Powrót do odległej galaktyki. „Mandalorian i Grogu”

gazetafenestra.pl 5 dni temu

Mandalorian i Grogu w wersji Lego / Źródło: archiwum prywatne

Po siedmiu latach przerwy na wielki ekran powraca uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Choć „Skywalker. Odrodzenie” nie cieszył się pozytywnym odbiorem wśród fanów, studio nie zaprzestało tworzenia kolejnych produkcji. Wyszło wiele seriali, lepszych i gorszych, takich jak „Andor”, „Akolita”, „Parszywa zgraja” czy „Obi-Wan Kenobi”. Jednak do kin potrzebowano czegoś sprawdzonego i bezpiecznego. Jak poradził sobie z tym film o nowych przygodach Mandalorianina i Grogu?

W 2019 roku na platformie streamingowej Disney+ zadebiutował pierwszy sezon serialu „The Mandalorian”. Produkcja skupiała się na losach łowcy nagród Dina Djarina, żyjącego po upadku Imperium. Pewnego dnia bohater otrzymuje zlecenie odnalezienia tajemniczej istoty. Jest nią Grogu, czyli zielone dziecko tej samej rasy co Yoda. Mandalorianin postanawia jednak porzucić swoją misję i nie oddaje dziecka zleceniodawcom. Zamiast tego bierze je pod swoją opiekę, z czasem stając się dla niego ojcem. Serial zdobył uznanie fanów dzięki zaoferowaniu czegoś świeżego: nie ma tutaj kolejnej opowieści o rodzie Skywalkerów i klasycznej walce dobra ze złem. Zamiast tego widzowie otrzymali historię samotnego (do czasu) łowcy nagród przemierzającego kosmos i podróżującego z planety na planetę w poszukiwaniu kolejnych zleceń. Czy w takim razie kinowa produkcja była w stanie powtórzyć sukces serialu?

Ogromna galaktyka?

Uniwersum „Gwiezdnych wojen” oferuje niemal nieograniczone możliwości tworzenia nowych bohaterów i historii: kosmos wypełniony mnóstwem planet, środowisk i kultur zdaje się tylko do tego zachęcać. Jon Favreau zdecydował się jednak na przywrócenie postaci, które mogą być dobrze znane fanom animowanych produkcji osadzonych w tym świecie.

Jedną z nich jest Zeb, przedstawiciel rasy Lasat. Po raz pierwszy pojawił się w serialu „Rebelianci”, gdzie zaprezentowano większość jego historii. Bohater też już wcześniej pojawił się w wersji aktorskiej, w trzecim sezonie serialu „The Mandalorian”. Tym razem otrzymał on więcej czasu ekranowego, ale ponownie postaci nie pozwolono naprawdę zabłysnąć. Jego rola ogranicza się głównie do pilotowania statku i wymiany kilku zdań z Dinem. choćby krótka wzmianka dotycząca jego teraźniejszego życia mogłaby nadać bohaterowi większej głębi. W praktyce Zeba równie dobrze mogłaby zastąpić dowolna, inna osoba i nie miałoby to jakiegokolwiek wpływu na fabułę czy odbiór filmu.

Znajomą „twarzą” jest także łowca nagród podążający za Mandalorianinem w drugiej połowie filmu. Choć jest on jedynie określany przez swoją profesję i ani razu nie pada jego imię, to charakterystyczny wygląd pozwala rozpoznać Embo, postać znaną z animowanego serialu „Wojny klonów”. Jego obecność również wydaje się jednak tylko ukłonem w stronę fanów. Widzowie nie dowiadują się o nim niczego nowego, nie licząc tego, iż towarzyszy mu nowa anooba imieniem Keibu oraz iż ma za zadanie schwytać Dina i Grogu. W związku z tym jego obecność w filmie sprawia takie wrażenie, jakby twórcy bardziej chcieli puścić oko w stronę widzów niż faktycznie rozwinąć postać łowcy.

Znacznie ciekawiej wypada inny, najważniejszy dla fabuły bohater: Rotta Hutt. Din Djarin otrzymuje zadanie odnalezienia syna Jabby Hutta i dostarczenia go bezpiecznie do Bliźniaków, czyli jego ciotki i wujka. Nowa Republika wierzy, iż uratowanie Rotty może poprawić relacje z Huttami, a być może choćby uczynić z nich sojuszników.

Rotta zadebiutował w „Wojnach klonów”. Jako dziecko, nazywane wtedy Śmierdzielem, został porwany, a następnie uratowany przez Anakina Skywalkera i Ahsokę Tano. Niestety, film całkowicie pomija jego przeszłość: nie pojawia się choćby najmniejsza wzmianka o Jedi, którzy niegdyś ocalili mu życie. Sprawia to wrażenie, jakby twórcy za wszelką cenę unikali wspominania animowanych produkcji, co szkodzi zarówno budowaniu postaci, jak i spójności całego świata przedstawionego.

