W Irl 20 stopni i popadujący deszczyk, czyli cudowny letni komfort. Mam nadzieję, iż upał również u was zelżał.
Pierwszy zupełnie wolny dzień, napawam się spokojem. Niczego nie zaplanowałam, oprócz zgarnięcia dziecka z zajęć gimanstycznych i przewiezienia do koleżanki. Czytam. Myślę.
(Wieczorem będziemy budować biblioteczkę).
Zauważyłam, iż notki wychodzą tym bardziej płaskie i konkretne, im bardziej mam głowę zajętą przemyśleniami, którymi nie mogę się za bardzo podzielić. W każdym razie nie doceniłam potęgi nieświadomości i dopiero, kiedy klient mi usiadł na kozetce, zamiast leżeć, dotarło do mnie, na jakich głębokościach pracuję i jak bardzo muszę być ostrożna. Moja terapeutka mówi mi, iż będę mieć osiemdziesiątkę i dalej będzie mi się zdarzało niedoceniać potęgi nieświadomości – bo nieświadomość to do siebie ma.
W każdym razie jedyne, co mogę powiedzieć, to iż niektórze wydarzenia mają ogromną siłę rażenia, a sekretem pracy nie jest wcale brak strachu, czy pewne ich normalizowanie – sekretem jest gotowość wejścia do tej ciemnej wody razem z klientem, a potem oczywiscie umiejętność bezpiecznego z niej wyjścia. A do tego potrzebna jest siła i odporność, bo nie mozna przeciez samemu w tej ciemnej wodzie stracić orientacji. W tym kontekście rządowy projekt regulacji kształcenia terapeuty w Irl, który usuwa wymóg terapii własnej wydaje się … nie wiem, absurdalny po prostu.
Skończyłam jednego Ogdena What Alive Means, zaczęłam Fonagy’iego o mentalizacji (MBP technika pracy z osobami z borderline oparta o idee psychoanalityczne), oraz ciekawą książkę między innymi o tym, jak to się stało, iż terapia kognitywno-behawioralna zrobiła taką zawrotną karierę. Autorzy twierdzą na przykład, iż badania skuteczności (efficiacy) są formułowane i opisywane w taki sposób, żeby CBT wydawała się skuteczna w porównaniu z brakiem interwencji i wobec tego wydawała się jedyną ‚opartą na dowodach’ (po szczegóły odsyłam do rozdziału drugiego – tutaj tylko dodam, iż opisuje np. znane z badań medycznych zjawisko upubliczniania tylko ‚pozytywnych wyników’, kiedy publikuje się tylko te badania, w których wyszły jakieś pożądane korelacje, a pomija te, w których nie wykazano zmiany w oczekiwanym kierunku – a jak pokazuje Goldacre, kiedy ukrywamy połowę normalnego rozkładu krzywej, możemy udowodnić wszystko) i dlaczego ‚terapie głębi’ są wypierane z systemu ochrony zdrowia psychicznego (w skrócie: cięcie kosztów przez firmy ubezpieczeniowe, które również fundują granty na badania).
Dla ciekawych i niezorientowanych: terapie ogólnie dzielą się na tzw. terapie głębi, oparte mniej lub bardziej na psychoanalizie i ideach Freuda (Ferencziego, Winnicotta, Klein, Anny Freud, Horney itd) – tutaj mamy terapie psychoanalityczną, psychodynamiczną (bardzo małe różnice między nimi, czasem tylko to, iż w psychodynamicznej nie leży się na kozetce, tylko siedzi;), integratywna, humanistyczną itd. – i terapie bardziej kognitywno-behawioralne (CBT), które pracują na przekonaniach (kognicji) i wypływających z tego zachowaniach, ale nie interesują się za bardzo światem wewnętrzym klienta, symbolizacją i historią dzieciństwa, a już na pewno nie opisują tego wszystkiego terminami typu kompleks Edypa, id, superego czy obiekty wewnętrzne. Generalnie terapia CBT zainteresowana jest głównie symptomami i dopiero później zachowaniami i przekonaniami jakie za nimi stoją. jeżeli klient mówi ‚nikt do mnie nie dzwoni’, terapeuta CBT będzie się starał zobaczyć, czy to prawda – czyli np. zebrać na to dowody, potem stwierdzić, czy nie stoją za tym jakies konkretne zachowania klienta (np wylaczony telefon), potem zachęcić klienta do eksperymentowania z przełamaniem wzorca, a psychoanalityczny będzie próbował zrozumieć (często nieświadome) powody takiego zachowania, uczucia z tym związane, wzorce z dzieciństwa, może choćby próbować to zrozumieć jako nieświadomie prowokowane zachowanie innych – np. obronę przed bliskością i tak dalej. Sednem tu jest zrozumienie dynamiki i symboliki świata wewnętrznego.
Ja widzę to wszystko jako kontinuum – od głębokich struktur psychicznych, wpływających na to jak jest postrzegany świat i jak jest postrzegane self, analizowanych przez psychoanalityczne metody, po powierzchniowy model myśl-reakcja, którym się zajmuje CBT, czyli po skupianie się na zewnętrznym ‚wyniku’ tych głębokich struktur. Oczywiscie może coś w tym opisie za bardzo uprościłam, specjalistow przepraszam.
No i tak – jeżeli pracuje się z symptomem – ‚jestem samotny, nikt do mnie nie dzwoni’, to często się zdarza, iż niefunkcjonalny wzorzec zachowania może zostać, powiedzmy, przepracowany, ale zamiast tego wyskoczy inny symptom – bo świat wewnętrzny dalej jest taki sam, nie został w wystarczający sposób poruszony przez to, iż ktoś nauczył się, iż sam może zadzwonić do drugiej osoby – nieświadome przekonania, czy domniemany wzorzec dalej oddziałują na to, jak ktoś widzi świat, siebie i jak w nim działa w innych obszarach. Bardzo to skomplikowane, a dodajmy jeszcze do tego farmakologię – czyli leki, które wpływają na neuroprzekaźniki jak serotonina, dopamina itd, i znowu – możemy zmienić chemię mózgu, czyli reaktywność na przyklad – ale bez wyregulowania psychiki możemy znowu za jakiś czas znowu być w punkcie wyjścia, kiedy leki przestają działać, albo działając wyciszają również inne, pożądane emocje, niechcacy zubożając świat wewnętrzny.
Ale żeby nie było – CBT też jest interesująca i ma swoje miejsce, nie zgadzam się jedynie, żeby zajęła całą rabatkę i zagłuszyła wszystkie inne roślinki. Słucham sobie też np wywiadu z dr Judith Beck, córką Aarona, twórcy CBT, która opowiada o tym, iż ona sama raczej nie pracuje litera w literę z protokołami CBT, a do tego uważa, iż owa terapia jest … przeważnie źle nauczana. I masz babo placek.
Z rzeczy przyziemnych, położliśmy nowy dywan, pewno, żeby się ugruntować. Stary śmierdział siuśkami (nie pytajcie).



