Joanna Ostrowska: Joanno, wygląda na to, iż twoja trzynastoletnia przygoda z Teatrem Fredry dobiega końca. Jak byś podsumowała te lata?
Joanna Nowak: To był fantastyczny czas, chociaż jednocześnie niezwykle trudny. Ale trudności czy problemy zawsze mnie inspirowały i stanowiły świetny bodziec do działania.
Tak się złożyło, iż obejmowałam dyrekcję w aurze pytań, wątpliwości, a choćby świętego oburzenia niektórych teatralnych „autorytetów” tamtych lat. Najlepszą odpowiedzią na te, niekiedy agresywne ataki, była praca, praca i jeszcze raz praca: moja, moich najbliższych współpracowników, zespołu teatru i zapraszanych artystów.
Podstawowym celem, jaki sobie postawiłam, był twórczy rozwój formuły teatru komentującego poprzez dzieło sceniczne rzeczywistość społeczną i polityczną dzisiejszych czasów. Teatr im. A. Fredry musiał też pozostać miejscem, które skłania do myślenia i rozwagi nad sztuką i nad życiem, a równocześnie nie zapomina, iż jest przede wszystkim TEATREM, miejscem, w którym rozmowa z drugim człowiekiem może stać się dziełem sztuki.
JO: Czy Teatr Fredry był w owym czasie jakimś szczególnym rodzajem teatru?
JN: Nie jest łatwo prowadzić teatr repertuarowy w najmniejszym mieście w Polsce, jakie takim teatrem dysponuje. Z drugiej strony stanowiło to ogromne wyzwanie. Udało nam się bodaj najważniejsze – przekonanie opinii publicznej, iż w Gnieźnie w ogóle istnieje teatr.
Istotna była tu oczywiście gruntowna zmiana profilu artystycznego tej sceny, gdyż tego ode mnie oczekiwał również organizator. Najważniejsze jednak okazało się przekonanie publiczności, nie tylko lokalnej, iż jest to miejsce, w którym warto bywać, dobrze jest śledzić jego propozycje, czekać z niecierpliwością na kolejne premiery.
Teatr zmienił całkowicie swój wizerunek, uwalniając się od stygmatu sceny „bajkowo-lekturowej”, zmienił się repertuar, przyszła nowa generacja artystów.

fot. archiwum prywatne
Stały zespół teatru został zmodyfikowany, wzbogacony przede wszystkim o aktorów młodego pokolenia, ale też o artystów starszych, ze znaczącym dorobkiem zawodowym, co w przypadku teatru „na rubieży” nie jest wcale łatwe. Położyłam również nacisk na inspirującą twórczo konfrontację stałego zespołu z artystami występującymi gościnnie.
W rezultacie obecny zespół teatru jest na tyle mocny i skonsolidowany, iż bez większych problemów podoła każdemu zadaniu artystycznemu. Znakomita większość inscenizatorów po pierwszych doświadczeniach pracy w Gnieźnie wyrażała chęć jej kontynuacji, chwaląc sobie aktorów, dobrą atmosferę, niezwykły profesjonalizm pracowników pozaartystycznych i szerokie pole dla wolności twórczej.
Nasz zespół jest bardzo stabilny, związany emocjonalnie z teatrem, mający pełną świadomość współuczestnictwa, sprawczości i wzajemnego zaufania w budowaniu nowego modelu gnieźnieńskiej sceny.
JO: Nie mogę po tych twoich słowach nie odwołać się do sytuacji, przez którą teatr w Gnieźnie znalazł się w prasie niekoniecznie z powodów artystycznych.
JN: No cóż, chyba jednak nie wszyscy potraktowali sukces teatru z równym entuzjazmem. Pierwsze sygnały pojawiły się zaraz po objęciu przeze mnie dyrekcji; sondowano, czy nie da się podważyć wyników konkursu.
Potem próbowano storpedować moją kolejną kadencję, ale czas był pandemiczny i niesprzyjający rewolucjom. Sprawa powróciła w roku 2023, a rok później świat dowiedział się, iż w Teatrze Fredry szaleje przemoc, mobbing, dyskryminacja, molestowanie, nadużycia finansowe itp. „Przypadkowo” zbiegło się to w czasie z podobnymi oskarżeniami wysuwanymi wobec dyrekcji pozostałych wojewódzkich scen…

