Pilnie poszukiwany mąż

newsempire24.com 2 godzin temu

Pilnie potrzebny mąż

Mamusiu, ty musisz jak najszybciej znaleźć sobie męża! Bardzo, bardzo pilnie!

Aldona niemal upuściła filiżankę z kawą aż trochę rozlała ją na obrus. Odstawiła ją na stół, odchrząknęła i spojrzała uważnie na córkę.

Wytłumacz mi, o co chodzi poprosiła, starając się mówić spokojnie. Skąd taki pomysł?

Dziewczynka przestąpiła z nogi na nogę, spuściła wzrok i zaczęła wpatrywać się w wzór na dywanie. Kinga była wyraźnie zakłopotana, ale miała pewność, iż robi dobrze.

Wiesz dziś powiedziałam tacie, iż masz już kogoś westchnęła ciężko. Zaczął mnie zarzucać pytaniami! Cały czas się wypytuje, czy już sobie kogoś znalazłaś! Zawsze odpowiadałam, iż nie, a wtedy on zaczynał długą historię, jak bardzo się pomyliłaś, odchodząc od niego. Mówił, iż nie znasz się na życiu, skoro pozwoliłaś sobie utracić takiego wspaniałego faceta!

Spojrzała na mamę. W jej oczach widać było i żal, i zagubienie, a choćby lekką złość na ojca.

No i jeszcze cały czas powtarza, iż zrozumiesz swój błąd i wrócisz do niego. Że nikogo lepszego ode mnie nie znajdziesz No i wtedy się wkurzyłam. Powiedziałam, iż poznałaś już kogoś.

Aldona przeczesała włosy dłonią. W pamięci od razu odżyły znajome tony byłego męża ta udawana pewność siebie, zwyczaj zamieniania każdej rozmowy w monolog o własnej nieomylności.

Domyślam się, jakimi barwnymi słowami to komentuje powiedziała z lekką ironią. Do dziś nie może przeżyć, iż go zostawiłam, takiego idealnego. Czasem mam wrażenie, iż Paweł nakłania cię do odwiedzin w weekendy tylko po to, żeby opowiadać o własnych sukcesach. Chce leczyć swoje ego zamiast troszczyć się o ciebie.

Kinga westchnęła ciężko i opadła na kanapę, podciągając nogi pod siebie. Oparła się o poduszkę, machinalnie przesuwając ręką po miękkim materiale, jakby próbowała ułożyć w głowie myśli.

Tak też mi się wydaje powiedziała, spoglądając gdzieś w bok. Przez półtorej godziny muszę słuchać, jaki to on jest niesamowity. Reszta wizyty kompletnie się mną nie interesuje. choćby nie zapyta, jak mi idzie w szkole, czy czegoś nie potrzebuję…

Mówiła to takim tonem, jakby relacjonowała codzienną rutynę: pobudka, śniadanie, szkoła, zadania domowe. Dla Kingi to rzeczywiście stało się normą do tego stopnia, iż już nie wywoływało emocji.

Kinga spojrzała w sufit, wracając myślami do ostatniej rozmowy z ojcem. Jak zawsze zaczęło się od kolejnego osiągnięcia Pawła tym razem chwalił się przebiegłymi negocjacjami z partnerami z pracy. Potem płynnie przeszedł do przyszłości, zawodowych problemów, narzekania, jak to nikt go nie docenia. Półtorej godziny monologu choćby sobie zanotowała w myślach czas, by nie zapomnieć opowiedzieć o tym mamie.

Gdy próbowała powiedzieć o olimpiadzie matematycznej, tata tylko lekko pokiwał głową i natychmiast wrócił do swojej historii. No, brawo, ale w moim wieku to już, a potem znowu posypały się anegdoty o jego sukcesach.

Wzruszyła ramionami, odganiając wspomnienia. Od zawsze tak było. Paweł interesował się przede wszystkim sobą reszta rodziny była jakby gdzieś na obrzeżach jego świata, niby ważni, ale nie na tyle, by przeszkadzali jego najważniejszej sprawie: jemu samemu.

