
Tytułowa Pani Dong (Dong Furen, 1968, reż. Shushuen Tang) razem z córką i teściową wiedzie spokojny żywot w jednej z wiosek w Chinach. Jest wdową, a za jej niezachwianą postawę moralną (między innymi za oddanie zmarłemu mężowi) ma otrzymać wyróżnienie od cesarza. Napady bandytów na wioskę powodują, iż okolicy bronić musi wojsko. W wyniku nieporozumienia w domu pani Dong (Lisa Lu) zakwaterowany zostaje kapitan oddziału (Roy Chiao). Przybycie mężczyzny wywraca do góry nogami życie kobiet. Córka momentalnie zakochuje się w przybyszu, ale to nie wszystko - bo i u pani Dong budzą się dawno zapomniane uczucia.

Od tego momentu zaczynamy obserwować niemy koszmar głównej bohaterki. Zakleszczona między naturą (romantycznymi uczuciami, pożądaniem) a kulturą (tradycją, oczekiwaniami najbliższego otoczenia oraz - szerzej - społeczeństwa) i obowiązkiem (matki i wdowy) pani Dong musi zadecydować, co będzie dla niej najlepsze. Ale czy na pewno ta decyzja należy do niej? Pani Dong krzyczy w ciszy, przytłumiona konwenansami i normami społecznymi skutecznie blokującymi jej rewolucyjne odruchy. Reżyserka zadaje niewygodne - w kontekście tego, kim jest bohaterka (szanowana wdowa i kochająca, pragnąca tego, co najlepsze dla córki, matka) - pytanie, czy warto poświęcać osobiste szczęście dla drugiego człowieka?

Na pierwszy rzut oka Pani Dong to prosta historia miłosna, jednak w obiektywie reżyserki urasta do rozmiarów poważnego dramatu psychologicznego. Większość emocji rysuje się na twarzach bohaterów. Szczególnie wyraźnie widać to u Lisy Lu, grającej postać tytułowej pani Dong. Każdy ruch, gest, a przede wszystkim spojrzenie w doskonały sposób oddają stany emocjonalne bohaterki. Aby wzmocnić ten efekt, Shushuen Tang często stosuje półzbliżenia i zbliżenia, szczególnie na twarze bohaterów.

Pomimo ślamazarnie toczącej się akcji, w przeważającej części film trzyma tempo (finał zdaje się być nieco nadmiernie rozwleczony), właśnie dzięki dobrze rozpisanej psychologii postaci. Również zastosowana czerń i biel ma za zadanie kontrastować z niejednoznacznością sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie filmu. interesująca wydaje się być również symbolika zaklęta w elementach przyrody, gdzie - przykładowo - wzburzona rzeka oddaje kotłowanie się uczuć w bohaterach.

Gdyby Lew Tołstoj miał możliwość (i chciał) robić filmy, spod jego ręki mógłby wyjść taki właśnie obraz jak Pani Dong. Wirtuozeria słowna pisarza zastąpiona została środkami formalnymi kina. Tak jak Tołstoj dzięki słów oddawał stany psychologiczne bohaterów, tak Shushuen Tang, do zobrazowania tego samego, odwołuje się do języka filmu. Pozornie prosta opowieść o nieszczęśliwej miłości obleczona została w szaty poważnego dramatu o tematyce niemal egzystencjalnej. Wzniosłe kino.

















