Tysiące polskich żołnierzy trafia do niewoli, w tym młody polski oficer Karol Grabowski (w tej roli Jakub Gierszał), który usilnie stara się ukryć swoją prawdziwą tożsamość. Kozielsk to obóz dla oficerów. Rosyjscy nadzorcy traktują więźniów w miarę łagodnie, bo chcą przynajmniej część z nich przekabacić na swoją stronę. Polski już nie ma. Została pożarta przez Hitlera i Stalina. Wódz naczelny i jego świta uciekli. Kraj jest okupowany. NKWD liczy, iż przynajmniej kilku wartościowych oficerów uda się przekonać do przejścia na stronę najpiękniejszego ustroju na świecie.
Wykształcony major Wasilij Zarubin (grany przez irlandzkiego aktora Aidana Gillena) prowadzi grę w podchody. Częstując koniaczkiem i sypiąc cytatami z literatury, kusi wybranych polskich oficerów wizją kariery u boku Armii Czerwonej. Doświadczony oficer stosuje znaną metodę kija i marchewki. Kiedy trzeba, karze odebraniem listów od rodziny, a kiedy jest stosowna okazja, pomacha marchewką. Szczególnie zależy mu na Karolu Grabowskim, zdolnym pianiście i laureacie konkursu chopinowskiego, który nieudolnie zacierał ślady, kim jest.
Reżyser Łukasz Palkowski (autor pamiętnego hitu „Bogowie” o Zbigniewie Relidze) pokazuje, jak opowiadać o tragedii Kozielska bez zadęcia i nabzdyczonej, patriotycznej nudy. Spora część filmu ma charakter niemalże przygodowy. Więźniowie to często zgrywusy, warszawskie cwaniaki, które nie stronią od obozowych kawałów, w których celuje grany przez Gierszała pianista. A to nauczy syna majora grać polski hymn, a to napisze brzydkie słowa pod popiersiem Stalina, a to na chwilę ucieknie w beczkach z fekaliami z obozu. Toż to wszystko zgrywy niemalże jak z kina dla młodzieży.
I ja to stawiam Palkowskiemu zdecydowanie na plus. Bo martyrologia i filmy patriotyczne robione w pozycji na baczność wychodzą nam już wszystkim uszami. Ale przecież wiemy, jak to wszystko się skończy. Zaledwie kilku oficerów wybiera drogę zdrady i ratuje się przez kolaborację, ale większość pozostaje niezłomna, a smutny koniec jest nam wszystkim znany.
Zniecierpliwiony Beria (grany przez Tomasza Kota) wydaje rozkaz rozstrzelania Polaków. Ostatnie sceny filmu na długo pozostają w pamięci i są jeszcze mocniejsze niż wysoce dynamiczny i świetnie zrealizowany początek. Warto dodać, iż muzyka Bartosza Chajdeckiego to wielki atut filmu, który potęguje wrażenie podczas dramatycznych scen.
Szkoda tylko, iż Bogusław Linda, który gra obozowego lekarza, powtarza w kółko ten sam greps polegający na piciu spirytusu do odkażania ran. Doświadczony reżyser powinien wiedzieć, iż raz to bawi, ale powtórzone dziesięć razy – żenuje.
Warto się wybrać na film Palkowskiego, aby przypomnieć sobie, czym jest Rosja i ile warte są jej obietnice. Film polecam wszystkim oczadziałym piewcom ruskiego miru, takim jak Sławek Mentzen, Grzegorz Braun, Samuela Torkowska, Ewa Zajączkowska-Hernik, Włodzimierz Skalik czy Sebastian Pitoń. Wszyscy oni od lat przekonują nas, iż Unia Europejska i ogólnie Zachód są złe, ale za to Rosja i jej wartości wspaniałe. Żołnierze z Katynia i Kozielska mogliby mieć raczej nieco inne zdanie na ten temat.
