Każda rozmowa i tak kończyła się opowieścią o nim i jego problemach. jeżeli mama skarżyła się na zmęczenie, on lamentował, jak bardzo jest urobiony w robocie. Gdy Kinga chciała podzielić się czymś ze szkoły, tata przypominał sobie własną młodość oczywiście ciekawszą i ważniejszą. Czyjeś troski wydawały mu się tyle nieistotne, iż choćby ich nie zauważał.

Kinga nie mogła pojąć, jak mama wytrzymała z nim piętnaście lat. Był przecież całkowicie zapatrzony w siebie! Może tylko trzymała się z jego powodu, nie chcąc, by córka wychowała się bez ojca. Kiedy była mała, Kinga wierzyła, iż ojciec pewnego dnia się zmieni… Lata mijały, nic się nie zmieniało. Dopiero po rozwodzie dziewczyna odkryła, iż bez niego żyje się po prostu spokojniej nikt nie musi oddawać mu całego świata.

A powiedz mi szczerze, dlaczego mam na gwałt szukać męża? głos Aldony zabrzmiał ostrzej, niż zamierzała. No, powiedziałaś i tyle. Co z tego?

Wiesz, jak to powiedziałam tacie, cały się odmienił! Kinga skrzywiła się, przytulając poduszkę. Najpierw pobladł, potem się zaczerwienił, aż krzyczał tak, iż sąsiadka przybiegła. Trochę się choćby przestraszyłam.

Zamilkła na chwilę, przypominając sobie tamtą scenę. Ojciec z podniesionym głosem, zaciśniętymi w pięści rękami i nerwowym wzrokiem. Wyglądał, jakby miał za chwilę eksplodować.

Żądał, żebym powiedziała, kto to, żebym opisała cię dokładnie kontynuowała, bawiąc się frędzlą poduszki. Oczywiście odmówiłam. Powiedziałam, iż prosiłaś, bym zwłaszcza jemu nic nie mówiła. Nie zdziwię się, jeżeli zacznie zaraz wydzwaniać i robić ci wymówki.

Aldona powoli odwróciła się w stronę córki i spojrzała jej prosto w oczy. No pięknie się zapowiada dzień Już wiedziała, jaki poziom histerii gotuje Paweł. Świetny numer, nic dodać, nic ująć

Usiadła obok Kingi na kanapie i objęła ją. Teraz już nic nie poradzi. Słowa padły nie ma odwrotu.

Dlaczego to wymyśliłaś? zapytała cicho, kołysząc ją lekko w ramionach. Przecież żyłyśmy spokojnie. Teraz znowu będę musiała słuchać jego lamentów. Mam ochotę wyłączyć telefon.

Kinga wyswobodziła się łagodnie z objęć i usiadła prosto, patrząc mamie w oczy. W jej spojrzeniu było dziecinne przekonanie.

Bo jesteś cudowna! powiedziała pewnym głosem. Piękna, mądra, masz wielu przyjaciół, mężczyźni się tobą interesują! Myślisz, iż nie widzę? A tata cały czas mówi o tobie źle! Mam tego dosyć.

Aldona pogłaskała córkę po włosach, delikatnie przegarniając jasne pasma.

Rozumiem, kochanie, rozumiem powiedziała łagodnie. Szczerze mówiąc, myślałam, iż nie będziesz chciała, żebym wiązała się z kimś na poważnie. W końcu od rozwodu z twoim tatą minęło dopiero pół roku.

Powiedzenie tego nie przyszło jej łatwo. Coś w głębi duszy bała się, iż nowy związek córka odbierze jak zdradę, próbę zastąpienia ojca. Aldona wpatrywała się uważnie w twarz córki, czy czasem nie pojawi się choć cień niezadowolenia.

Co za bzdura! rzuciła Kinga w pełni przekonania tak dorosłego, iż Aldona nie mogła powstrzymać uśmiechu. Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa!

