12 stycznia ukazał się głośny wywiad z Anną Popek. Pracownica skrajnie prawicowej stacji TV Republika powiedziała, iż 18 lat to idealny czas na małżeństwo i rodzenie dzieci, bo w takim wieku rodziny zakładały jej babka i matka. Ponadto singielki w niewybredny sposób nazwała "biednymi, nieszczęśliwymi, przestarzałymi pannami młodymi po 30," które "nie mogą znaleźć chłopa". Uderzyła przy tym w patriotyczne tony, stwierdzając, iż kobiety, które nie rodzą "nie zdają sobie sprawy, iż naprawdę nie będzie potem narodu". Teraz Anna Popek odniosła się do swoich słów, a adekwatnie do medialnego szumu, który wywołały. Okazuje się, iż przez blisko dwa tygodnie niczego w tym zakresie nie zrozumiała.
REKLAMA
Zobacz wideo Anna Popek: Kobiety na wysokich stanowiskach nie są szczęśliwe
Anna Popek o aferze z "przestarzałymi pannami młodymi po 30"
Anna Popek opublikowała na Instagramie nagranie, w którym odnosi się... Właśnie, do czego? Chciałoby się powiedzieć, iż do swojej kontrowersyjnej wypowiedzi, by ją uzupełnić o szerszy kontekst, o niedopowiedzenia, które wytknęliśmy jej w tekście z 13 stycznia (Popek uderza w "przestarzałe panny młode po 30", które "nie mogą znaleźć chłopa". Punktujemy, co przemilczała). Zamiast tego dziennikarka postanowiła zakpić z tego, iż jej słowa wywołały "aferę roku".
No, słuchajcie, jest afera roku. Afera roku polega na tym, iż uznałam, iż 18-letnie dziewczyny są w stanie, mogą wyjść za mąż. Po tym wywiadzie w Kozaczku, gdzie powiedziałam, iż Viki Gabor, skoro skończyła 18 lat, kocha swojego wybranka i może wyjść za niego za mąż, co to się porobiło. Co nie otworzę jakiś portal, łącznie z całkiem poważnymi, to komentarze, iż jak ja śmiem, jak ja mogę zachęcać. Przecież 18-letnie dziewczyny są jeszcze niedojrzałe
- ironizowała.
Trudno nie oprzeć się wrażeniu, iż tymi słowami Popek próbowała bagatelizować problem. Ponadto znów powtórzyła to samo, co usłyszeliśmy w wywiadzie dla Kozaczka. Według Popek 18 lat to wspaniały wiek na rodzenie dzieci, bo tak przed laty rodziły przecież jej babka i matka. Popek mówiła to z takim przekonaniem, jakby naprawdę nie zauważyła, iż od tego czasu świat i społeczeństwo się zmieniły.
Znów też nie dodała, iż sama wyszła za mąż, kiedy miała 28 lat i dopiero później urodziła dwie córki. Zapomniała też wspomnieć o tym, iż wiele młodych kobiet decyduje się na dojrzałe macierzyństwo (albo nie decyduje się na nie wcale) m.in. przez trudną sytuację materialną, mieszkaniową, brak stabilności w pracy zawodowej, małą liczbę przedszkoli czy zaostrzone prawo antyaborcyjne, przez które lekarze mogą nie decydować się na terminację ciąży, choćby jeżeli ta zagraża życiu matki. Zabrakło też refleksji nad tym, iż nazwanie kogoś "przestarzałym" - w tym wypadku 30-letniej osoby - jest nie tylko nieeleganckie, ale stanowi też nadużycie.
Za to usłyszeliśmy - jakby to miało zamknąć temat - iż mając 18 lat, stajemy się dorośli. Dostajemy wtedy przecież dowód, ba, choćby w sklepie sprzedadzą takiej osobie alkohol. prawdopodobnie więc 18-latkowie są DOJRZALI do posiadania dziecka.
18 lat - mamy dowód osobisty, jesteśmy pełnoletni, to znaczy, iż jesteśmy dorośli
- mówiła. Przy okazji postanowiła uderzyć w argumentum ad personam. - Ciekawe, ile osób z tych krytykujących ma własne szczęśliwe rodziny, a ile dalej boryka się z życiem w pojedynkę - zastanawiała się. Cóż, za wszystkich się nie wypowiem, ale skoro zdecydowałam się pokazać Pani Popek, iż jej myślenie może być błędne, to odpowiem jej na tę nieelegancką zaczepkę. Pani argument jest tu nietrafiony - mam szczęśliwą rodzinę i nie żyję w pojedynkę. Za to uważam, iż nie jest to jedyna i słuszna recepta na życie i szczęście. Niektórzy mogą chcieć żyć bez związków i dzieci, i nikomu nic do tego.
