Project: Aurora – recenzja gry. Trudna przeprawa przez obcą planetę

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Project: Aurora to gra stworzona i wydana przez TesseractGames. Produkcja stawia na eksplorację i strategiczne wybory w kosmicznych realiach. Motyw bardzo znany, ale to nic złego. W końcu liczy się wykonanie. Sprawdźmy więc, jak wyszło.

Zacznijmy od fabuły. Wcielamy się w kapitana załogi statku kosmicznego. Sami możemy nadać imię zarówno swojej postaci, jak i pojazdowi. To mały detal, ale pomaga wczuć się w klimat. Przemierzamy kosmos na zlecenie korporacji YAMADA EXPLORATION Inc., badając nowe planety. Podczas jednej z misji odbieramy sygnał alarmowy z podobno niezamieszkałej planety Aurora. Oczywiście ruszamy sprawdzić, co się stało.

Fot. Kadr z gry

Kluczowe dla poznawania planety i odkrywania jej tajemnicy są dwa elementy — stacja badawcza i jej załoga. Kompleks zawiera potrzebny sprzęt, kwatery mieszkalne oraz łazik będący głównym środkiem transportu podczas wypraw po Aurorze. Załoganci to grupa wybitnych naukowców specjalizujących się w różnych dziedzinach. Mamy biologa, inżyniera czy lingwistę. Co ważne, każdy z nich jest pełnoprawną postacią z własnym charakterem i historią. Dzięki temu decyzje gracza mają większy ciężar, również emocjonalny. Zwłaszcza później, gdy nasze wybory mogą zdecydować o życiu lub śmierci członków wyprawy.

Project: Aurora buduje gęsty, momentami wręcz horrorowy klimat. Już sama eksploracja obcej planety wywołuje niepokój, a tajemniczy sygnał tylko podkręca atmosferę. To nie poziom grozy pokroju Resident Evil Requiem, ale kilka razy przeszedł mnie chłodny dreszcz.

Gameplay opiera się głównie na zarządzaniu zasobami. A tutaj zasobem jest praktycznie wszystko. Punkty badań pozwalają odblokowywać nowe technologie i rozwijać bazę. choćby załoga pełni funkcję zasobu, bo podczas ekspedycji łazikiem musimy wybierać, których specjalistów zabrać ze sobą. Liczba miejsc jest ograniczona, podobnie jak energia pojazdu. jeżeli zapuścimy się za daleko, możemy zwyczajnie nie wrócić. Zwłaszcza początek gry wymaga ostrożności i planowania. Z czasem rozbudowa bazy trochę ułatwia życie, ale Aurora nigdy nie pozwala zapomnieć, iż znajdujemy się na nieznanej planecie.

Interfejs i mechaniki są proste oraz intuicyjne. Większość rzeczy obsłużymy spokojnie myszką. Problemem dla części graczy może być jednak tempo rozgrywki. Powolne przejazdy łazikiem bywają nużące. Sam aspekt eksploracji i rozbudowy wypada dobrze i powinien spodobać się fanom strategii pokroju Civilization VI, ale osoby szukające szybkiej akcji mogą się odbić.

Project: Aurora ma sporo zalet i naprawdę chciałbym pisać o niej wyłącznie dobrze. Zwłaszcza iż to polska produkcja i zawsze cieszy mnie rozwój rodzimego rynku. Niestety nie mogę ignorować wad tej gry.

Największe problemy dotyczą strony technicznej. Gra powstała na silniku Unity i nie zachwyca graficznie, a mimo to potrafi mocno obciążyć komputer. Już po kilkunastu minutach mój sprzęt zaczął głośno pracować i mocno się nagrzewał. Musiałem robić przerwy, żeby nie katować podzespołów.

Fot. Kadr z gry

Do tego dochodzi spora liczba błędów. Pojawiają się problemy wymagające restartu gry, więc warto często zapisywać postępy. Trafiałem na puste okienka komunikatów, bugujące się powiadomienia czy łazik kręcący się bez końca w miejscu. Większość to drobiazgi, które prawdopodobnie naprawią przyszłe patche. Problem w tym, iż zawieszenia gry zdarzały się zbyt często. Trochę razi też liczba literówek, szczególnie jak na polską produkcję.

Ostatecznie Project: Aurora to gra z dużym potencjałem. Klimat wypada świetnie, a rozgrywka potrafi wciągnąć na długie godziny. Niestety powolne tempo i techniczne problemy skutecznie psują część zabawy. Nie skreślam tego tytułu, ale osobiście poczekam na kilka większych aktualizacji.


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z better. gaming agency. Dziękujemy!
Fot. główna. Materiały promocyjne (TesseractGames)

Idź do oryginalnego materiału