**Pomscił za mamę**
Wasza córka jest u nas. Przywieźcie 10 milionów złotych, a wyjdzie cało. Wysyłam koordynaty później oznajmił zniekształcony męski głos.
Ty… jeszcze mi stawiasz warunki! warknął Mikołaj, ale rozmówca już się rozłączył.
Mikołaj uchodził za mężczyznę stanowczego, ostrożnego i twardego. Tylko wobec ukochanej żony Bogusławy i córki Bronisławy okazywał odrobinę miękkiego serca, choć i to nie zawsze.
Gdy coś szło nie po jego myśli, od razu przypominał wszystkim o swoim autorytecie:
To ja tu rządzę! To ja was utrzymuję!
I była to prawda: dom w ekskluzywnej dzielnicy kupił, żona chodziła do pracy tylko po to, by pokazywać nowe suknie, a Bronka jeździła na uczelnię nowiutkim samochodem od taty.
Ale domownicy czasem o tym zapominali.
Kolejny raz musiał przypomnieć im, kto tu rządzi, gdy okazało się, iż Bronka spotyka się z obiecującym skrzypkiem Czesławem.
On nie jest dla ciebie odpowiednią partią! Koniec z tym! warknął Mikołaj. Co to za zawód dla faceta, skrzypce ciągać? I w ogóle, słabeusz jakiś. Taki niby intelektualista!
Wyjdę za niego, jeżeli zechcę! To moja sprawa! Bronka miała charakter nie lada.
Ja cię wychowałem, ja decyduję!
Mam już 18 lat, tatusiu, czy zapomniałeś? Jestem dorosła i
Koniec dyskusji! Dopóki cię utrzymuję, to ja decyduję.
Córka uciekła w płaczu, żona przez dwa dni chodziła naburmuszona, ale Mikołaj miał to gdzieś powiedział swoje.
Tym bardziej iż miał inne problemy prawdziwe, w przeciwieństwie do kaprysów córki.
Przyjaciel z dzieciństwa, Jarek, z którym razem zaczynali biznes z betonowymi bloczkami prawie 10 lat temu, znów wymyślił jakieś głupoty.
Dopiero co spłacili kredyty, zbudowali zgrany zespół, dogadali się z urzędnikami i zaczęli zarabiać. Żyj i ciesz się! Ale nie Jarkowi ciągle mało, ciągle kombinuje, iż trzeba się rozwijać.
Zwykle kłótnie kończyły się szybko, ale tym razem Jarek postawił się i oświadczył, iż jeżeli tak, to biznes trzeba podzielić.
Nie mogę tkwić w tym bagnie! krzyczał.
No jasne! On ma tylko pomysły, a wszystkie problemy spadają na Mikołaja!
Po dwóch tygodniach sytuacja się uspokoiła. Jarek przestał marudzić, Bronka chodziła na uczelnię i wieczory spędzała w domu o Czesławie ani słychu.
Aż tu nagle Mikołaj zobaczył Bronkę w towarzystwie jakiegoś chłopaka, niemalże w objęciach.
Bronka! Co ty robisz po nocy?! wrzasnął, zatrzymując samochód obok pary. Kto to?!
W półmroku nie od razu rozpoznał faceta. A gdy w końcu go poznał, zdumiał się jeszcze bardziej.
Znalazłaś sobie jeszcze większego nieroba?! To ma być bunt?! gwałtownie do domu!
Mówił do córki swoim zwykłym tonem, więc nie zdziwiła się, tylko się skrzywiła i już miała pewnie protestować, gdy odezwał się jej towarzysz.
Kto dał panu prawo tak traktować ludzi? uniósł brodę. Myśli pan, iż skoro ma pan kasę, to może
Tak, gnoju, dobrze myślisz mogę, a kasę mam, a ty jutro możesz nie przychodzić do pracy przerwał mu Mikołaj i zwrócił się do córki: No! Do samochodu!
Bronka rzuciła szybkie spojrzenie na chłopaka, lekko potrząsnęła głową *nie rób tego* i wsiadła do auta.
No i tak lepiej! A nie jakieś tam nauczki!
I ten gość Mikołaj przypomniał sobie, gdzie go widział, pracował u nich jako pomocnik patrzcie, jaki odważny! No nic, większych łamali.
Wydawało się, iż wszystko ułożył: i w biznesie, i w rodzinie, aż tydzień później znów zobaczył Bronkę z tym byłym pomocnikiem, Tadeuszem.
Para zdążyła uciec, ale w domu czekała na córkę burza.
Ku zaskoczeniu Mikołaja, Bogusława stanęła po stronie Bronki. Obie nazwały go tyranem i despotą, oznajmiając, iż z nim nie da się żyć.
To nikt was nie trzyma! warknął. Bóg z wami!
I odeszły. Z walizkami w dłoniach, z wyrazem smutku zmieszanego z pogardą. No cóż! Zobaczymy, jak sobie bez niego poradzą!
Mikołaj był pewien, iż jego dziewczyny niedługo wrócą z płaczem, więc nie zdziwił się, gdy po tygodniu zadzwoniła Bogusława.
Mikołaj, Bronka zaginęła! wyszeptała do telefonu. Dwa dni jej nie ma, telefon wyłączony! Jesteśmy z Kasią w rozpaczy! Może już czas na policję, nie wiem
Aha, więc zamieszkały u koleżanki.
Żadnej policji! warknął. Wracaj do domu, ja ją znajdę.
Nie miał pomysłu, jak jej szukać, ale na pewno nie przez policję.
Gdy rozważał opcje, telefon znów zadzwonił.
Wasza córka jest u nas. Przywieźcie 10 milionów złotych, a wyjdzie cało. Koordynaty podam później oznajmił zniekształcony głos.
Ty… jeszcze mi stawiasz warunki! warknął Mikołaj, ale rozmówca już się rozłączył.
Potem przyszło wideo Bronka, trochę potargana, ze związanymi rękami, ale żywa. Patrzyła w kamerę bez mrugnięcia, tylko przez chwilę.
No nie…! On ich wszystkich żywcem zakopie! Ale potrzebował pomocy. Jarek, mimo wszystkich sporów, od razu się zgodził.
Może jednak policja? niepewnie zaproponował. I te pieniądze
Nie, ja sam znajdę tego skur…! I nie martw się kasę odzyskamy.
Mikołaj był pewien siebie, a jeszcze bardziej, gdy na terenie opuszczonej fabryki pojawił się… Tadeusz.
Ty szczeniaku! rzucił się w jego stronę, ale Jarek chwycił go za ramię: Stój! Nie wiemy, gdzie Bronka.
Tadeusz stanął na wzniesieniu kilka metrów dalej i patrzył na nich z szyderczym uśmiechem.
Wrzuć torbę tam skinął na uchylony właz kanalizacyjny.
Mikołaj obrzucił go nienawistnym spojrzeniem, ale posłuchał.
Świetnie prychnął Tadeusz i już się odwracał.
Myślisz, iż ujdzie ci to na sucho?! Gdzie Bronka
