Pragmata nie wzbudziła większego zachwytu podczas pierwszych zapowiedzi. Wielu graczy widziało w niej kolejną strzelankę TPP, jakich na rynku nie brakuje. Tym bardziej, iż uwaga większości skupiała się na Resident Evil Requiem. Księżycowa produkcja od Capcom rozwijała się więc w cieniu i bez większego hype’u. Aż w końcu zadebiutowała 17 kwietnia i zaskoczyła wszystkich.
Fabuła nie jest szczególnie odkrywcza. Firma Delphi Corporation traci kontakt ze swoją stacją na Księżycu. Na miejsce trafia oddział specjalny, który ma zbadać sytuację. gwałtownie okazuje się, iż kompleks jest zupełnie opuszczony. Na domiar złego, wstrząs sejsmiczny rozdziela ekipę ratunkową.
Jeden z żołnierzy, Hugh Williams, zostaje ranny i spada na niższy poziom stacji. Tam znajduje go tajemnicza dziewczynka, dzięki której dochodzi do siebie. Nie mają jednak czasu w rozmowę, bo chwilę później atakuje ich robot. W ten sposób gra od razu wrzuca nas w sam środek akcji.
Zobacz również: Resident Evil Requiem – recenzja gry. Czy to najlepsza część serii?
Fot. Kadr z gryPodstawą rozgrywki są dwie mechaniki: strzelanie i hakowanie. Pierwsza z nich jest bardzo klasyczna. Hugh korzysta z zaawansowanego kombinezonu, który wspiera mobilność i zapewnia dostęp do uzbrojenia. Jego podstawową bronią jest karabinek pulsacyjny, który nie wymaga przeładowania. Amunicja odnawia się automatycznie. Z czasem arsenał jednak się rozwija. Broń i gadżety dzielą się na ofensywne, defensywne i taktyczne – nie wszystko służy zadawaniu obrażeń, ale każda opcja ma swoje zastosowanie. Samo strzelanie jest zaś satysfakcjonujące i responsywne.
Druga mechanika to hakowanie. Pomaga w nim dziewczynka, która okazuje się androidem. Potrafi włamywać się do systemów robotów i otwierać ich pancerze. Dzięki temu przeciwnicy stają się bardziej podatni na ataki. Hakowanie przybiera formę prostej minigry. Im lepiej ją wykonamy, tym dłużej robot pozostaje odsłonięty. Mechanika rozwija się wraz z postępem rozgrywki, co dodaje jej głębi.
Zobacz również: Mouse P.I. for Hire – recenzja gry. Czerń, biel i mysz
Fot. Kadr z gryKluczowe jest płynne łączenie obu systemów. Strzelanie i hakowanie wzajemnie się uzupełniają. Na szczęście twórcy dopracowali oba elementy. Całość jest intuicyjna i daje sporo frajdy. Dawno żadna walka w czasie rzeczywistym nie sprawiała mi takiej przyjemności. Warto wspomnieć też o Azylu, czyli bazie wypadowej. To tutaj zarządzamy zasobami, rozwijamy postać i odblokowujemy nowe elementy. System działa dobrze i rozwija się wraz z postępem.
Największą siłą gry nie jest jednak system walki. Serce produkcji stanowi Diana, czyli tytułowa Pragmata. Android w formie dziewczynki gwałtownie kradnie uwagę gracza. Jest nie tylko użyteczna, ale też niezwykle urocza. Relacja między Dianą a Hugh rozwija się w bardzo naturalny sposób. Ich interakcje są ciepłe i autentyczne. Łatwo zapomnieć, iż mamy do czynienia z maszyną. Gra mocno buduje emocjonalną więź między bohaterami.
Zobacz również: GreedFall: The Dying World – recenzja gry. Czas wrócić do domu
Fot. Kadr z gryNie dziwi mnie, iż wielu graczy mówi o „instynktach rodzicielskich”. Sam gwałtownie złapałem się na tym, iż zależy mi na bezpieczeństwie Diany. To jeden z najlepiej napisanych towarzyszy w grach od dawna.
Niestety nie wszystko jest idealne. Problemem okazuje się nadmiar zasobów. Gra oferuje ich naprawdę dużo. Mamy żetony, materiały craftingowe, chipy i inne waluty. Z czasem zaczyna to przytłaczać. Rozwój postaci powinien dawać satysfakcję, a tutaj momentami zamienia się w obowiązek. To jeden z niewielu, ale niestety wciąż odczuwalnych minusów.
Zobacz również: Styx: Blades of Greed – recenzja gry. Jeszcze więcej kwarcu
Mógłbym pisać o tej grze jeszcze długo, ale przejdźmy do sedna. Pragmata to mój ulubiony tytuł tego roku, przynajmniej na moment pisania tej recenzji. jeżeli lubisz dynamiczną akcję i emocjonalne historie, zdecydowanie warto spróbować. Tylko przygotuj się na coś więcej niż strzelanie – ta gra potrafi też złapać za serce.
Fot. główna. Nintendo eShop


