Projekt Hail Mary – recenzja filmu. Przepiękna opowieść o przyjaźni

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Odkąd pierwszy raz usłyszałem o Projekcie Hail Mary z udziałem Ryana Goslinga, wiedziałem, iż czeka nas nie lada hit. Wybrałem się do kina z ogromnymi oczekiwaniami i jeszcze większym głodem emocji.

Projekt Hail Mary opowiada historię doktora Rylanda Grace’a – nauczyciela licealnego posiadającego doktorat z biologii. Grace budzi się na statku kosmicznym, nie pamiętając, kim jest ani co tam robi. Co więcej, okazuje się, iż jest zupełnie sam… przynajmniej do czasu. Niedługo dołącza do niego kosmiczny byt, który realizuje tę samą misję co człowiek – zbadanie substancji powodującej umieranie Słońca.

Scenariusz, napisany przez Drew Goddarda, powstał na podstawie powieści Andy’ego Weira z 2021 roku o tym samym tytule. Choć nigdy nie zapoznałem się z książką, po seansie będę musiał ją przeczytać. Historia jest bowiem napisana wyjątkowo dobrze i choćby po wyjściu z kina wciąż czuję niedosyt tego świata. Oś fabularna produkcji stale trzyma wysoki poziom. Opowieść prezentowana przez Goddarda nie tylko wciąga, ale została skonstruowana tak, iż w pełni możemy uwierzyć w jej realność. Na duży plus zasługuje próba naukowego wyjaśnienia problemu, z jakim mierzy się Ziemia. Nie jest on na tyle zawiły, by zrozumieli go wyłącznie pasjonaci kosmosu, ale jest przystępny dla przeciętnego widza. To ogromna zaleta filmu – nie jest skierowany do wąskiego grona odbiorców, ale do każdego.

Sporym zaskoczeniem okazało się dla mnie prowadzenie akcji na dwóch płaszczyznach – teraźniejszości i przeszłości. Obawiałem się, w którą stronę może to pójść, ale Projekt Hail Mary wychodzi z tego obronną ręką. Widz nie ma problemu z rozróżnieniem, kiedy rozgrywają się poszczególne wydarzenia. Pomaga w tym sprytne wykorzystanie formatu obrazu – gdy akcja dzieje się „teraz”, kadr jest szerszy i daje pełniejszą perspektywę. W scenach wspomnień obraz się zwęża, skupiając uwagę widza bliżej centrum.

fot. kadr z filmu

Obraz Lorda i Millera to kino zjawiskowe i piękne pod każdym względem. Kolorystyka przez większość filmu jest bogata i pełna życia, jednak w odpowiednich momentach blednie, ustępując łagodnym szarościom oddającym emocje bohaterów. Barwy grają tu pierwsze skrzypce – zarówno w scenografii, jak i kostiumach, takich jak kombinezon czy skafander Grace’a. Na szczególne wyróżnienie zasługuje sama scenografia. Chciałbym się tu na chwilę zatrzymać i pochwalić ogrom pracy włożonej w stworzenie świata Hail Mary.

Niemal wszystko, co widzimy na ekranie, w tym statek, którym porusza się bohater, nie zostało stworzone przy użyciu CGI. Jak wspominał Miller w wywiadzie dla ComicBook, wnętrze statku oraz duża część jego zewnętrznej konstrukcji zostały zbudowane jako fizyczne rekwizyty. Podobnie było z Rockym, kosmicznym towarzyszem Grace’a, który również był obecny na planie. Dzięki temu całość wydaje się niezwykle autentyczna i naturalna. Uważam to za świetną decyzję – zawsze byłem zwolennikiem praktycznych efektów specjalnych i realnej scenografii zamiast w pełni komputerowej kreacji. Tutaj sprawdziło się to znakomicie.

Obsada wypada równie dobrze. Ryan Gosling po raz kolejny kradnie show swoją charyzmą i poczuciem humoru. Jego kreacja doktora Rylanda Grace’a jest bardzo ludzka – to nie tylko genialny mikrobiolog, ale przede wszystkim zwykły człowiek, który nie zna się na wszystkim i bywa naiwny. Szczególnie widać to w jego relacji z Rockym, który przewyższa go intelektem. Mimo to obaj bohaterowie świetnie się uzupełniają i łączy ich wyraźna chemia. Film kładzie duży nacisk na ich kosmiczną przyjaźń, co niestety nie zawsze wypada idealnie. Momentami pojawiają się powtarzalne sceny, które sprawiają wrażenie stworzonych wyłącznie po to, by wywołać silne emocje. O ile na początku działa to bardzo dobrze, z czasem efekt słabnie. Mimo wszystko relacja tych dwóch zupełnie różnych istot pozostaje jednym z najprzyjemniejszych elementów filmu.

fot. kadr z filmu

Projekt Hail Mary to niezwykła kosmiczna opowieść o wartości przyjaźni i kruchości naszego świata. Często nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele zawdzięczamy naszej planecie, a film Lorda i Millera dobitnie nam o tym przypomina. Dodając do tego zapierające dech w piersiach obrazy kosmosu i świetnie zrealizowaną scenografię, otrzymujemy produkcję niemal idealną. Pewnym mankamentem bywa zbyt nachalna próba wzbudzenia współczucia u widza, jednak ostatecznie Projekt Hail Mary to film, który ma szansę pozostać w pamięci na długo.


fot. główna: materiały promocyjne

Idź do oryginalnego materiału