Profil strzela w kosmos, a potem jest już tylko hejt

kasiaperla.blogspot.com 8 godzin temu

Jeszcze chwilę temu pod filmami były serduszka, gratulacje i słowa wsparcia. Profil rósł w oczach, liczba obserwujących biła kolejne rekordy, a twórca stawał się inspiracją dla tysięcy osób. Potem coś się zmienia. Wystarczy jedna większa współpraca, lepszy samochód, remont domu albo sukces finansowy. Nagle pod niemal każdym filmem zamiast zachwytów pojawiają się kpiny, uszczypliwości i złośliwe komentarze. Dlaczego tak często internet najpierw wynosi ludzi na szczyt, a później próbuje ich z niego zepchnąć?

Sukces przyciąga uwagę. Niestety także tę złą

Media społecznościowe mają swoją specyfikę. Algorytmy promują treści, które wywołują emocje. Im większa popularność twórcy, tym większa szansa, iż trafi również do osób, które wcale go nie lubią.

To dlatego wiele profili przechodzi podobny schemat:

  • najpierw dynamiczny wzrost,
  • później zachwyt widzów,
  • następnie pierwsze współprace reklamowe,
  • a na końcu... fala hejtu.

Nie oznacza to oczywiście, iż każdy twórca jest bezbłędny. Każdy popełnia pomyłki i każdy może zostać skrytykowany za konkretne zachowanie. Problem zaczyna się wtedy, gdy krytyka przestaje dotyczyć faktów, a staje się celem samym w sobie.

Gdy rodzinny biznes przestaje pasować do wyobrażeń internetu

Dobrym przykładem są Wędliny z Jedliny.

Weronika pokazywała rodzinny zakład produkujący wędliny, opowiadała o tradycyjnym wędzeniu drewnem olchowym, dużej zawartości mięsa i smaku, który wielu osobom kojarzył się z dawnymi wyrobami. Jej filmy zdobyły ogromną popularność.

Później pojawiła się recenzja Książula... I właśnie wtedy zaczęły pojawiać się komentarze pełne drwin.

Najczęściej powtarzał się zarzut, iż przecież to nie jest taki "malutki rodzinny biznes", jak wyobrażali sobie internauci.

Tylko... czy rodzinny biznes przestaje być rodzinny dlatego, iż dobrze prosperuje?

Dla części osób określenie "mała rodzinna masarnia" oznacza chyba starszego pana wędzącego dwie kiełbasy na kawałku drewna olchowego w przydomowym ogródku. Tymczasem rodzinna firma może zatrudniać pracowników, rozwijać się i inwestować, nie tracąc swojego charakteru.

Sukces przedsiębiorstwa nie powinien być dowodem winy.

Marchewa – kiedy oszczędność zaczyna przeszkadzać

Podobne zjawisko można zaobserwować u influencerki znanej jako Marchewa.

Jej filmy z tanimi obiadami przez długi czas cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Wiele osób podziwiało pomysłowość i umiejętność gotowania za niewielkie pieniądze.

Dzisiaj pod wieloma publikacjami pojawiają się komentarze w stylu:

  • "znowu najtaniej",
  • "jak zawsze za grosze",
  • "ile można oszczędzać".

Paradoks polega na tym, iż twórczyni wciąż robi to samo, za co wcześniej była chwalona.

Zmieniło się jedynie to, iż odniosła sukces. Na jej profilu zaczęły pojawiać się współprace reklamowe i wygląda na to, iż działalność internetowa zaczęła przynosić realne dochody.

Czy właśnie to stało się problemem?

Popularność często oznacza większy hejt

Podobne zjawisko można zauważyć również na innych popularnych profilach.

Makówka dla wielu osób stała się symbolem dziewczyny, która – mimo trudnego początku w domu dziecka – trafiła do kochającej rodziny i potrafi to docenić. Pokazuje zwyczajne życie, jak każdy popełnia błędy, ale zdobyła ogromną popularność i najwyraźniej potrafi utrzymać się z działalności internetowej.

Klaudeliza z kolei zwraca uwagę bardzo dobrą dykcją, ładnym sposobem wypowiadania się i ciekawym wokalem. Zgromadziła liczne grono odbiorców, a mimo to coraz częściej można zauważyć falę negatywnych komentarzy.

Nie oceniam tych twórców całościowo ani nie twierdzę, iż nigdy nie popełnili błędów. Zwracam jedynie uwagę na zjawisko, które wydaje się powtarzać: im większa rozpoznawalność, tym więcej osób czeka na potknięcie.

"Przecież oni tylko nagrywają filmiki"

To chyba jedno z największych nieporozumień. Wiele osób uważa, iż influencerzy praktycznie nie pracują. Widzą kilkudziesięciosekundowy film i myślą:

"Przecież to nagrał w pięć minut."

Nie widzą natomiast:

  • szukania pomysłów,
  • planowania treści,
  • nagrywania wielu ujęć,
  • montażu,
  • odpowiadania na wiadomości,
  • analizowania statystyk,
  • negocjowania współprac,
  • ciągłego śledzenia trendów,
  • presji regularnych publikacji.

Jednorazowy viral może zdarzyć się przypadkiem.

Utrzymanie popularności przez kilka lat przypadkiem już nie jest.

