Oczko, czyli 21, subiektywnie, najlepszych płyt zeszłego roku.
Imryll – Obscure Blood & Love, Theory Therapy
Album roku, bez dwóch zdań. Mikro dźwięki w służbie orientu. Tak powinna brzmieć Björk, gdyby dawno temu nie przedawkowała samej siebie.
USOF – Stay Longer, Theory Therapy
Portugalski mistrz cyfrowej mgiełki w pogoni za białym królikiem. Ponoć jego najbardziej odrealniony materiał dotychczas.
Coco Bryce – Noches Sephardies, Myor
Brejkowy flirt holenderskiego producenta z folkowymi motywami zaczerpniętymi z bogatej kultury sefardyjskiej. To nie mogło się nie udać.
False 06 – Borgesian Terms EP, False Aralia
Poboczny projekt Izaaka Schlossmana z Peak Oil. Duszny, klaustrofobiczny dub, niczym las w zadymionym słoiku.
Düpa – Düpą, Pop Magic
Biały kruk w historii polskiej fonografii po czterdziestu latach doczekał się wydania na nośnikach fizycznych. jeżeli chodzi o zawartość soniczną to: „rysunek Gienia, czego tu nie ma”. Psychodelia, duszny dub, bekowe reggae, gitarowe, kakofoniczne odjazdy i wiele więcej. Genezę wydawnictwa najdokładniej opisał Paweł Gzyl.
Kobe Dupree – Voice from the Inside, 4trk
Chicagowski artysta znany z długich, hipnotycznie wciągających setów postanowił zmontować album, którego nie powstydziłby się grać podczas swoich występów. Jest repetytywnie, rozwojowo, ale nie nudno.
Jawnino/Surf Gang – amnesia, Surf Gang Records
Udana fuzja zamglonej, londyńskiej nawijki z modną, nowojorską produkcją. W przeszłości próbowała tego John Glacier – z ogromnym sukcesem zresztą.
DJ Bone – DJ Bone XXXV: The End of Never, FURTHER RECORDS
Przekrojowa epopeja esencji brzmienia z Detroit wyprodukowana przez jednego z najzdolniejszych didżejów z Motor City. Więcej w recenzji Pawła Gzyla.
TAMTEN – Wschodnia Fala, The Very Polish Cut Outs
Bardzo ważna płyta w katalogu polskich wycinanek. Nie dość, iż genialna muzycznie to jeszcze odnosząca się do tak wielu inspiracji stojących nie tylko za filozofią wytwórni, ale i również za warsztatem Brzeźnego. Mam nadzieję, iż album już stał się katapultą do dalszych, międzynarodowych podbojów artysty.
Hieroglyphic Being – The Sound of Something, Mathematics Recordings
Kosmiczny be-bop od niezmiernie płodnego artysty z Chicago – wystarczy przejrzeć jego Bandcampa. Tak samo jak w przypadku Legowelta jestem szalenie nieobiektywny.
Ultramarine – Routine, Blackford Hill
Nigdy nie wydana kolekcja nagrań i improwizacji londyńskiego duetu odzyskana z taśm nagrywanych w latach 96 i 97. Artefakt przypominający, czym była eksperymentalna muzyka taneczna trzy dekady temu.
Low Jack – Lacrimosa, Stroom
Szalenie ambitne i naładowane licznymi odniesieniami dzieło francuskiego artysty, który znany jest raczej z mniej intelektualnych produkcji. Album ma strukturę tradycyjnego Requiem, a osiem utworów imituje cykl słoneczny dnia – Noctu i Solis. Dantejska podróż do wnętrza własnej żałoby.
Rafael Toral – Traveling Light, Drag City Inc.
Oczyszczające, jazzowe plumkanie spod gryfu gitary portugalskiego artysty. Muzyczny podkład do powrotu z afterów i zasypiania w taksówce.
Michaela Meliàn – music for a while, a-musik
Dark ambient pop od artystki wizualnej, tym razem niezwiązany z żadną wystawą, ani fizycznym dziełem. Niektóre utwory mogłyby ilustrować perypetie bohaterów dziwacznego serialu „Carnivàle”.
vBrett Naucke – Ground Fault Matinee, Gateway Gardenia
Bitwy syntezatorowe artysty zafascynowanego Schnitzlerem i Subotnikiem. Tytuły utworów zdradzają, które maszynki były użyte podczas tworzenia kawałków. Rzecz dla fanów analogowej elektroniki.
lausse the cat – The Mocking Stars, Velvet Blue
Najbardziej wyluzowana płyta w zestawieniu. Soundtrack dla modnych restauracji serwujących „talerzyki”, ale bez bufonady.
Mick Harris – CULVERT DUB SESSIONS VOLUME FOUR, L.I.E.S.
Grindcore meets dub. Tak mogłaby ostrzegać naklejka na płycie artysty. Były perkusista Napalm Death znęca się nad wszelakimi basowymi formami dźwiękowymi w iście metalowym stylu.
Kettel – Dubio, Aquatic Ape
Soundtrack do gry zręcznościowej o tym samym tytule. Tym razem IDM-owy perfekcjonista postanowił porzucić precyzyjnie skalibrowane utwory na rzecz rozwojowych improwizacji.
FearDorian – Leaving Home, FearDorian
Jakby mi ktoś dekadę temu powiedział podczas luźnej rozmowy (o muzycznych trendach przyszłości), iż hiphopowcy będą samplować Cocteau Twins i Boards of Canada – przepędziłbym na cztery wiatry. Młody raper z Atlanty czerpie garściami z szeroko-pojętej alternatywy z bardzo odświeżającym skutkiem.
Kista – Diggin in Outer Space, Soundweight Records
Kevin Foakes, czyli muzyk stojący w tej chwili za franczyzą DJ Food polecił ten krążek w swoim miesięczniku propagującym kupowanie fizycznych nośników. Ja takie rekomendacje bardzo szanuję i doceniam więc podaję dalej ten bujający beat tape, niech się niesie.
Melvin Gibbs – Amasia: Anamibia Sessions 2, Hausu Mountain
Jedna z tych płyt, po wysłuchaniu której zastanawiacie się, dlaczego nie wkręciliście się wcześniej w psychodeliczny jazz. Srogie odloty byłego basisty nowojorskiej grupy funkowej – Defunkt. Jakby zabrać Squarepusherowi elektroniczne zabawki – mógłby pójść w podobne klimaty.