Skrzyżowała ręce na piersi i uśmiechając się, patrzyła na mamę. W tej chwili wyglądała zupełnie dojrzale jakby była gotowa bronić swojego zdania do końca.

Aldona długo patrzyła na córkę, czując, jak z jej serca uchodzi niepokój. Kinga mówiła z taką pewnością, iż nie było już miejsca na wątpliwości. Może rzeczywiście zbyt mocno grzebała się w przeszłości i bała się przyszłości?

Jesteś najwspanialsza, córeczko powiedziała cicho, ponownie ją obejmując. Dziękuję, iż się o mnie troszczysz.

Kinga przytuliła się jeszcze mocniej, wtulając się w bok mamy. Obie poczuły, iż ich mała rodzina, bez względu na wszystko, staje się z każdym dniem coraz silniejsza i szczęśliwsza

***************************

Aldona siedziała przy biurku w swoim krakowskim biurze, próbując skoncentrować się na raporcie. Litery rozmazywały się przed oczami, a w skroniach pulsował tępy, uporczywy ból. Masaż świąteczny przynosił tylko chwilową ulgę.

W końcu zdecydowała się poprosić koleżankę, by skoczyła po środek przeciwbólowy do apteki za rogiem. Gdy tabletki zaczęły działać, Aldona znów próbowała zabrać się za dokumenty na próżno. Głowa była jak z ołowiu, każdy odgłos stukot klawiatury, szum klimatyzatora, rozmowy w korytarzu odbijały się nieprzyjemnym echem.

W tej chwili do pokoju zajrzał ochroniarz.

Pani Aldono, jest ktoś do pani. Były mąż stanowczo chce się widzieć, schodzi pani czy mamy go wyprosić? zapytał, uchylając drzwi.

Aldona zastygła. Poczuła przypływ irytacji i zmęczenia. Westchnęła głęboko, starając się zachować twarz.

Zaraz zejdę. Przepraszam za kłopot odrzekła, podnosząc się z krzesła.

W duchu rzuciła siarczyste przekleństwo. Tego tylko brakowało. Dzień do bani, głowa pęka, a tu Paweł na dokładkę pojawia się znienacka w pracy. Nie mógł zadzwonić? Po co robić przedstawienie wśród obcych ludzi?

Powoli ruszyła do wyjścia, bo wszelki pośpiech tylko pogarszał ból głowy. Na korytarzu panował gwar: ktoś biegł na spotkanie, ktoś parzył kawę, inny szeptał przy tablicy z zadaniami. Aldona mijając ich, czuła, jak napięcie ściska jej barki.

W holu natychmiast zobaczyła Pawła. Chodził w tę i z powrotem koło recepcji, rozmawiając z ochroniarzami, gestykulując przy tym coraz agresywniej. Na twarzach pracowników budynku malowało się rosnące poirytowanie ledwie powstrzymywali się przed stanowczą reakcją.

Czego chcesz? zapytała bez wstępów. Głos jej był równy, ale w środku narastała furia. Po co ta szopka? Chcesz się uśmiechać do policjantów? To mogę zaraz to załatwić.

Paweł obrócił się na dźwięk jej głosu. Jego twarz była czerwona od emocji, w oczach tliła się niezdrowa iskra może zazdrości, może wściekłości.

Ty! krzyknął. Ty! Kinga mi powiedziała wszystko! Minęło pół roku od rozwodu, a ty masz już faceta?!

W jego głosie mieszały się niedowierzanie, żal i jasna zazdrość. Do ostatniej chwili wierzył, iż córka żartuje albo próbuje go podpuścić. Teraz, patrząc na opanowaną twarz Aldony, czuł, iż to jednak może być prawda.

Aldona lekko uniosła brwi, przekrzywiając głowę.

