Politycy prawicy zestawiają zbiórkę Łatwoganda z WOŚP. „To może się odbić rykoszetem”

opolska360.pl 1 godzina temu

Piotr Guzik: – W chwili, gdy rozmawialiśmy, na liczniku zbiórki, którą zainicjował Łatwogang na rzecz Fundacji Cancer Fighters było 286 mln zł, choć transmisja z akcji zakończyła się kilkadziesiąt godzin temu. Skąd ten fenomen?

Filip Pazderski: – Ta zbiórka trafiła w swój czas. Odpowiedziała na potrzebę inicjatywy społecznej, która mogłaby nas łączyć wokół ważnej sprawy. A tą jest w tym przypadku pomoc dzieciom walczącym z nowotworami. Z badań dotyczących filantropii wynika zresztą, iż jest to kwestia, która potrafi nas niezwykle poruszać. Pomoc dzieciom i osobom chorym to coś, w co bardzo chętnie angażujemy się jako społeczeństwo. Robimy to też, gdy dostrzegamy istotny problem, trudny do rozwiązania bez naszego zaangażowania, zwłaszcza dotyczący konkretnej grupy społecznej czy choćby osoby.

Ale nie bez znaczenia jest też sposób organizacji tej zbiórki. Łatwogang i jego współpracownicy wykluczyli z niej polityków i politykę. Umiejętnie łagodzili i eliminowali próby wplatania w nią tematów związanych z bieżącymi sporami i podziałami, a wręcz podkreślali wartość łagodzenia napięć i porozumienia. Sporo osób jest zwyczajnie zmęczonych walkami polityków. Szczególnie dotyczy to ludzi młodych.

– Dlatego ta akcja tak mocno wśród nich zarezonowała?

– Młodzi są zdegustowani tym, jak wygląda nasza debata publiczna i jak zachowują się osoby działające na naszej scenie politycznej. Okazało się, iż akcja oderwana od tego aspektu mogła liczyć na zdecydowanie lepszy oddźwięk u młodych osób.

Filip Pazderski, fot. Anna Liminowicz

Ale to tylko jeden czynnik. Drugim są narzędzia wykorzystane do prowadzenia tej akcji. Ona była oparta na mediach społecznościowych, a Łatwogang wraz z przyjaciółmi był w stanie za ich pośrednictwem angażować młodych ludzi w sposób, jaki oni deklarują jako najbardziej im przystępny, najchętniej wykorzystywany też do aktywności publicznej. Udzielenie wsparcia przez internet jest proste do wykonania, nie wymaga dużo czasu i pozwala gwałtownie uzyskać efekt. Zresztą, organizator zbiórki miał już te narzędzia dobrze sprawdzone.

– Bo też Łatwogang to nie jest człowiek totalnie anonimowy.

– Nie, chociaż ja osobiście wcześniej go nie znałem. I podejrzewam, iż nie jestem w tym odosobniony. Ale już osoby, które interesują się streamami w sieci, mogły go znać z wcześniejszych podobnych akcji. Tyle, iż tym razem skala okazała się zdecydowanie większa. Coraz więcej osób dochodziło do wniosku, iż to jest akcja, w którą trzeba się zaangażować. Pojawili się celebryci, a ich obecność napędzała kolejne osoby, dając efekt kuli śniegowej, wykraczając choćby poza granice Polski.

– Zetknąłem się już z opiniami, iż część tych celebrytów pojawiła się w tej akcji nie kierowana altruizmem, a chęcią ocieplania swojego wizerunku.

– Ludzie mają różne motywacje, często złożone. jeżeli ktoś chciał się wybielać, to mógłby to też robić w inny sposób. Tymczasem te osoby zaangażowały się w pozytywną akcję. I można byłoby postawić pytanie, czy jednak ten fakt nie sprawił, iż dotarła ona do szerszego grona osób. Może teraz wykorzystanie przez celebrytów sieci do podobnych akcji stanie się bardziej popularne? Dla mnie najcenniejsze jest jednak promowanie pozytywnej strony internetu i tego, co z jego pomocą jesteśmy w stanie wspólnie osiągnąć. Mieliśmy tu poszukiwanie wspólnego mianownika, czegoś co nas łączy, zamiast budowania zasięgów na hejcie i dzieleniu ludzi.

