"Pionek" to kontynuacja "Ślebody" z akcją na Śląsku. Sprawdzamy, czy warto oglądać – recenzja serialu

serialowa.pl 1 godzina temu

Czy zamieniając Podhale na Śląsk wciąż możemy liczyć na wciągającą kryminalną historię? „Pionek”, czyli kontynuacja „Ślebody”, zabiera nas do Katowic i okolic, nad którymi rozciąga się cień seryjnego mordercy.

„Pionek” to 2. sezon serialu „Śleboda„– pierwszej w pełni oryginalnej polskiej produkcji SkyShowtime (pamiętajmy, iż „Warszawianka” została odkupiona od HBO). Oparta na drugiej części cyklu etnokryminałów Małgorzaty i Michała Kuźmińskich historia zabiera nas tym razem na Śląsk, gdzie Anka Serafin (Maria Dębska) i Bastian Strzygoń (Maciej Musiał) znów znajdą się w samym środku kryminalnej intrygi, która ponownie zostanie podlana lokalną specyfiką. Jak wypadła ta produkcja? Miałem okazję obejrzeć całość przedpremierowo i mogę przyznać już na starcie – jestem szalenie zawiedziony.

Pionek – o czym jest polski kryminał SkyShowtime?

Po traumatycznych wydarzeniach ze „Ślebody”, które w „Pionku” nie zostają wspomniane ani słowem (chodzi o to, by serial mogły oglądać także te osoby, które po „Ślebodę” nie sięgnęły), Anka staje przed ogromną życiową szansą i ma wyjechać na stypendium do Edynburga. Kończy się jednak na planach, bo będący dziekanem na jej wydziale ojciec w ramach walki z nepotyzmem postanawia wysłać do Szkocji innego naukowca. Zamiast na Wyspach Anka ląduje więc w Katowicach, gdzie ma wykładać na miejscowej politechnice. Na miejscu pojawia się w najmniej (a może najbardziej?) odpowiednim czasie – akurat zamordowana została jedna ze studentek, a sposób, w jaki dokonano zbrodni, bardzo przypomina morderstwa, jakich wiele lat wcześniej dopuścił się skazany na 25 lat więzienia Norman Pionek (Łukasz Simlat, „Furioza”).

„Pionek” (Fot. Bartosz Mrozowski/SkyShowtime)

Czyżby zatem na Śląsku pojawił się jego naśladowca? A może tak naprawdę Pionek został przed laty skazany niesłusznie i odpowiada za nieswoje czyny? Hipotez będzie oczywiście wiele, a Anka trochę wbrew własnej woli znów zaangażuje się w całą sprawę. Pomoże jej w tym Bastian, który w ślad za nią i w poszukiwaniu kolejnego wielkiego tematu uda się na Śląsk. Tych dwoje bohaterów, którzy pozostają dla siebie najlepszymi przyjaciółmi, choć chyba nie chcą tego przyznawać, wplącze się znów w skomplikowaną historię, w której znów nic nie będzie czarno-białe.

Po obejrzeniu całego sezonu „Ślebody” – mimo mojego początkowo pozytywnego stosunku do tego serialu – miałem ogromny niedosyt i wrażenie niewykorzystanego potencjału całej historii i jej miejsca akcji. Tutaj jest podobnie, tyle iż to wrażenie zostało jeszcze spotęgowane. Na przestrzeni sześciu odcinków przez ekran przewija się całkiem sporo wątków i postaci, ale nic i nikt z nich nie zostanie z nami na dłużej. Przez niemal cały seans towarzyszyło mi pytanie o to, jaką tak naprawdę historię chcą opowiedzieć jej twórcy. Powracające jako scenarzystki Katarzyna Golenia i Karolina Frankowska oraz reżyserzy Michał Gazda i Bartosz Blaschke próbują momentami złapać zbyt wiele srok za ogon, przez co widzowi może towarzyszyć słuszne wrażenie, iż przy każdym z wątków ledwo ślizgamy się po powierzchni.

Pionek – serial nie wykorzystuje potencjału Śląska

Dużym problemem „Pionka” jest zbyt mała obecność… samego Pionka. Tytułowy bohater na ekranie pojawia się zdecydowanie za rzadko, a widzowie nie mają okazji dobrze poznać jego osobistej historii, która w tym wypadku jest przecież szalenie ważna. Wrażenia nie robią także wizyty Anki i Bastiana u człowieka, który przecież jest seryjnym mordercą. Nie liczyłem na polskie „Milczenie owiec” i powtórkę ze spotkań Clarice Starling z Hannibalem Lecterem, ale te spotkania z mordercą w „Pionku” nie przynoszą niestety żadnych większych emocji. Choć Łukasz Simlat naprawdę dobrze kreuje swoją postać, to za mało w niej głębi, która powinna zostać nadana jej na poziomie scenariusza.

