Piękne, dostojne elfy, tajemnicze i groźne wampiry, silne oraz dzikie centaury. Jednym słowem absolutna klasyka świata fantasy. Nowa powieść Macieja Kura Płomyk, który zgasił świecę pełna jest motywów doskonale znanych fanom gatunku, jednak autor podchodzi do nich w sposób nowoczesny i humorystyczny. Dzięki temu całość zyskuje lekkość oraz przyjemny, przygodowy ton.
Tytuł tej recenzji może kojarzyć się z książką dla dzieci i właśnie takie skojarzenie było moim celem. Pasuje on idealnie do luźnego klimatu, którym przesycona jest cała historia. Nie oznacza to jednak, iż dojrzalszy czytelnik nie znajdzie tu nic dla siebie. Wręcz przeciwnie, pod prostą formą kryje się kilka zaskakująco uniwersalnych tematów.
Książka opowiada historię elfa imieniem Płomyk, skromnego skryby żyjącego w jednym z najpiękniejszych i najbogatszych elfich miast. Jego codzienność nie należy jednak do łatwych. Cierpi on na karłowatość oraz jąkanie, a elfy z natury są bardzo wyczulone na punkcie estetyki. Wszystko, co choć odrobinę odbiega od ich kanonów piękna, spotyka się z niechęcią. Nic więc dziwnego, iż bohater regularnie doświadcza szykan i pogardy ze strony otoczenia.
Zobacz również: Moon: panda i ja – recenzja filmu. Dbajcie o pandy!
Materiały promocyjne SQNPrzełomem okazuje się przypadkowe spotkanie z energiczną i przebojową elfką. To właśnie ono staje się zapalnikiem, który popycha Płomyka do spakowania się i wyruszenia w drogę. A jak wiadomo, przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. W tym przypadku to jednak nasz bohater zostaje zwerbowany i wraz z Sali oraz jej chłopakiem Maksem, wyrusza na poszukiwanie legendarnego artefaktu Świecy Narodzin.
Relacje między bohaterami zostały napisane lekko i naturalnie, ale nie brakuje im głębi. W grupie pojawiają się zgrzyty, różnice zdań oraz poważniejsze konflikty. Dzięki temu postacie wydają się bardziej ludzkie, a czytelnikowi łatwiej się z nimi utożsamić. To jeden z wyraźniejszych atutów książki.
Spośród postaci drugoplanowych wyróżnia się wampirzyca krocząca własnymi ścieżkami. Jej intencje trudno jednoznacznie odczytać. Z jednej strony idealnie wpisuje się w klasyczny archetyp wampira, z drugiej pokazuje empatyczną, cieplejszą stronę. Choć często wchodzi w drogę bohaterom, nie jest typową antagonistką, ale postacią realizującą własne cele.
Główną przeciwniczką historii jest elfka Elizja. To uosobienie najgorszych cech swojej rasy, takich jak próżność, zarozumiałość i przekonanie o własnej wyjątkowości. Niestety jest to postać dość jednowymiarowa. Jej motywacje oraz charakter wypadają płytko, co może rozczarować czytelników liczących na bardziej złożonego antagonistę. Z drugiej strony Elizja została napisana tak, by jej nie lubić, i pod tym względem spełnia swoją rolę bezbłędnie.
Zobacz również: The Mighty Nein – recenzja 1. sezonu. Dysfunkcyjne piękno
Materiały promocyjne SQNNie wszystkie elementy książki trafiły jednak w mój gust. Humor oparty na sytuacjach oraz dialogach osadzonych w świecie przedstawionym wypada zwykle bardzo dobrze. Gorzej prezentują się bezpośrednie odniesienia do popkultury i realnego świata. Są one często zbyt dosłowne i nie mają sensu w obrębie samej opowieści. Mroczne elfy obrażające się, gdy zostaną nazwane „Środą”, będą fajną ciekawostką dla fanów serialu Netflixa. Jednak to nie wnosi nic do historii i nie jest istotne dla fabuły. A to tylko jeden z przykładów. Takie żarty mogą bawić część czytelników, jednak dla mnie zbyt często wybijały z immersji.
To, co Płomyk, który zgasił świecę robi naprawdę dobrze, to przedstawienie bohaterów zmagających się z różnymi dysfunkcjami. Przypadłość Płomyka nie jest tu jedynie dodatkiem, ale integralną częścią jego charakteru. Ma realny wpływ na to, jak postrzega świat i jak świat reaguje na niego. Autor pokazuje zarówno akceptację, jak i pogardę, z jakimi spotyka się bohater.
Pozwolę sobie na krótką prywatę. Jako osoba zmagająca się z własnymi schorzeniami wielokrotnie odnajdywałem w Płomyku odbicie swoich emocji oraz przemyśleń. Tak właśnie powinna wyglądać dobra reprezentacja w popkulturze. To pełnokrwista postać, której problemy są częścią historii, a nie jedyną cechą definiującą bohatera.
Zobacz również: Popkulturowy przegląd miesiąca – najciekawsze premiery lutego
Podsumowując, Sali Półtoraucha. Płomyk, który zgasił świecę to solidna i przyjemna opowieść fantasy. Mimo kilku niedociągnięć, w dużej mierze wynikających z osobistych preferencji, książka oferuje prostą, ale wciągającą fabułę, charakterystyczne postacie oraz uniwersalne przesłanie. To dobra propozycja zarówno dla młodszych czytelników, jak i dorosłych szukających lekkiej, ale niebanalnej przygody.

Autor: Maciej Kur
Okładka: Paweł Szczepanik
Wydawca: SQN
Premiera: 8 kwietnia 2026
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Stron: 544
Cena katalogowa: 54,99 zł
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem SQN. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (SQN)