– O to drugie zadbali przedstawiciele prawej strony sceny politycznej, którzy chwaląc wynik zbiórki Łatwoganga, postanowili bić w inną inicjatywę dobroczynną: Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

– To tylko potwierdza słuszność wykluczenia polityków z tej akcji. Oni na tej zbiórce próbują budować swoją pozycję, atakując fundację, która też robi bardzo dobre rzeczy. Owszem, robi to w inny sposób, ale też rozwiązuje problemy, których nie rozwiązali politycy, którzy są i byli u władzy. Bardzo źle oceniam te działania.

– Nie pan jeden. Śledząc komentarze pod wpisami uderzającymi w WOŚP przy zestawianiu wyniku jej ostatniego finału z tym, ile zebrali Łatwogang i spółka, nie brak krytyki takich porównań. Przykładem wytykanie posłowi Konfederacji Konradowi Berkowiczowi, iż w ramach obu akcji dobroczynnych udało się zebrać łącznie ponad pół miliarda złotych, a on nie zebrał nic i tylko dzieli ludzi zamiast ich łączyć.

– To pokazuje, iż próba zbijania kapitału politycznego w ten sposób może się odbić rykoszetem i skończyć wbiciem samobója. Potwierdzają też przekaz organizatorów zbiórki, którzy podkreślali, iż polityka to coś, co powinniśmy zostawić na boku, ponieważ ona nam nie służy.

– Zarazem trudno uniknąć porównywania tej akcji z WOŚP i pytań, czy to, co zrobił Łatwogang, nie odbije się negatywnie na Orkiestrze.

– Obie zbiórki sporo różni, ale mają też wspólne mianowniki. Obie starają się ludzi łączyć, choć WOŚP trudniej to robić z racji wciągnięcia w dyskurs polityczny. Obie inicjatywy opierają się na filantropii akcyjnej. Zbiórka pieniędzy na chore dzieci czy pomoc ofiarom katastrofy to coś, w co mocno się angażujemy przy odpowiedniej zachęcie. Ważne jest też zakorzenienie poczucia wyjątkowości momentu, w którym trwa zbiórka. WOŚP jest wręcz zbudowany wokół tego mechanizmu, z wielkim finałem odbywającym się raz w roku, z wielką kampanią mającą zaangażować ludzi w pomoc.

Moment, w którym zbiórka przebiła barierę 250 milionów złotych – kadr z YouTube

WOŚP to jednak akcja zakorzeniona w tradycyjnej formie filantropii. Bazuje na kontaktach z tradycyjnymi mediami, z silnym marketingiem w postaci billboardów czy reklam. Z kolei akcja Łatwoganga to zbiórka XXI wieku. Oparta na internecie i mediach społecznościowych, wykorzystująca mechanizmy viralowe. To zresztą sprzyjało jej demokratyzacji. Nie było podmiotów kontrolujących dostęp do prowadzących akcję. Bezpośredni dialog z nimi był potencjalnie możliwy dla wszystkich internauty. Łatwogang nie miał za plecami wielkiej firmy budującej mu kampanię komunikacyjną. Emblematyczne było, iż redakcje różnych mediów dosłownie musiały ustawić się w kolejce do jego kawalerki.

Natomiast tym, co łączy obie zbiórki, obok odwołania się do opisanych już cech charakterystycznych dla naszej filantropii, jest język. Łatwogang w sposobie wysławiania był podobny do Jurka Owsiaka. Lider WOŚP potrafi się ocierać w swoich wypowiedziach o pewną granicę, której w tradycyjnych mediach nie wypada przekraczać. Za co był zresztą krytykowany przez oponentów. Natomiast inaczej wygląda kultura w internecie. Nie twierdzę, iż dosadne słownictwo jest dopuszczalne. Użytkowników sieci nie razi chyba jednak tak bardzo, jak w przypadku tradycyjnych mediów.

Zarazem zasadnym jest pytanie, czy ta zbiórka nie zmieni naszego podejścia do filantropii? Nie wykluczam, iż to spowoduje pewne zmiany w formule WOŚP.