„Pionek” (Fot. Bartosz Mrozowski/SkyShowtime)

Wielkiego wrażenia nie robi także Śląsk, który – przynajmniej w teorii – powinien być jednym z bohaterów całej historii, dokładnie tak, jak było nim Podhale w „Ślebodzie”. Mam wrażenie, iż twórcom nie do końca udało się pokazać, jak skomplikowane i różnorodne jest to miejsce. Jest więc tutaj po prostu tak, jak w wielu innych polskich kryminałach – szaro i smutno. Hałdy, kopalnie i majaczący gdzieś w tle raz na jakiś czas katowicki Spodek – nie ma w tym niestety ani krzty oryginalności i gdyby nie śląski język, którym posługuje się część bohaterów, to równie dobrze mogłoby to być jakiekolwiek inne miejsce w Polsce i nie zauważylibyśmy wielkiej różnicy.

Jak na to, iż całą historię trzeba było zamknąć w sześciu odcinkach, twórcy zbyt wiele uwagi poświęcili wątkom romantycznym, a za mało całej kryminalnej zagadce, która często schodzi na drugi plan, by ustąpić miejsca nietypowej relacji Anki i jej studenta Gerarda (Mateusz Rozwadowski, „Profilerka”) – kolejnej po Pionku zmarnowanej postaci, której mrok i skomplikowanie są tu bardzo umowne. Poza tym, iż Gerard lubi motocykle i ostry, wręcz brutalny seks, nie wiemy o nim zbyt wiele. Lepiej jest już z Karoliną (Paulina Gałązka, „The Office PL”) – córką jednej z ofiar Pionka, z którą relację, dość niespodziewanie dla samego siebie, zaczyna Bastian. Ta bohaterka wciąż nosi w sobie traumę z przeszłości i choćby nieźle odmalowano to, jak wpływa ona na jej codzienne życie.

Pionek – czy warto oglądać serial na SkyShowtime?

Serialowy „Pionek” od książkowego różni się znacznie, kilka wątków zostało zmienionych, ale nie zamierzam tych zmian krytykować, gdyż w żaden sposób nie wpływają one negatywnie na fabułę. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, iż wprowadzona do serialu komisarz Dagmara Kocur (Weronika Książkiewicz, „Klangor”), której bohaterka jest w książce mężczyzną, to jeden z najlepszych elementów tego sezonu

Podonie jest z towarzyszącym jej Karolem Soboniem (Piotr Rogucki, „Minuta Ciszy”) oraz mężem, którego gra Piotr Adamczyk („Klara”). Przez ekran przewija się jednak tabun postaci, które zostały absolutnie zmarnowane, a ich motywacje rzadko kiedy zostają dobrze uzasadnione. Zmarnowanie potencjału takich aktorów jak Zbigniew Zamachowski czy Andrzej Konopka to największa zbrodnia, z jaką mamy do czynienia w „Pionku”.

„Pionek” (Fot. Bartosz Mrozowski/SkyShowtime)

Zbyt wiele w tym wszystkim ogólników, zbyt wielu bohaterów, którzy przez większość sezonu jedynie gwałtownie przemykają przez ekran, więc gdy okazują się istotni dla całej intrygi, podchodzimy do tego bez żadnych emocji. I u Anki, i u Bastiana widać akurat rozwój, oboje czasem wędrują w kierunki, których byśmy się po nich nie spodziewali, ale poza nimi ekran wypełniają głównie postaci jakby wycięte z kartonu. Szkoda, bo już samo miejsce akcji – Śląsk, z którego pochodzą najgłośniejsi polscy seryjni mordercy – dawało nadzieję na to, iż dostaniemy naprawdę gęstą historię, tymczasem jakimś cudem twórcom udało się to wszystko rozwodnić. Ze skomplikowanej kryminalnej zagadki, naznaczonej przeszłością i śląską specyfiką, nie zostało niestety zbyt wiele, choć oryginalny materiał miał potencjał na świetną ekranizację.

Niestety, ale „Pionek” okazał się dla mnie sporym rozczarowaniem. Starałem się odłożyć na bok moją znajomość i sympatię do książki Kuźmińskich, którą uważam za najlepszą z całego cyklu. Jak już wspomniałem, nie chodzi choćby o zmiany względem książkowej fabuły, bo te są problemem najmniejszym czy wręcz żadnym. Większym kłopotem jest fakt, iż cała historia została bardzo spłaszczona i nie przynosi zbyt wielu momentów, w których potrafiłaby wzbudzić w widzu jakieś większe emocje. Zakończenie, okraszone dodatkowo tłumaczącym wszystko monologiem Macieja Mu… Bastian Strzygonia – tak gdybyście nie zdołali sami zrozumieć fabuły – absolutnie rozczarowuje. Zatem jeżeli jesteście fanami „Ślebody”, możecie po „Pionka” sięgnąć i ocenić sami, czy to serial dla was. Tych, którzy nie znają tamtej historii, ostrzegam, iż nie jest to najlepszy pomysł.

Pionek – odcinki w czwartki w serwisie SkyShowtime

Idź do oryginalnego materiału