Polacy wskazali winnego drożyzny na stacjach. Jedno nazwisko zdecydowanie wygrało

obcas.pl 2 godzin temu

Polacy wiedzą, kogo obwiniać za drożyznę przy dystrybutorach. Z najnowszego sondażu o cenach paliw, który IBRiS przygotował dla “Rzeczpospolitej”, wynika, iż winnego szukają głównie za oceanem. Rząd Donalda Tuska jest dopiero drugi. Prezydent Karol Nawrocki prawie nie istnieje w odpowiedziach.

Wyniki sondażu dziennik opublikował w środę 7 października 2026 roku. Ankietowani mieli wskazać, kto odpowiada za wzrost cen na stacjach. Odpowiedź większości była jednoznaczna.

Aż 64,8 procent badanych za główną przyczynę drożyzny uznało prezydenta USA Donalda Trumpa. Rząd Donalda Tuska wskazało 25,2 procent ankietowanych. Na prezydenta Karola Nawrockiego postawiło zaledwie 0,9 procent pytanych, a zdania w tej sprawie nie miało 9,1 procent uczestników sondażu. Przewaga Trumpa jest więc miażdżąca.

Sondaż o cenach paliw dzieli wyborców koalicji i opozycji

Dopiero rozbicie wyników według sympatii politycznych pokazuje, jak bardzo spolaryzowany jest ten temat. Różnice są ogromne.

Wyborcy partii rządzących, czyli Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL i Polski 2050, niemal jednogłośnie wskazywali Trumpa. Winę przypisało mu aż 90,8 procent z nich. Na własny rząd zrzuciło odpowiedzialność tylko 1,3 procent. Prezydenta Nawrockiego wskazało 1,8 procent, a 6,1 procent nie potrafiło się zdecydować.

Elektorat opozycji widzi w tym sondażu sprawę zupełnie inaczej. Wśród wyborców PiS, Razem, Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej aż 51 procent obwiniło rząd Donalda Tuska. Trump znalazł się na drugim miejscu z wynikiem 44,6 procent. To wciąż prawie połowa tej grupy.

Nawrockiego wskazało zaledwie 0,2 procent wyborców opozycji. Zdania nie miało 4,1 procent z nich. Prezydent wyszedł z tego pytania niemal bez szwanku.

Kobiety i mężczyźni odpowiadali niemal tak samo

Płeć ankietowanych nie miała w tym sondażu dużego znaczenia. Różnice między kobietami a mężczyznami nie przekroczyły kilku punktów procentowych.

Trumpa za winnego podwyżek uznało 66 procent mężczyzn i 64 procent kobiet. Rząd Tuska obwiniło 27 procent mężczyzn oraz 24 procent kobiet.

Ciekawie wypadło za to pytanie o prezydenta. Na Karola Nawrockiego wskazały 2 procent kobiet, a wśród mężczyzn nie zrobił tego nikt. Zdania nie miało 10 procent kobiet i 8 procent mężczyzn.

Sondaż Instytut Badań Rynkowych i Społecznych zrealizował 2 i 3 października metodą wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo na reprezentatywnej próbie 1072 dorosłych mieszkańców Polski. Wyniki są jednoznaczne.

Badanie przeprowadzono tuż przed obniżką cen na stacjach

Pytanie padło w szczególnym momencie. Tankowanie od tygodni uderzało kierowców po kieszeni, a ceny osiągały poziomy, jakich na polskich stacjach wcześniej nie widziano.

Przypomnijmy, iż na początku września średnia cena oleju napędowego sięgnęła rekordowych 8,75 zł za litr. W mediach coraz częściej pojawiał się scenariusz diesla po 10 zł.

Za drożyzną stoją obawy o dostawy ropy naftowej, które windują jej notowania na światowych rynkach. Z opóźnieniem przekłada się to na ceny paliw w Polsce. W tle jest eskalacja na Bliskim Wschodzie i zakłócenia w cieśninie Ormuz, przez którą płynie ogromna część światowej ropy.

Ankietowanych pytano tuż przed wejściem w życie kolejnej edycji rządowego programu “Ceny Paliw Niżej”. Ustawę, która otworzyła drogę do nowego pakietu, prezydent Karol Nawrocki podpisał w czwartek 1 października. Od soboty 3 października na stacjach obowiązują ceny maksymalne, a stawka VAT na paliwa spadła z 23 do 8 procent. Obniżka ma obowiązywać do 31 grudnia 2026 roku.

Kierowcy już widzą różnicę. Na środę 7 października cena maksymalna benzyny 95 wynosi 6,86 zł, benzyny 98 7,74 zł, a oleju napędowego 7,80 zł za litr. Od 3 października paliwa wyraźnie potaniały. Czy zmieni to nastroje Polaków, pokażą kolejne sondaże.

źródło zdjęć: Canva

Idź do oryginalnego materiału