Tego faceta nikt już nie nazwie Reniferkiem – ani autorem jednego hitu. Richard Gadd powraca z mocnym serialem „Półbrat”, który poprzez pełną przemocy relację dwóch przyszywanych braci przygląda się tematowi męskości.
„To najlepsza i najgorsza rzecz jednocześnie. To jedyne, co kiedykolwiek czułem” – mówi Niall Kennedy (Jamie Bell, „Billy Elliot”) w finale serialu „Półbrat” („Half Man”), poproszony o opisanie tego, co czuje do Rubena Pallistera (Richard Gadd, „Reniferek”). Widz, który ma za sobą już pięć godzin – i blisko 40 lat – obłędnych wzlotów i upadków, dzikich kłótni i emocjonalnych powrotów do siebie, rozdrapywania traum, łez, śmiechu, bijatyk i tysiąca innych odcieni tej intensywnej, konsumującej całe ludzkie życia relacji, może się tylko pod tym podpisać. jeżeli da radę dotrwać do końca, bo to ciężki seans (widziałam całość przedpremierowo i zdecydowanie nie polecam binge-watchingu).
Półbrat – o czym jest serial HBO od twórcy Reniferka?
Składająca się z sześciu odcinków produkcja HBO i BBC przedstawia historię dwóch szkockich „przyszywanych” braci. Nie łączą ich żadne więzy krwi, ale to, co się między nimi pojawia, staje się mocniejsze od wszelkich rodzinnych powinowactw. Wszystko zaczyna się w latach 80., na szkockiej prowincji. Nastoletni Niall (Mitchell Robertson, „Skandal w brytyjskim stylu”) mieszka z matką, Lori (Neve McIntosh, „Ciała”), i jej partnerką, Maurą (Marianne McIvor, „Kochanek Lady Chatterley”), co bywa przyczyną problemów w szkole, ale nie takich jak te, które dopiero się zaczną – wraz z powrotem po kilku latach z poprawczaka syna Maury, dwa lata starszego od Nialla Rubena (Stuart Campbell, „Outlander”). Chłopcy zmuszeni będą dzielić pokój, co dla Nialla oznacza początek czegoś nowego. Czegoś koszmarnego i ekscytującego jednocześnie.
„Półbrat” (Fot. HBO)Podczas gdy w jednej osi czasu oglądamy, jak Ruben przejmuje całe życie swojego „brata z innej kochanki”, druga część dzieje się współcześnie, kiedy to bracia spotykają się po latach przerwy na weselu. Ta pierwsza to pokręcona do granic możliwości historia o dojrzewaniu, w której rządzą Campbell i Robertson jako młodsze wersje bohaterów. Ta druga podsuwa kolejne elementy układanki, sugeruje, jak to wszystko się skończy, i trzyma widza na krawędzi dzięki twistów i cliffhangerów. Richard Gadd, twórca, scenarzysta i producent wykonawczy „Półbrata”, sprawnie dostosował się do wymagań cotygodniowej emisji, opowiadając w każdym odcinku pewien rozdział całości i dając na koniec scenę sprawiającą, iż czeka się jak na szpilkach na ciąg dalszy.
Od „Reniferka” nowy serial Gadda odróżniają także dłuższe, trwające około godziny odcinki, wypakowane taką dawką niepohamowanej przemocy i traum, iż oglądanie tego ciągiem sprawia fizyczny ból. „Półbrat”, będący komentarzem do współczesnej męskości, nie cofa się przed niczym, prezentując nieocenzurowane, surowe emocje, pochłaniające i definiujące całą egzystencję Nialla, która przez cztery dekady kręci się wokół Rubena, nieważne jak bardzo chciałby się od niego uwolnić. Relacja, przerywana próbami ucieczki Nialla, pobytami Rubena w więzieniu i nielicznymi szczęśliwymi chwilami, powraca jak bumerang, za każdym uderzając z coraz większą siłą. Młodszy brat nie jest w stanie żyć bez starszego – ani tym bardziej z nim. Jak to się skończy?
Półbrat – Richard Gadd znów robi coś wyjątkowego
Jak to skończy i do czego to doprowadzi to te najprostsze pytania przewijające się przez cały seans, sprytnie podkręcane fabularnymi zagraniami we współczesnej osi czasu. Oprócz tego serial zadaje wiele znacznie bardziej skomplikowanych pytań, na czele z: co to znaczy dzisiaj być mężczyzną? Richardowi Gaddowi absolutnie nie chodzi jednak o to, aby na nie odpowiedzieć. „Półbrat” z dziką energią zagłębia się w zakamarki męskich dusz, pokazując obu swoich bohaterów równie chętnie w wersji bezbronnej i obnażonej, co totalnie pierwotnej, zwierzęcej. W obu przypadkach mamy poruszanie się od skrajności do skrajności, bez chwili oddechu, bez czegokolwiek pośrodku.
Oczywiście to jeden z braci jest tym, który wnosi do fabuły całą tę przemoc, całe to szaleństwo, całe te niemożliwe do opanowania emocje. Drugi jest biernym odbiorcą wszystkiego, co na niego spada, z własnego punktu widzenia wręcz ofiarą. Jest człowiekiem, który spędza całe życie, nie mogąc uwolnić się od najbardziej toksycznej obecności, jaką można sobie wyobrazić. Ale czy rzeczywiście to takie proste? jeżeli widzieliście „Reniferka”, to znacie odpowiedź. Richard Gadd raz jeszcze opowiada o czymś opresyjnym, traumatyzującym, ze wszech miar absorbującym, przesuwając granice dyskusji o przemocy i fizycznej, i psychicznej w nieoczywistym kierunku.