Rodzinne więzi

Podobnie jak w serialu, jednym z głównych tematów filmu pozostaje relacja Dina i Grogu oraz próby wychowania dziecka przez łowcę nagród. Din coraz lepiej odnajduje się w roli ojca, chociaż czasem wciąż potrzebuje wskazówek od innych. Grogu przez cały czas odkrywa własne możliwości, zarówno te związane z dorastaniem, jak i te związane z Mocą.

Choć tytuł sugeruje, iż to właśnie Din i Grogu będą najważniejszymi bohaterami historii, pod względem rozwoju znacznie ciekawiej wypadł Rotta. Odnaleziony przez Mandalorianina Hutt nie chce wracać do domu. Obawia się, iż zostanie zamordowany przez Bliźniaków, gdy tylko wróci, ponieważ po śmierci Jabby to on odziedziczył władzę nad rodem Huttów. Rotta zdaje sobie sprawę, iż nie posiada w sobie ojcowskiej brutalności. Nie chce też stać się takim samym potworem jak Jabba. Bohater najbardziej odnajduje się w walkach na arenie, gdzie czuje się uwielbiany przez publiczność. Ma poczucie przynależności do jakiejś społeczności, przez co uważa, iż takie życie mu odpowiada. Mimo tego Rotta zachowuje się wyjątkowo przyjaźnie i łagodnie wobec Grogu. Obiecuje Dinowi, iż go nie skrzywdzi, dzieli się z dzieckiem jedzeniem, a choćby bawi się z nim na plaży. Wszystko to pokazuje, iż Hutt tak naprawdę pragnął kochającej rodziny, której ze względu na własne pochodzenie nigdy nie miał. Dzięki temu jego historia okazuje się jedną z bardziej emocjonalnych części filmu.

Oczywiście, Grogu również otrzymuje trochę czasu ekranowego, szczególnie w drugiej połowie dzieła, gdy musi samodzielnie przetrwać na wyspie. Organizuje sobie pożywienie oraz schronienie i pokazuje, iż potrafi przetrwać w dziczy. Widać też, iż coraz lepiej wychodzi mu posługiwanie się Mocą. Niestety poza tym trudniej dotrzeć jakąś wyraźniejszą zmianę w jego rozwoju. Pod koniec filmu Grogu wciąż jest uczącym się dzieckiem, a Din jego opiekunem.

Minimalny wpływ

„Mandalorian & Grogu” dobrze prezentuje się na kinowym ekranie. Pytanie jednak, czy przyjemne dla oka widoki i poszczególne dopracowane efekty komputerowe potrafią obronić film jako całość? Produkcja ani przez moment nie sprawia, iż widz naprawdę powinien martwić się o życie bohaterów. O ile niecelność szturmowców to już pewna tradycja w świecie „Gwiezdnych Wojen”, o tyle tutaj twórcy choćby nie próbują budować napięcia. Din bez większych przeszkód dociera wszędzie, podczas gdy jego przeciwnicy bezczynnie przyglądają się jego działaniom. choćby jeżeli pojawia się jakieś zagrożenie, jest ono chwilowe, a śmiertelne rany zostają uleczone przez przypadkową postać posiadającą odpowiednie lekarstwo. Dużą wadą filmu jest brak rozwoju głównych bohaterów. Din na początku serialu obawiał się mieć dziecko pod swoją opieką, ale z czasem nauczył się na czym polega rola ojca. Przez kolejne sezony widz miał okazję oglądać jak Djarin radzi sobie z wychowywaniem Grogu i dokładnie ten sam schemat można zobaczyć w kinowej produkcji. Problemem również jest fabuła, która w żaden sposób nie zdaje się mieć większego wpływu na wydarzenia w uniwersum: wszystko zostaje rozwiązane w obrębie jednej produkcji bez sugestii co do kontynuacji. Na ten moment akcja z filmu mogłaby w ogóle nie istnieć i nic by to nie zmieniło w świecie „Gwiezdnych wojen”. Din Djarin i Grogu kończą przygodę dokładnie w tym samym miejscu, w którym ją rozpoczęli.

Wobec tego kinowa produkcja sprawia wrażenie zbędnej: nie rozwija bohaterów ani nie oferuje niczego istotnego pod względem historii. Gdyby „Mandalorian & Grogu” nie powstało, opowieść o tytułowych bohaterach pozostałaby praktycznie taka sama. Jednak jeżeli ktoś oczekuje od filmu dokładnie tego samego, co od serialu, to nie powinien się zawieść.

Aleks MIZERA

Idź do oryginalnego materiału