się Wam układa Stanisława przeżegnała ich na drogę.
Wnuk dorósł. Dobry chłopak. Dobrze, iż mu zaufała. W tej sprawie nie tylko o pieniądze chodziło. Zbliżyli się do siebie.
Po dwóch miesiącach Kuba oddał całą sumę i cicho wyznał Stanisławie:
Wyobraź sobie, lekarz powiedział, iż zdążyliśmy w ostatniej chwili. Gdybyś nie pomogła wtedy, mogło być bardzo źle. Dziękuję Ci, babciu. Wtedy nie wiedziałem, jak pomóc Jagodzie. Teraz wiem, iż zawsze znajdzie się ktoś, kto poda rękę w trudnej chwili. Dla Ciebie zrobię wszystko, jesteś najlepsza na świecie!
Stanisława pogłaskała Kubę, jak kiedyś w dzieciństwie, po włosach:
Leć już. Wpadajcie z Jagodą, zawsze będę się cieszyć!
Wpadniemy na pewno odparł Kuba, mocno ją przytulając.
Stanisława zamknęła za nim drzwi i przypomniała sobie, jak jej babcia powtarzała:
„Swoim zawsze trzeba pomagać. Tak się u nas w Polsce robiło. Kto ludziom ludzki, temu rodzina bliska. Tego nie można zapomnieć”.
A potem wszystko zapłynęło twarze zamieniały się miejscami, pokój rósł do sufitu, makowiec śpiewał cicho kolędę, a herbata parowała jak mgła nad Wisłą. I babcia była już dzieckiem, wnuk stał się jej opiekunem, miasto skręcało w labirynt ulic, a noc była długa, jak nieskończona opowieść o miłości i ufności.