„Półbrat” (Fot. HBO)Każdy z widzów na pewno inaczej odbierze i Rubena, i Nialla, ale po sześciu odcinkach, po wydarzeniach definiujących różne okresy ich życia, po dokładnej wiwisekcji każdego z licznych odcieni ich braterskiej miłości i nienawiści, po licznych wrzaskach, bójkach i oczyszczających rozmowach powinniście zrozumieć perspektywę obu bohaterów – i do obu, nie tylko do Nialla, poczuć więcej współczucia, niż wydawało wam się to możliwe na początku. A po drodze doświadczycie wszystkiego, bo Richard Gadd raz jeszcze nie stroni od komedii, i tej czarnej, i tej sitcomowo wręcz luzackiej, przeplatając ciężką do strawienia opowieść o zmarnowanych życiach dwóch mężczyzn, którzy nie potrafią być nikim innym niż sobą, momentami tak po prostu, bezpretensjonalnie zabawnymi.
Tak jak wypakowana skrajnościami relacja obu braci, serial złożony jest z przeciwieństw, które trudno sobie wyobrazić obok siebie. Z końskiej dawki przemocy, morza łez i szczerych wybuchów śmiechu. Z iście szekspirowskiej tragedii jak gdyby nigdy nic spotykającej się z komedią i twistami jak z rasowego thrillera. Ze scen tak trudnych do przełknięcia, tak pokręconych emocjonalnie, iż aż chce się odwrócić wzrok od ekranu. Z hektolitrów niepotrzebnego bólu i całkiem sporej dawki zwykłego, ludzkiego ciepła. Z wybuchów wściekłości i cichych rozmów, które będziecie przeżywać całymi sobą. Z pytań o to, co jest „normalne”, co jest „dobre” i czy definiowanie jednego i drugiego oraz proste szufladkowanie ludzi nam służy. Z nieporozumień determinujących nasze zachowania w stosunku do drugiej osoby. Z każdym odcinkiem złożoność i obu postaci, i ich symbiotycznej relacji będzie was coraz bardziej zadziwiać – podobnie jak sposób myślenia Richarda Gadda jako scenarzysty. A mamy tu jeszcze Gadda jako aktora.
Półbrat – czy warto oglądać serial twórcy Reniferka?
To, co nasz dawny Reniferek wyprawia na ekranie jako Ruben, przejdzie do historii i prawdopodobnie przyniesie mu kolejną zasłużoną statuetkę Emmy. Tak, „Półbrat” to teatr czterech aktorów i absolutnie nie można umniejszać skromniejszej i cichszej, ale równie przejmującej roli Jamiego Bella. Niemniej jednak Richard Gadd, z tą samą wrażliwością co w przypadku „Reniferka”, napisał sobie postać tak wyrazistą, tak mięsistą, tak charyzmatyczną, tak skomplikowaną, iż zdziwię się, jeżeli nie zgarnie wszystkich możliwych nagród. Wrażenie robi już sama przemiana fizyczna, ale to tylko początek – dramaturgicznie to zupełnie inna, znacznie bardziej ekspresyjna, często totalnie surowa, wręcz zwierzęca rola. Ruben został stworzony, by zajmować całą przestrzeń i budzić emocje, nie zawsze najlepsze. Został stworzony, byśmy go kochali i nienawidzili dokładnie tak Niall, i dokładnie tak jak on nie potrafili się od niego uwolnić.
„Półbrat” (Fot. HBO)Przed wami absolutnie niezwykła rzecz; jeden z najlepszych, najmocniejszych seriali tego roku. Historia, o której będzie głośno, choćby jeżeli (mam nadzieję) Richard Gadd tym razem nie opisuje własnego życia. Ambitna fabuła zawierająca tonę komentarza społecznego, ale podawanego raczej przy okazji niż bezpośrednio. Jeden z najciekawszych głosów w dyskusji o współczesnej męskości i o tym, co jest toksyczne, a co nie, ale też o złożonej, nieoczywistej, wywołującej wstyd i zahamowania męskiej seksualności i o wypieraniu się samego siebie. O tym, jak daleko można się posunąć i jak bardzo można zgubić własną tożsamość, byle tylko świat myślał o tobie: oto prawdziwy mężczyzna, wszystko w nim jest w stu procentach normalne.
A przy tym wszystkim po prostu zaskakująca historia, działająca zarówno sama w sobie, jako mocna opowieść o braciach, którzy tak naprawdę wcale braćmi nie są (swoją drogą, „Half Man” to półmężczyzna, a nie półbrat, i naprawdę nie wiem, po co w polskim „tłumaczeniu” to zmieniono – skoro autor chciał podkreślić w tytule kwestię męskości, a nie braterstwa, HBO Polska nie miało prawa mu tego odbierać), jak i na zasadzie paraboli. Wyjątkowy, niemożliwy do podrobienia styl Richarda Gadda, bazujący na rozdrapywaniu traum i emocjach pokazywanych bez filtra, wsparty niekontrolowanymi wybuchami przemocy, przyniósł nam serial, który zachwyca, przeraża i zostaje z widzem na bardzo, bardzo długo. Takie rzeczy w telewizji – tym bardziej w streamingu – prawie już się nie zdarzają. Na szczęście mamy jeszcze HBO.














