Poród Andziaks ma ponad milion wyświetleń. Skąd te skrajne emocje? Prywatność kontra zasięgi

gazeta.pl 2 godzin temu
Andziaks dała się poznać jako znana influencerka z ogromną publicznością. Na YouTubie zamieściła nagranie z porodu swojej córki. W 2026 roku historia się powtórzyła i widzowie mogli zobaczyć poród jej syna. Po tym wszystkim mogę przyznać, iż mam mieszane odczucia.
7 stycznia 2026 roku Andziaks, czyli Angelika Trochonowicz, oraz jej mąż Luka opublikowali na Instagramie zdjęcie ze szpitala. Influencerka była już gotowa na poród drugiego dziecka. Jak się okazało, pociecha pary przyszła na świat tego samego dnia. niedługo w mediach społecznościowych pojawiły się pierwsze zdjęcia chłopca. 21 stycznia Andziaks opublikowała film na YouTubie o nazwie "Mój drugi poród". W prawie godzinnej relacji pokazała cały przebieg swojego porodu. Nagranie wywołało skrajne emocje. Czy Andziaks przekroczyła granice intymności? Spróbowałam przyjrzeć się temu głębiej.

REKLAMA







Zobacz wideo Andziaks nazwana "królową konsumpcjonizmu". Zdradziła nam, jaką ma najdroższą rzecz w szafie



Poród Andziaks wywołał skrajne emocje. Granice intymności zostały przekroczone?
Temat porodu Andziaks przez cały czas żyje własnym życiem. Nie da się ukryć, iż dotyka kilku bardzo wrażliwych obszarów naraz: prywatności, granic prywatności w internecie, komercjalizacji macierzyństwa i tego, jak dziś przeżywa się tak intymne momenty publicznie. Od razu widzę, iż wideo budzi skrajne emocje - to zupełnie normalne. Z jednej strony trudno nie uznać, iż pokazanie porodu jawnie ukazuje temat, który przez lata był owiany tabu. Dla części kobiet to realna pomoc poprzez oswojenie lęku, a także zobaczenie, jak to naprawdę wygląda. W tym sensie wdzięczność widzów jest zrozumiała. Uważam, iż dobrze zobaczyć to z tej perspektywy. "Mówcie, co chcecie, ale dla osoby, która jeszcze nie rodziła, jest to bardzo potrzebny film", "Może i większość ludzi hejtuje Andzie, ale ja jako kobieta, która nigdy nie rodziła, jestem mega wdzięczna za takie filmy" - mogę przeczytać pod wideo.
Z drugiej strony chcę podkreślić, iż część widzów czuje dyskomfort. Nie da się ukryć, iż poród jest jednym z najbardziej intymnych momentów w życiu człowieka. Wrzucenie go na YouTube'a to nie tylko pokazanie tej chwili, ale też zdobycie wyświetleń, a także pieniędzy. I tu rodzi się pytanie o granice: czy wszystko musi być publiczne? Czy dziecko, które dopiero przyszło na świat, powinno od pierwszej sekundy mieć swoją historię zapisaną w sieci, a na dodatek obejrzaną przez miliony obcych ludzi? Uważam, iż temat porodu nigdy nie powinien być tabu. Osoba rodząca może jak najbardziej pokazać cały proces publicznie, jeżeli tylko ma taką wolę. Moim zdaniem to kadry z dzieckiem, które dopiero co przyszło na świat, nie powinny znaleźć się w nagraniu publikowanym w sieci.


Andziaks nagrała swój poród. Miał więcej wyświetleń niż serial w telewizji
27 stycznia filmik Andziaks ma już 1,8 mln wyświetleń. ASZ Dziennik "zażartował", iż poród obejrzało więcej ludzi niż serial "Na Wspólnej", który miał średnio 1,25 mln widzów w 2023 roku. Czy to oznacza, iż bardziej kontrowersyjne treści są ciekawsze dla widzów? Film Andziaks wywołuje duże emocje z wielu powodów: prywatne staje się publiczne, a przeżycie zamienia się w content. Jedni zobaczą w tym odwagę i wsparcie, inni przekroczenie granicy. Każdy jednak ma prawo do swoich odczuć. Z perspektywy osoby, która nigdy nie rodziła, mogę powiedzieć, iż jest to swego rodzaju sygnał, jak bardzo internet przesunął granicę intymności. Czy narodziny dziecka to większe widowisko niż popularny serial? Jest to dla mnie nieco szokujące, choćby pomimo tego, iż intencje były dobre. ZOBACZ TEŻ: Spróbowałem herbaty Andziaks za 68 zł. Miało być jaśminowe otulenie, jest gorzka rzeczywistość
Idź do oryginalnego materiału