Dziś na HBO Max pojawił się spin-off „Ricka i Morty’ego” zatytułowany „Prezydent Curtis”, w którym na pierwszym planie pojawił się – do tej pory – gościnny bohater głównej serii. Jak sprawdził się w nowej roli?
Wśród fanów „Ricka i Morty’ego” są tacy, którzy w – nierzadko obniżającej swe loty – kultowej kreskówce woleliby dostrzec na horyzoncie ostateczne zwieńczenie. Tymczasem Adult Swim bynajmniej nie myśli barykadować drzwi do odjechanego multiwersum. Zamiast tego z wyprzedzeniem zamawia kolejne sezony głównej serii i uchyla wrota w kierunku spin-offów.
Prezydent Curtis – co wyróżnia spin-off Ricka i Morty’ego?
Do grona poszerzeń przygód najbardziej niepoprawnego duetu dziadek – wnuczek w historii popkultury dołącza od dziś „Prezydent Curtis„. Wielbiciele animacji dla dorosłych z pewnością kojarzą jego facjatę – to ten charyzmatyczny lider wolnego świata o bajecznym głosie Keitha Davida („Mroki Tulsy”, „Duster”), który raz na jakiś czas pojawiał się w „Ricku i Mortym”.
„Prezydent Curtis” (Fot. Adult Swim)Pamiętna relacja w duchu love-hate (kiedy prezydent USA nie korzystał z usług protagonistów, zaciekle walczył z Rickiem o dominację) nie jest jednak punktem wyjścia spin-offu. Udzielający im głosu Ian Cardoni i Harry Belden goszczą tu wyłącznie w 1. odcinku – i pojawiają się dosłownie na chwilę, twierdząc, iż prezydent Curtis „dożyje najwyżej 10 odcinków”. Czy mają rację? No nie bardzo, bo Adult Swim zamówiło już 2. sezon.
Czy w ich przekonaniu kryje się coś więcej niż tylko klasyczna szydera? Cóż, widziałem przedpremierowo wszystkie 10 odcinków „Prezydenta Curtisa” i dziwi mnie wiara stacji w dość przeciętny spin-off „Ricka i Morty’ego”. Nie zrozumcie mnie źle – brak wspomnianych bohaterów uważam akurat za duży plus, niemniej protagonista ostatecznie nie okazał się na tyle ciekawy, by pociągnąć osobny serial.
Prezydent Curtis – o czym jest spin-off Ricka i Morty’ego?
Klasyczne kosmiczne przygody duetu głównej serii zlatują w spin-offie na Ziemię (choć w debiutanckiej odsłonie zawędrujemy w meandry teorii spiskowych o lądowaniu na księżyc, a co za tym idzie… do kosmosu), gdzie tytułowy bohater wsparty swym ekscentrycznym personelem zmuszony jest mierzyć się z kryzysami dyplomatyczno-fantastycznymi i – naturalnie – zjawiskami paranormalnymi.
„Prezydent Curtis” (Fot. Adult Swim)Te zaprowadzą „Prezydenta Curtisa” w rozmaite – i bardzo interesujące – lokacje z misjami quasi-politycznymi pokroju ochrony kompromitującego nagrania, przywrócenia ducha świąt Bożego Narodzenia, dostarczenie energii do Stanów Zjednoczonych czy wreszcie bitwy z francuskimi wampirami o Luizjanę i… penisa Napoleona. Tak, ta ostatnia jest zdecydowanie najbardziej ciekawa.
Przez większość czasu politykowi towarzyszyć będą jego najbliżsi współpracownicy –przypominająca androida szefowa gabinetu Białego Domu, Banks (Stephanie Beatriz, „Brooklyn 9-9”, „Hazbin Hotel”) i agent specjalny O’Doyle (Jim Rash, „Community”) – pół-człowiek, pół…leprechaun cieszący się w administracji Curtisa statusem złego chłopca. Na przestrzeni 10 odcinków dwójka doczekuje się swych własnych opowieści, w których czasem ważne role odgrywają inni – nieco bardziej wiekowi – pracownicy Białego Domu.
Osnuty wokół tych trzech postaci „Prezydent Curtis” to również istny festiwal pokręconych gościnnych występów (głównie zarezerwowanych dla polityków czy postaci ważnych dla amerykańskiej popkultury), wśród których warto odnotować ducha Abrahama Lincolna, Stanleya Kubricka (pewnie połączyliście już kropki), Paula Bunyana, Amelię Earhart czy nawet… Candymana.
Prezydent Curtis – czy warto oglądać spin-off Ricka i Morty’ego?
Coś, co na papierze brzmi jak plejada fantastycznych atrakcji idealnie wpasowujących się w satyryczno-ironiczny humor spod znaku „Ricka i Morty’ego”, na ekranie okazuje się… mocno zwyczajne. Większość żartów nie ma tej siły rażenia, co w najlepszych momentach głównej serii, popkulturowe cameos wydają się wymuszone i boleśnie tryhardowe, z kolei trio głównych bohaterów bynajmniej nie przekonuje do siebie.
„Prezydent Curtis” (Fot. Adult Swim)Poza lekkim dyskomfortem wynikającym z oglądania superbohaterskich przygód prezydenta USA w momencie, gdy w rzeczywistości funkcję tę piastuje Sami-Wiecie-Kto, ekranowy Curtis został pozbawiony w spin-offie aspektu, który czynił go atrakcyjnym. Twórcy serialu, Dan Harmon i James Siciliano, nie zrobili wystarczająco dużo, by załatać narracyjną dziurę po rywalizacji z Mortym, przez co polityk wyszedł im podejrzanie… nieskazitelny.
Pod kątem wielowymiarowości bohaterów zdecydowanie lepiej wypadają Banks i O’Doyle, niemniej zarówno poziom żartów towarzyszący ich wątkom, jak i ogólna charakterystyka nie czynią z nich postaci, których przygody chciałoby się śledzić dłużej niż przez połowę sezonu. Potencjał na ich ciekawość wyczerpuje się po kilku odcinkach, co rozczarowuje podwójnie, mając na uwadze nierzadko doskonały drugi plan w „Ricku i Mortym”.
Koniec końców to animacja w najlepszym wypadku poprawna; rozczarowująco bezpieczna jak na uniwersum „Ricka i Morty’ego” i zdecydowanie mniej drapieżna, niż by się chciało. Fakt posiadania prezydenta USA na pierwszym planie stworzył mnóstwo okazji do przefiltrowania fabuły przez pryzmat licznych afer osób pełniących tę funkcję (nie wspominając już o Sami-Wiecie-Kim), tymczasem te zamieniły się w pojedyncze i do tego średnie żarty. choćby już o nich nie pamiętam.

















