Polska gwiazda zrobiła karierę za granicą. Nie miała szczęścia w miłości

swiatseriali.interia.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


Życie Liliany Głąbczyńskiej-Komorowskiej obfitowało w zawodowe sukcesy i liczne, często skomplikowane relacje uczuciowe. Po wyjeździe z Polski zyskała międzynarodowe uznanie, grała w wielu produkcjach, a dziś angażuje się w działania na rzecz polskiej kultury w Kanadzie. 10 kwietnia aktorka kończy 70 lat.



Nie mogła uwierzyć, iż zagra z Janem Nowickim


Pochodząca z Gdańska Liliana Głąbczyńska-Komorowska wychowała się w Warszawie. To w 1979 roku ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną i dostała od Gustawa Holoubka angaż do Teatru Dramatycznego. Zadebiutowała dwa lata wcześniej rolą siostrzenicy Narutowicza w filmie "Śmierć prezydenta". Później zachwyciła krytyków oraz publiczność występem w głośnym spektaklu Teatru TV "Czarownice z Salem".
Wśród fanów jej talentu i urody był reżyser Zbigniew Kuźmiński, który akurat kompletował obsadę do "Kraba i Joanny" i szukał partnerki dla Jana Nowickiego mającego zagrać w jego filmie główną rolę. Liliana nie mogła uwierzyć, iż może zagrać ze swoim idolem. Była jeszcze studentką warszawskiej PWST, gdy po raz pierwszy zobaczyła Nowickiego na scenie Starego Teatru i zachwyciła się nim jako aktorem i jako mężczyzną. Ich relacja gwałtownie się rozwinęła. Aktorce nie przeszkadzało, iż Jan był wtedy związany z Mártą Mészáros. Po nagraniach do filmu ich drogi przestały się jednak krzyżować i romans zakończył się.Reklama



Polska aktorka zdecydowała się wyjechać do USA


W 1980 Głąbczyńska-Komorowska dostała rolę hrabianki Marietty Czarskiej w "Karierze Nikodema Dyzmy". Występ u boku Romana Wilhelmiego zapewnił jej rozpoznawalność. Pracowała jeszcze przy kilku polskich produkcjach w tym "Austerii" Jerzego Kawalerowicza, w której zagrała jedną z głównych ról. Wróżono wielką karierę w kraju, ale ambicja zaprowadziła ją aż do Stanów Zjednoczonych. Był rok 1982, gdy aktorka zdecydowała się na emigrację.
"Czekała tam na mnie przyjaciółka ze szkoły, Joasia Pacuła. Dzięki niej trafiłam do agenta, który bardzo się ucieszył, iż mówię po angielsku. I nagle dostałam wielką rolę w operze mydlanej, moje marzenia zaczęły się spełniać" - opowiadała "Vivie!".


"A w Nowym Jorku spotkała mnie też wielka miłość" - wyznała. W tamtym czasie była do szaleństwa zakochana w producencie Jacku Eisnerze, którego poznała na przyjęciu u Romana Polańskiego. Choć byli zaręczeni, nigdy nie zdecydowali się stanąć na ślubnym kobiercu.
Nie jest też tajemnicą, iż później aktorka kompletnie straciła głowę dla Michała Urbaniaka, który był wówczas mężem Urszuli Dudziak. Przyjęła jego oświadczyny, gdy mężczyzna pozostawał w związku z dotychczasową żoną. W końcu jazzman został pierwszym mężem Liliany, ale ich relacja też przetrwała zaledwie 4 lata.
"Nie zważaliśmy na nic. Nasz związek był wielkim szaleństwem, ale po kilku latach się wypalił i każde z nas poszło w swoją stronę" - stwierdziła Liliana Głączyńska-Komorowska w rozmowie z "Nostalgią".
Za oceanem Liliana Głąbczyńska-Komorowska prężnie rozwijała swoją karierę. Zagrała w wielu produkcjach m.in. w "Misji specjalnej", "Zasadach walki", Joannie D’Ark" oraz w serialach "Kojak", "Bill Cosby Show" czy "Nieśmiertelnym". Grała z Donaldem Sutherlandem, Telly Savalasem, Tomem Selleckiem, Aidanem Quinnem, Wesleyem Snipesem. Można ją było również zobaczyć na scenach Broadway'u. "Dzięki zagraniu w kilku, niezwykle popularnych wtedy w USA, soap operach, ugruntowałam swoją pozycję w zawodzie. Pisał o mnie 'New York Times', byłam rozpoznawalna na ulicach Nowego Jorku" - wspomina Głąbczyńska.

Kolejne małżeństwa również nie przetrwały próby czasu


Początek lat 90. przyniósł jej kolejną miłość. Na planie filmu "Scanners III: The Takeover" poznała swojego drugiego męża, reżysera i producenta filmowego Christiana Duguay. Przeżyli razem 10 lat, mają syna Sebastiana i córkę Natalię. Para rozwiodła się, gdy Liliana odkryła, iż mąż ją zdradza.
Kilka lat później aktorka poznała bogatego przedsiębiorcę Bernarda Poulina, za którego wyszła za mąż w 2006 roku. Para później przeprowadziła się do Montrealu. "Zamiast załamywać się, iż skończyłam 50 lat, w prezencie na moje urodziny, wyszłam za mąż za cudownego dżentelmena, szanującego mój talent i moje wartości. Z każdym dniem upewniam się, iż to była wymarzona decyzja" - mówiła w "Na Żywo".


Niestety był to kolejny związek, który nie przetrwał próby czasu. Mąż zostawił ją po 15 wspólnych latach. "Jeszcze próbowałam coś ratować. Ale to stało się niemożliwe. W 2019 roku wyszedł z domu i adekwatnie zostałam sama. To był związek, który trwał 15 lat. Na początku byłam zdruzgotana, ale jakoś się z tym pogodziłam. A później pojawił się Ryszard" - opowiadała "Vivie!".
"Swojego Rysia" - jak nazywa go Liliana - poznała w listopadzie 2019 roku na festiwalu polskich filmów w Toronto. "Przy nim czuję się, jakbym miała 16 lat" - twierdzi aktorka. Para pozostaje szczęśliwie zakochana do dziś. Ryś był dla Liliany wielkim oparciem, gdy niedawno zmarł jej ukochany ojciec. "Moim rycerzem jest mój ukochany Rysiu, który teraz otula mnie swoją miłością" - mówiła.
Mimo iż 70-latka od długiego czasu mieszka poza Polską, nie zapomniała o kraju, z którego pochodzi. Działa na rzecz promocji kultury polskiej w Kanadzie. Założyła Fundację dla Sztuki Liliany Komorowskiej, która zajmuje się m.in. organizacją spotkań z polskimi artystami. Przez lata pojawiła się też w wielu rodzimych produkcjach. W 2008 roku zagrała w serialu "Teraz albo nigdy". Później można ją było zobaczyć w "Blondynce" oraz "Na dobre i na złe", w którym zagrała profesor Wandę Falkowicz, byłą żonę Andrzeja Falkowicza. Na co dzień gra w francuskojęzycznym teatrze.
Zobacz też: Wielki powrót "Rancza" z niespodzianką. Na planie pojawi się znany aktor!
Idź do oryginalnego materiału