"Ołowiane dzieci": doktórka od familoków. O czym opowiada nowy serial Netfliksa?
11 lutego w bibliotece Netfliksa pojawił się nowy polski serial. "Ołowiane dzieci" to produkcja oparta na prawdziwych wydarzeniach, które zostały opisane w funkcjonującej pod tym samym tytułem książce Michała Jędryki z 2020 roku.
Historia przenosi widzów do lat 70. XX wieku i prezentuje kulisy dość często pomijanej w literaturze, ale żywej zbiorowej pamięci mieszkańców Górnego Śląska, epidemii ołowicy wśród dzieci z katowickich Szopienic. Jest to choroba wywołana zatruciem metalami ciężkimi, na którą w szczególności narażone były młode osoby żyjące w okolicy huty. Reklama
W serialu śledzimy losy dr Jolanty Wadowskiej-Król, która odkrywa dramatyczną prawdę o dzielnicy Targowisko. Zdeterminowana lekarka podejmie próby uratowania cierpiących maleństw, jednak na jej drodze staje wiele przeciwności. I jak się okazuje, największym problemem nie jest choroba sama w sobie czy początkowy brak porozumienia z mieszkańcami, a opresyjny, komunistyczny aparat państwowy, który próbuje zamieść sprawę pod dywan.
Reżyserem nowości Netfliksa jest pochodzący z Katowic Maciej Pieprzyca, autor filmów "Chcę się żyć" czy "Ikar. Legenda Mietka Kosza". Scenariusz do produkcji napisał Jakub Koroczuk, a za zdjęcia odpowiadał Witold Płóciennik. Rolę bohaterskiej "doktórki od familoków" zagrała Joanna Kulig ("Zimna wojna"), a na ekranie partneruje jej pokaźne grono polskich gwiazd, w tym Agata Kulesza, Kinga Preis, Michał Żurawski, Marian Dziędziel, Zbigniew Zamachowski, Sebastian Pawlak i Julia Polaczek.
"Ołowiane dzieci": polska Erin Brockovich? Jednostka kontra system
Pieprzyca nie po raz pierwszy sięga po historię mieszkańców Śląska. Portret środowiska można było zobaczyć m.in. w zrealizowanym przed laty filmie telewizyjnym "Barbórka", "Drzazgach", za które otrzymał nagrodę za debiut reżyserski czy w opowiadającym o "wampira z Zagłębia" tytule "Jestem mordercą". Nie unikający trudnych tematów artysta ponownie zaskakuje, ukazując Szopienice z całym brudem, surowością, ale też i trudnym do opisania pięknem. Dzielnica tworzyła odrębny, dystopijny świat, w którym poza hutnikami i ich rodzinami nikt nie chciał przebywać. Na ekranie widzimy, jak złowieszcze kłęby trującego dymu unoszą się nad budynkami, wszystko szarzeje od pyłu, a ziemia staje się jałowa i sucha.
Twórcy starają się, by widz kupił tę wizję świata, dbając o detale, faktury obrazu, ale też tworząc w niektórych aspektach laurkę dla lat 70. Wszystko tu odgrywa swoją rolę - począwszy od strojów, po wyposażenie domów. W serialu zobaczymy proces przyrządzania kawy w odchodzących w zapomnienie szklankach z koszyczkiem oraz usłyszymy przeboje Marka Grechuty czy grup Dwa plus jeden i Partita. Bardzo doceniam również dość przaśne z perspektywy dzisiejszego widza, dokumentalne wstawki na początku każdego odcinka, które zachwalały socjalizm, innowacyjność przemysłu i krajowy dobrobyt. Te momenty kontrastowały z wydźwiękiem opowieści, w której przecież przede wszystkim chodzi o sprawę śmiertelnie poważną.
Jolanta Wadowska-Król jest niczym polska Erin Brockovich - nie boi się wyrażać głośno swoich opinii, nie odpuszcza w choćby z pozoru błahych sprawach. Kulig jest w tej roli wyrazista i wiarygodna, od początku do końca. Patrząc na cenione i doświadczone w branży nazwiska, które zostały zaangażowane do projektu, ani przez chwilę nie miałam wątpliwości, iż coś z ich strony mogłoby pójść nie tak. Ewentualnych niedociągnięć doszukiwałabym się raczej w scenariuszu. Pierwszy odcinek, który miał być ekspozycją do całej historii, był bardzo schematyczny i przewidywalny. Z trudem przysłuchiwało się dialogom, w wielu momentach gubił się rytm i dość kiepsko wypadały momenty rozluźnienia. Trzeba jednak przyznać, iż gdy zaczyna dominować poważny ton, a historia nabiera tempa, to trudno oderwać się do ekranu.
Tłem badań lekarki są przygotowania do przyjazdu Leonida Breżniewa do Katowic, które miało miejsce w 1974 roku. Wśród polityków i przedstawicieli systemu panuje napięta atmosfera, a niekorzystne odkrycie kobiety jedynie dokłada im zmartwień. Skandal w hucie próbuje ukryć wspaniale zagrany przez Michała Żurawskiego oficer Służby Bezpieczeństwa, Hubert Niedziela. To zdecydowanie jeden z najciekawszych i niejednoznacznych bohaterów tej opowieści, który wywołuje wiele skrajnych emocji. Do ostatniego odcinka trudno zrozumieć jego prawdziwe intencje, a to akurat duży plus.
"Ołowiane dzieci": czy warto obejrzeć polską nowość Netfliksa?
Subiektywnie muszę przyznać, iż momentami brakowało mi konsekwencji w porozumiewaniu się śląską gwarą. Oczywiście, pojawiała się ona w dialogach, szczególnie podczas dyskusji między mieszkańcami Targowiska, ale pozostał pewien niedosyt. Rozumiem jednak intencje, jakie za tym stały i doceniam wszelkie drobne elementy (jak przygotowywanie w jednym z domów typowych dla regionu gumiklyjzów), które przewinęły się przez ekran.
"Ołowiane dzieci" to bezsprzecznie serial istotny i potrzebny. Dziwi mnie, iż powstało tak kilka materiałów na temat Wadowskiej-Król, troskliwej i gotowej do poświęceń matki i lekarki, która powinna być uważana za jedną z polskich bohaterek. Jej życie, potyczki z władzą oraz prowadzona walka o prawdę i sprawiedliwość były w zasadzie gotowym materiałem na scenariusz, który czekał na odpowiedniego artystę. Maciej Pieprzyca zdecydowanie nim jest.
Ogólny wydźwięk produkcji jest raczej jasny i ponadczasowy - aby zmienić coś w tym świecie, potrzebny jest konstruktywny dialog. Odnalezienie wspólnego języka i wzajemne zrozumienie są kluczem do sukcesu w wielu sytuacjach. Potrzebny jest jednak impuls i choć jeden głos, który stanie w kontrze do otaczającego zła. I zrobi to nie dla sławy, rozgłosu czy własnych korzyści, a wyłącznie dlatego "bo tak trzeba".
7/10
Zobacz też:
Obejrzysz jednym tchem. Mocny serial, który zostaje w głowie na długo





![Reżyser "Ołowianych dzieci" w KatoBusie. Rozmawiamy z Maciejem Pieprzycą o kulisach serialu Netflixa [Wideo, zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-02/pieprzyca_1.jpg)