fot. archiwum prywatne
Teatr Fredry wydał wówczas oświadczenie, kategorycznie zaprzeczając wszystkim zarzutom i stwierdzając, iż kampania ma na celu wyłącznie wymuszenie zmiany dyrektora. Tempus veritatis filia (w wolnym tłumaczeniu „czas ujawnia prawdę”), ale ostatnie dwa lata upłynęły nam na walce o nasze dobre imię i o to, aby przełamać niesprawiedliwą i jednostronną narrację o „konflikcie w zespole”. Niestety mało kto słuchał, bo prawda bywa banalna i się nie klika.
Oskarżeń nie potwierdzono, a liczba kontroli, jaka przetoczyła się przez teatr, wystarczy chyba na kilka następnych kadencji dyrektorskich. W tym czasie rozpoczęliśmy budowę małej sceny, zamknęliśmy budynek, tułaliśmy się z naszymi spektaklami po kraju i regionie oraz daliśmy kilka fantastycznych premier. Te przeciwności właśnie dały nam siłę i wyjątkowo zintegrowały zespół.
Pozwól mi dodać jeszcze, iż na scenie Teatru Fredry w czasach mojej dyrekcji po raz pierwszy w jego dziejach pojawiły się aktualnie najwyżej pozycjonowane w Polsce i w Europie nazwiska reżyserów, scenografów, kompozytorów, dramaturgów, reżyserów świateł, choreografów, laureatów wielu prestiżowych nagród. Byli to między innymi: Ewelina Marciniak, Wiktor Rubin, Marcin Liber, Wacław Zimpel, Mirosław Kaczmarek, Jolanta Janiczak, Anna Augustynowicz, Paweł Łysak, Radosław Rychcik czy Dan Jemmett, reżyser paryskiej Comédie Française. Zależało mi na tym, by każda z tych osób wnosiła do tego miejsca coś nowego, a zespół mógł doświadczać różnych metod pracy.

fot. archiwum prywatne
Efekt mojej dyrekcji to 57 premier, w tym 28 światowych i polskich prapremier. W parze z tym szły sukcesy na festiwalowej arenie krajowej i międzynarodowej. Teatr zaczął być postrzegany jako fenomen na ogólnopolską skalę.
W latach 2014–2025 pojawialiśmy się na prawie wszystkich krajowych festiwalach teatralnych, na niektórych kilkukrotnie, pokazywaliśmy nasze spektakle w miastach jeszcze mniejszych niż Gniezno.
Najbardziej spektakularnymi przykładami międzynarodowych sukcesów teatru były gościnne występy w brazylijskim São Paulo (2016), w Sankt Petersburgu (2017), Kaposvárze (2018), Bukareszcie (2018), Budapeszcie (2025). W czasie pandemii byliśmy też obecni za granicą, prezentując live streamingi bądź prezentacje filmowe zarejestrowanych wcześniej spektakli na 3D – uczestniczyliśmy w Theaterfestival Radar Ost Digital realizowanym przez Deutsches Theater w Berlinie, Hope Theatre Festival w Indiach czy Open Stage Festival – Showcasing Europe’s Finest Performances Live organizowanym przez Third Stage w Lubljanie (Słowenia).
JO: Nie tylko wychodziłaś z teatrem w świat, ale też zapraszałaś świat go Gniezna. Jak to się stało?
JN: Rozpoczęliśmy program Międzynarodowych Rezydencji Artystycznych. To flagowy projekt teatru, który otworzył Gniezno na nową ekspresję sceniczną, na wrażliwość i poszukiwania twórcze artystów z całego świata, stając się miejscem międzykulturowego dialogu. Praktycznie co roku przyjeżdżał do Gniezna ktoś z innego końca Europy, a czasem i z dalszych zakątków świata, z własnym, za każdym razem innym, sposobem działania.

