Nigdy bym nie przypuszczała, iż przyjdzie taki dzień, kiedy razem z rodzicami i bratem będziemy musieli dzielić się majątkiem i iż całość zacznie przypominać awanturę, w której każdy podnosi głos i próbuje coś sobie udowodnić. Mam już swoje lata, bo dwadzieścia, i chciałabym być niezależna, ale mój brat, Szymon, ma dopiero czternaście. Po co mu teraz mieszkanie? Przecież choćby nie skończył jeszcze podstawówki, jest przecież jeszcze dzieckiem, jak to mówi moja mama młody, zielony, ledwie od ziemi odrasta.
Moi rodzice też tak uważają dla nich jest dzieckiem, ale przecież ja też byłam. Tylko iż ja, będąc na studiach, już pracuję i mieszkam w mieszkaniu po dziadku, które tata odziedziczył. Tata zaproponował mi, żebym się tam wprowadziła, kiedy powiedziałam mu, iż chcę na swoim i iż jestem gotowa wynająć coś własnego.
To był naprawdę wielki gest ze strony rodziców na początku bardzo się ucieszyłam, więc zaczęłam stopniowo remontować mieszkanie z cichą nadzieją, iż kiedyś stanie się moją własnością. Kłótnie i podziały zaczęły się dopiero, kiedy o coś pokłóciłam się z tatą. Nie pamiętam dokładnie, o co poszło, ale strasznie go zabolało, kiedy powiedziałam, iż sama sobie poradzę.
Potem zorganizowano rodzinną naradę i rodzice oznajmili mi, iż skoro jestem taka samodzielna i dojrzała, muszę się wyprowadzić z mieszkania, bo oni je wynajmą. Przekazali mi też, iż nie jest ono tylko moje nie powinnam planować, bo na to mieszkanie liczy też Szymon.
Nie widziałam sensu w pytaniu, gdzie leży problem przecież mogłabym dostać to mieszkanie, a Szymon to, w którym w tej chwili mieszkają rodzice. Tymczasem rodzice wpadli na genialny plan: są skłonni sprzedać oba mieszkania, by podzielić się złotówkami pomiędzy mnie a Szymona, byśmy mogli kupić sobie po nowym.
Jestem temu zupełnie przeciwna. Po co się stresować, płacić prowizje agencji, podatki, załatwiać formalności i przerejestrowania, skoro są dwa mieszkania, które spokojnie nadają się do życia?
Najbardziej jednak dziwi mnie to, iż rodzice są gotowi wyrzucić mnie z domu tylko za to, iż pokazałam trochę samodzielności.
Może jeszcze im przejdzie i ochłoną, może się pogodzimy, ale na razie nie czuję się gotowa wyciągać ręki na zgodę jako pierwsza. Uważam, iż ich postawa jest zupełnie na opak, a Szymon im przyklaskuje, bo jest wciąż młody i nie rozumie wszystkiego. Rodzice jakby próbowali nas postawić przeciwko sobie, tak żeby w przyszłości, kiedy ich zabraknie, doszło do sporu i ostatecznie wszystko przeszło na nich.













