Muzyka, która staje się także psychoterapią, pomagającą uporać się z presją współczesności. Mechanizm powrotu do wspomnień zna szołbiznes, który wychodzi naprzeciw potrzebom milionów ludzi z konkretną ofertą.
Poddałem się tej psychoterapii, idąc na koncert „Pasion de Buena Vista”. To adekwatnie rewia, jaką do Polski po raz drugi przywieźli muzycy kubańscy, nawiązująca w tytule do legendarnego hawańskiego zespołu, rozsławionego filmem dokumentalnym (nominowanym w swej kategorii do Oscara) Wima Wendersa, Holendra, który u schyłku epoki Fidela Castro spędził na Kubie dłuższy czas i sięgnął do tradycji słynnego hawańskiego klubu z lat 30. Byłaby to czysta archeologia, gdyby nie fakt, iż starzy artyści przez cały czas głęboko fascynowali: charyzmą, talentem, muzykalnością. Wenders pokazał ich w codziennym życiu, na próbach, koncertach… Sfilmował ich przyjmowane owacyjnie występy w Amsterdamie i nowojorskiej Carnegie Hall. Pokazał magię, jaka z zamkniętej dawno i brutalnie epoki przetrwała w ich głosach, euforii życia, postawach. Artyzmie wreszcie. Słuchając Omary Portuondo, Compaya Segundy, a przede wszystkim Ibrahima Ferrera, w ich głosach słyszało się sztukę, czyli uniwersalne prawdę i piękno. Film Wendersa wyprodukowano w 1997 roku i obejrzałem go kilkadziesiąt razy. Co najmniej.


![Sobota na Orange Warsaw Festival 2026 [fotorelacja]](https://kulturalnemedia.pl/wp-content/uploads/2026/05/Orange-Warsaw-Festival-2026-sobota-fot.-Natalia-Nazar-a-55.jpg)