– Orkiestra ma pewien aspekt pedagogiczny. Młodzi ludzie muszą nieco wymarznąć na mrozie i się namaszerować, aby zebrać pieniądze do puszki. Sam pan wspomniał, iż w przypadku internetowej zbiórki pomoc wymaga mniejszego zaangażowania. Z tego powodu może być mniej chętnych do kwestowania na ulicach?

– Słuszna uwaga. Akcję firmowaną przez Jurka Owsiaka charakteryzuje też wykorzystanie rzeszy wolontariuszy, zresztą nie tylko ludzi młodych, ale osób w różnym wieku, nierzadko całych rodzin. Razem w oparciu o kontakt bezpośredni zachęcają do wpłat. A sprzyjają temu tysiące lokalnych akcji czy wydarzeń, motywujących ludzi do wyjścia z domów i bycia razem w jednak nie najcieplejszą część roku. To jest dla wielu angażujących się w ten sposób osób doświadczenie formacyjne i istotny dodatkowy rezultat WOŚP. Dlatego nie wydaje mi się, żeby efekt zbiórki Łatwoganga zmniejszył zainteresowanie udziałem w finale WOŚP. Ten spełnia jednak też inne cele i zakorzenił się w życiu społeczno-kulturowym jako rodzaj dodatkowego święta w naszym kalendarzu.

– Łatwogang i Bedoes, który nagrał utwór „Diss na raka” i był mocno zaangażowany w zbiórkę, zasygnalizowali już, iż możliwe są kolejne takie działania. Jednym z czynników tak fenomenalnego wyniku pierwszej akcji był efekt nowości. Uda się to utrzymać przy kolejnych inicjatywach?

– Stare powiedzenie mówi, iż nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Kolejna akcja może nie być równie spektakularna, ale nie jest też powiedziane, iż nie powtórzy sukcesu pierwszej. Widać, iż jest w nas skłonność do pomagania, a gdy objawia się osoba bądź osoby, które potrafią przekuć to podejście w coś namacalnego, to efekty mogą być takie, jak przy tej spektakularnej zbiórce. Nie bez znaczenia jest też fakt, iż jako społeczeństwo staliśmy się zamożniejsi, więc więcej osób może sobie pozwolić na filantropię, na dzielenie się własnymi z zasobami z innymi.

– W akcyjności Polacy są świetni. Zbiórki pieniędzy dla dzieci wymagających terapii za miliony złotych nie raz kończyły się u nas powodzeniem. Łatwogang z Bedoesem oraz WOŚP podczas ostatniego finału zebrali razem ponad pół miliarda złotych. To kwota astronomiczna, którą jednak nasz system ochrony zdrowia jest zdolny „przepalić” w ciągu jednego dnia. Szanując wielkie serca tych, którzy angażują się w akcje dobroczynne, jako obywatel życzyłbym sobie, aby nasz system był na tyle sprawny, żeby nie było trzeba ich organizować.

– Potrzeba nam nowych rozwiązań, chociażby w przypadku filantropii. Po to, by była bardziej regularna. My się w różne inicjatywy angażujemy na hurra! I raczej jednorazowo, ale w szeregu kwestii potrzeba działań bardziej systematycznych i długofalowych. To dotyczy nie tylko ochrony zdrowia, ale również takich aspektów, jak ochrona środowiska, wsparcie różnych grup narażonych na wykluczenie, opieka nad seniorami czy działania na rzecz lokalnych społeczności.

Wróćmy jeszcze do zbiórki Łatwoganga. Zaangażowali się w nią nie tylko zwykli ludzie, ale również duże firmy i osoby bardzo majętne, wpłacające imponujące kwoty. I bardzo dobrze, iż to robili, bo przecież wcale nie musieli. Tylko warto w tym miejscu zatrzymać się i porozmawiać o systemie lepszej redystrybucji dochodów w naszym kraju. Choćby poprzez podwyższenie podatków faktycznie płaconych przez osoby najzamożniejsze, z których środki można byłoby przeznaczyć chociażby na wypełnienie luk w budżecie systemu ochrony zdrowia. Wtedy nie byłoby trzeba organizować zbiórek na chore dzieci, tylko przenieść naszą uwagę i zaangażowanie na inne, nie mniej ważne tematy.

Czytaj także:

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału