Wspólnie z żoną jestem fanem twórczości Freidy McFadden, której kryminałów dobrze słucha się na audiobookach w trakcie długich podróży. Freida jest praktykującą lekarką z Nowego Jorku (specjalizuje się w chorobach mózgu), której światowy rozgłos przyniosły powieści sensacyjne. Tak naprawdę nazywa się Sara Cohen, a Freida McFadden to jej pseudonim literacki. Kryminały pani doktor przetłumaczono aż na czterdzieści pięć języków.
Jej proza to nie jest żadna wydumana filozofia czy wysmakowana literatura utkana z przejmujących moralitetów, ale niezwykłe historie kryminalne, pełne napięcia i ciekawych bohaterów. To się po prostu dobrze czyta i dobrze się tego słucha na wakacjach, leżąc przy basenie lub na plaży.
Jej powieści potrafią zdobyć tytuł bestsellera w ciągu zaledwie kilku dni od premiery. Najsłynniejszą z nich jest „Pomoc domowa”, której ekranizacja pod koniec grudnia trafiła do kin. W filmie grają takie gwiazdy jak Sydney Sweeney czy nominowana do Oscara Amanda Seyfried. Film dosyć wiernie oddaje historię z książki.
Mamy tu dziewczynę z kryminalną przeszłością, która ucieka od traumy i zdarzeń sprzed lat i zatrudnia się jako pomoc domowa w bogatym domu państwa Winchesterów. To, co wydaje się rajem, niedługo zamienia się w koszmar, a koszmar w pułapkę. Zwroty akcji są zaskakujące i niespodziewane. Scenariusz zawiera kilka rażących niekonsekwencji, nie brakuje też scen na miarę tandetnych romansideł. Film, obok intrygi kryminalnej, zawiera także dowcipną krytykę klas wyższych amerykańskiego społeczeństwa. Ekranizacji, w których błogi raj zamienia się w piekło, widzieliśmy wszyscy sporo, więc trudno mówić o wysokiej oryginalności fabuły, niemniej choćby krytycy „Pomocy domowej” uznali, iż tę historię ogląda się z zaciekawieniem.
Jeśli szukasz w kinie czegoś, co oderwie cię od smutków codzienności, wybór filmu będzie dobrym pomysłem na udany wieczór między lampką wina i pizzą. Pamiętaj, iż to jednak wizyta w barze szybkiej obsługi, gdzie możesz się spodziewać raczej pysznie wyglądającego, nieco plastikowego dania w stylu amerykańskim niż wykwintnej kolacji. Dla poszukiwaczy wielkich wzruszeń i kina ambitnego to zdecydowanie nie ten adres.
A na dokładkę zabawna wisienka na torcie. Ulubieniec wszystkich kobiet na świecie – czyli Michele Morrone w roli małomównego ogrodnika. W książce ta postać wiązała się z tajemniczością, a może choćby grozą – w filmie Paula Feiga, niestety, już tylko śmieszy.
