To codzienna praca, której efektów często nie widać.

Sukces finansowy najbardziej boli?

Mam wrażenie, iż dla części osób największym problemem nie jest sam twórca. Problemem jest to, iż zarabia. Wielu ludzi codziennie chodzi do pracy, której nie lubi. Pracują po osiem lub więcej godzin dziennie, często odliczając dni do weekendu. Kiedy widzą osobę, która utrzymuje się z nagrywania filmów, pojawia się pytanie:

"Dlaczego jemu się udało, a mnie nie?"

To bardzo ludzkie uczucie. Każdy czasem porównuje się z innymi. Problem zaczyna się wtedy, gdy frustracja zamienia się w nienawiść.

Hejt nie kończy się na komentarzach

Najbardziej niepokojące jest jednak to, iż w przypadku niektórych firm działających w mediach społecznościowych hejt wychodzi poza internet. Pojawiają się relacje przedsiębiorców, którzy mówią o zgłoszeniach do różnych instytucji – urzędu skarbowego, sanepidu czy innych organów kontrolnych.

Oczywiście każda firma powinna działać zgodnie z przepisami i kontrole są elementem funkcjonowania państwa. Problem pojawia się wtedy, gdy zgłoszenia stają się narzędziem złośliwego nękania tylko dlatego, iż ktoś odniósł sukces. To już nie jest zwykła krytyka. To próba utrudnienia komuś prowadzenia działalności.

Czy naprawdę tak bardzo boli nas cudzy sukces?

Być może problem nie leży w influencerach. Może problemem jest to, iż media społecznościowe codziennie pokazują nam ludzi, którzy osiągnęli coś, o czym sami marzymy. Jedni przekuwają tę motywację w działanie. Inni wolą pisać złośliwe komentarze.

Tylko iż żaden hejt nie sprawi, iż nasze życie stanie się lepsze. Znacznie więcej zyskamy, jeżeli energię poświęconą na krytykowanie innych wykorzystamy na rozwijanie własnych umiejętności, realizowanie swoich pomysłów i budowanie czegoś własnego.

Internet potrzebuje więcej życzliwości

Nie musimy lubić każdego twórcy.

Nie musimy oglądać każdego filmu.

Nie musimy kupować produktów polecanych przez influencerów.

Ale naprawdę nie musimy też niszczyć ludzi tylko dlatego, iż odnieśli sukces.

Jeżeli czyjeś treści nam nie odpowiadają, wystarczy je ominąć. Algorytm gwałtownie zrozumie, iż nie jesteśmy zainteresowani.

Każdy ma prawo próbować spełniać swoje marzenia – niezależnie od tego, czy prowadzi rodzinny zakład, gotuje tanie obiady, nagrywa codzienne życie czy buduje markę osobistą.

Sama również doświadczyłam, jak wygląda internetowy hejt

Pisząc ten artykuł, nie opieram się wyłącznie na obserwacji innych twórców. Sama przekonałam się, jak gwałtownie internet potrafi zmienić zachwyt w falę negatywnych komentarzy.

Pierwszy raz przeżyłam to, gdy zostałam zaproszona do mojego pierwszego wywiadu. Kilka miesięcy wcześniej naraziłam się części opiekunek osób starszych, z którymi prowadziłam internetowe dyskusje. Gdy pojawiła się okazja, część z nich wykorzystała moment, by publicznie mnie wyśmiewać i atakować w komentarzach.

Do dziś pamiętam, jak bardzo było to dla mnie przykre. Liczyłam, iż gospodarz programu spróbuje uspokoić sytuację lub zareaguje na obraźliwe wpisy. Stało się jednak inaczej. Zamiast wsparcia otrzymałam słowa, które odebrałam jako groźbę, co sprawiło, iż całe doświadczenie zapadło mi w pamięć jeszcze bardziej.

Kolejna fala hejtu pojawiła się po wydaniu mojej pierwszej książki. Nie wszystkim musiała się ona podobać – i to jest całkowicie normalne. Każdy ma prawo do własnej opinii. Zaskoczyło mnie jednak coś innego. Pojawiły się osoby, które założyły konta na portalu czytelniczym tylko po to, aby wystawić negatywne oceny i komentarze. Do dziś mam wrażenie, iż część z tych opinii powstała, zanim autorzy zdążyli w ogóle przeczytać książkę.

Takie sytuacje uczą pokory, ale też pokazują, iż wraz z większą rozpoznawalnością rośnie nie tylko liczba osób, które kibicują, ale także tych, które z różnych powodów chcą podciąć skrzydła. Dlatego dziś jeszcze bardziej podziwiam twórców, którzy mimo nieustannego hejtu wciąż mają odwagę publikować kolejne materiały i realizować swoje marzenia.


A Ty? Co o tym myślisz? Czy zauważyłeś, iż wiele profili w mediach społecznościowych przechodzi podobną drogę – od uwielbienia do masowego hejtu? Uważasz, iż to efekt zazdrości, działania algorytmów, czy może rosnących oczekiwań wobec twórców? Podziel się swoją opinią w komentarzu.

Więcej historii, porad i inspiracji znajdziesz na potrudachdogwiazd.com
Idź do oryginalnego materiału