fot. archiwum prywatne
W efekcie odbyło się 10 edycji projektu: ukraińska, brazylijska, amerykańska, rosyjska, słowacka, austriacka, niemiecka, węgierska, angielska, norweska.
Z naszych wędrówek przywieźliśmy sporo nagród i ogromną dawkę uznania publiczności. Naszym fanom z całego kraju niejednokrotnie bliżej było do Lublina, Łodzi czy Warszawy niż do Gniezna, więc często jeździły za nami całe wycieczki wiernych widzów.
A potwierdzeniem wzrastającej pozycji teatru gnieźnieńskiego były nie tylko znakomite recenzje, ukazujące się po niemal każdej premierze we wszystkich liczących się polskich mediach oraz na branżowych portalach obcojęzycznych, ale przede wszystkim oceny i rankingi polskich scen, dokonywane przez najbardziej opiniotwórczych reprezentantów rodzimej krytyki teatralnej.
Zobaczenie teatru gnieźnieńskiego na czele listy najlepszych spektakli sezonu i najlepszych scen dramatycznych w Polsce stanowiło ukoronowanie naszych wysiłków.
JO: Teatr Fredry „wyszedł z teatru” – trzy lata temu pojawił się pierwszy w Gnieźnie festiwal teatralny – Frajdowisko. Dlaczego akurat na ulicy i dlaczego jego adresatami są przede wszystkim dzieci?
JN: Po latach starań w roku 2023 zainaugurowany został w Gnieźnie Przegląd Teatrów Plenerowych dla Dzieci „Frajdowisko Teatralne”. Spektakle dla dzieci oraz edukacja teatralna zawsze były istotnym elementem naszej pracy.
Jako edukatorzy teatralni pracowali w naszym teatrze m.in. Joanna Żygowska (obecnie szefowa Centrum Sztuki Dziecka), Łukasz Zaleski – teraz edukator w Starym Teatrze w Krakowie. w tej chwili są to Karolina Wensierska – tancerka i choreografka oraz Katarzyna Pawłowska – współtwórczyni znanego w całej Polsce Teatru Porywacze Ciał, która ma ogromne doświadczenie w tworzeniu spektakli ulicznych.
Postanowiliśmy ożywić gnieźnieńskie ulice, wejść z teatrem w przestrzeń miasta, między ludzi, zaprosić ich do świata, w którym odległość między artystą i widzem się zaciera.
JO: Trawestując słynne powiedzenie: zastałaś teatr parterowy, pozostawiasz piętrowy.
JN: Tak, zmaterializowały się plany dotyczące remontów i modernizacji będącej w fatalnym stanie infrastruktury teatru. Stworzenie sali kameralnej nabrało realnych kształtów z końcem 2024 roku, kiedy rozpoczęliśmy budowę jednej z najnowocześniejszych tego typu scen w Polsce.
To wszystko (a to przecież jedynie część efektów naszej pracy) budowaliśmy mozolnie przez lata, zgodnie z modną niegdyś w Wielkopolsce dewizą pracy organicznej. Powoli zdobywaliśmy zaufanie i sympatię odbiorców, dziś, w znakomitej większości, dumnych ze swojej sceny. Teraz, gdy na odchodnym słyszę, iż komuś „przywróciłam wiarę w teatr”, czuję się autentycznie usatysfakcjonowana.

fot. archiwum prywatne
JO: Słowo dla twojego następcy?
JN: Pragnęłabym, aby każdy nowy sezon był dla Teatru Fredry kolejnym krokiem ku jeszcze większym sukcesom, niż miało to miejsce dotychczas.





