Po powierzchni

filmweb.pl 6 godzin temu
Zdjęcie: plakat


Od urodzenia wiatr w oczy. Calvin Penney (Josh Hartnett) już jako nastolatek doświadczył przesiedlenia: w jego trakcie w dziwnych okolicznościach stracił ojca. Czterdzieści lat później nad głównym bohaterem, wdowcem z trójką dorosłych dzieci, znowu pada cień przymusowej przeprowadzki. Rodzina Penneyów to od pokoleń rybacy, ale w obliczu kolejnych zakazów połowów, zamiast ryb wyciągają z wody lodowe bryły dla lokalnego producenta wódki. Calvin z trudem wiąże koniec z końcem, a do robienia dobrej miny do złej gry mógł już po prostu przywyknąć.

Nikt nie mówił, iż życie na nowofundlandzkich klifach będzie proste, ale też mało kto podejrzewał, iż będzie coraz ciężej. Kolejnym dopustem będzie pojawienie się ogromnej morskiej bestii, która sieje spustoszenie na całym wybrzeżu, wśród ludzi i zwierząt. Gdzieś w tytułowych głębinach jest dno, od którego Calvin będzie mógł się wreszcie odbić: dla dobra własnego i całej lokalnej społeczności.

Charlie Heaton
  • Netflix


Twórcy serialu otwierają szereg wątków, problemów do rozwiązania bądź okoliczności do zaakceptowania. W skali mikro dostajemy trudy życia w coraz cięższej ekonomicznie sytuacji oraz rodzinne napięcia i przepychanki. Nadopiekuńczość Calvina prowadzi do licznych kłótni z najmłodszym synem, Wade’em (Charlie Heaton). Najstarszy, Jay (Rohan Campbell), pracujący na platformie wiertniczej, popada w poważne długi. Córka Calvina, Mary (Ruby Stokes), wyjechała na studia i widzi swoją przyszłość w wielkim mieście u boku narzeczonego. Rodzina na swoim? Już niedługo.

Do tego dochodzi skala makro: podstępna globalna korporacja, tajemnicza epidemia oraz szokujące skutki klimatycznego ocieplenia (i jeszcze więcej!). Wielkie i małe tematy z osobna zasługują na wielość perspektyw i socjologiczną głębię, ale przy takiej kumulacji każdy zostaje potraktowany skrótowo. Twórcy jedynie sygnalizują, iż "coś złego się dzieje". Rodzinna autoterapia nigdy nie będzie tematem nieaktualnym czy dramaturgiczne wyeksploatowanym, ale w "W głębinach" tylko relacja Calvina z Wade’em niesie ze sobą jakikolwiek ciężar. Z jednej strony zaniepokojony ojciec, wierzący, iż stawianie barier to dbanie o bezpieczeństwo. Z drugiej – syn marzący o większej samodzielności i udowodnieniu swojej wartości. To zgrana klisza, ale jakoś emocjonalnie spina sześcioodcinkowy serial Netfliksa.

Kaleb Horn, Ruby Stokes
  • Netflix

Twórcy niestety nie mieli tyle scenariuszowej cierpliwości do Jaya i szantażujących go wierzycieli. Niby przebiją opony w kołach, obiją mordę, będą groźni i nieprzyjemni – ale pozostaną fabularnie przeźroczyści. Z podobną powierzchownością potraktowana jest Mary i jej ukochany Noah (Kaleb Horn). Ona czuje coś do niego, on czuje coś do niej, oświadczyny wiszą w powietrzu – opowieść na miarę sitcomowego epizodu. To nie jedyne drugoplanowe wątki, które tylko wypełniają ekranowy cza – część z nich kończy się zresztą kuriozalnie. Rodzi się wrażenie, jakby twórcy od samego początku nie wiedzieli, jaką dokładnie funkcję mają one odegrać. A może za późno zorientowali się, iż nie prowadzą donikąd.

Calvin ma również niewyjaśnione sprawy ze swoją starszą siostrą, Ruth (Willow Kean), bosmanką, która cieszy się autorytetem wśród mieszkańców. Różni ich stosunek do zbliżającego się nieuchronnie przesiedlenia, ale ich relacja jest boleśnie niedopowiedziana i w efekcie nieczytelna. Wywołuje prędzej obojętność niż wzruszenie. Na papierze mamy tu pięcioosobową rodzinę, ale przed kamerą: dwóch bohaterów i trójkę statystów.

Josh Hartnett
  • Netflix

Szkoda, bo otwarcie "W głębinach" potrafi zainteresować. Kojarzy się wręcz z kinem katastroficznym: intrygujące zmiany klimatyczne, ciepłolubne gatunki zwierząt niespodziewanie odwiedzające chłodną Nową Fundlandię, gigantyczna góra lodowa wpływająca do okolicznej zatoki. "Taka sama zatopiła Titanika" mówi jeden z obserwatorów. Do tego dochodzi klimatyczna, biedna portowa mieścina i ludzie, beznadziejne ofiary bezwzględnej polityki. I jeszcze fantastyczny ton, który wprowadza obdarzony groźnymi mackami potwór, portretowany momentami jak rekin ze "Szczęk". Jego tożsamość będziemy poznawać nie tylko oczami przerażonych ofiar, ale także naukowców, zafascynowanych jego obecnością. Pojawia się pytanie: czy to prehistoryczny drapieżnik czy przybysz z kosmosu? Koniec końców to przede wszystkim marketingowa przynęta. Skuteczna, ale nie sycąca.
Idź do oryginalnego materiału