Mam ci być wierna do końca życia? odpowiedziała spokojnie. choćby po rozwodzie? Trochę za dużo sobie wyobrażasz, zwłaszcza iż w małżeństwie wierność nie była twoją mocną stroną.

Paweł na moment zamarł, opuszczając rękę. W jego oczach pojawiło się zagubienie nie spodziewał się tak stanowczej odpowiedzi.

Ludzie mijali ich, niektórzy rzucali interesujące spojrzenia. Paweł i Aldona, dla nich świat ograniczył się w tej chwili do kilku metrów holu wypełnionego dawnymi żalami i nową rzeczywistością, którą jemu trudno było zaakceptować.

Ty ty po prostu… zaczął, ale Aldona nie pozwoliła mu dokończyć.

Bez scen, proszę, Paweł powiedziała spokojnie, choć twardo. jeżeli chcesz porozmawiać, to zróbmy to gdzieś na osobności i bez tych wybuchów.

Scena? Ja ci zaraz zrobię scenę!

Paweł niemal krzyczał, jego głos niósł się echem po holu, z żyłami nabrzmiałymi na szyi i zaciśniętymi pięściami. Przestraszony, sam nie wiedział, co chce zrobić grozić, wyjść czy zostać.

Nie pozwolę, żeby moja córka mieszkała pod jednym dachem z obcym typem! wrzeszczał, nie zwracając uwagi na gapiów. Odbiorę ci Kingę! Nigdy więcej jej nie zobaczysz! Ty…

Jego słowa były histeryczne, a Aldona tylko lekko uniosła brew. Odbierze córkę? Chciałaby zobaczyć, jak to wychodzi w sądzie! Każdy polski sąd wie, gdzie dobro dziecka.

Wyrzuciłeś wszystko z siebie? odparła z lekkim sarkazmem. Cyrk w pełni.

Co tu się dzieje?

Paweł zamilkł, słysząc obcy głos. W progu stał mężczyzna w szykownym granatowym garniturze. Postawa lekko nonszalancka, twarz opanowana, oczy spokojne i czujne. Mimo iż nikogo nie znał, wszyscy ochroniarze natychmiast zesztywnieli musiał być kimś ważnym.

Nie wtrącaj się! wysyczał Paweł, rzucając biednemu mężczyźnie groźne spojrzenie. To nie twoja sprawa!

Człowiek ani drgnął. Powoli podszedł do nich, stając w takim miejscu, iż dokładnie widział całą scenę. Uśmiechnął się lekko, czym wyprowadził Pawła z równowagi.

Prywatna sprawa jest prywatna, jeżeli rozmawiasz z żoną w cztery oczy odparł wreszcie cicho. jeżeli urządzasz awanturę w miejscu publicznym, to dotyczy już i innych ludzi.

Aldona patrzyła w milczeniu, czując, jak napięcie sięga zenitu. Nie spodziewała się, iż Tomasz, prezes firmy, tak zdecydowanie się włączy ale z ulgą przyjęła, iż w końcu ktoś powstrzymuje Pawła.

Paweł zrobił krok naprzód, jakby zamierzał rzucić kolejną złośliwość, ale Tomasz nie ustąpił choćby na centymetr.

Kim pan adekwatnie jest? cedził przez zęby Paweł, próbując jakoś uratować resztki godności. Ładuje się pan w nieswoje sprawy!

Tomasz wykonał jeszcze kilka stanowczych kroków. Podszedł do Aldony, objął ją w talii i wyraźnie, na oczach wszystkich, postawił na swoim.

Kim jestem? powtórzył spokojnie, ale z lodowatą stanowczością w głosie. Kimś, kto sprawia, iż Aldona jest szczęśliwa. A krzyczenia na moją kobietę nie zamierzam puścić płazem. Sprawy policyjnej możesz tak łatwo nie zakończyć, a jeżeli zechcesz wykorzystać Kingę jako kartę przetargową Myślę, iż się rozumiemy.

Paweł zastygł. Jego twarz z pąsowej stawała się blada z przerażenia. Przerzucał wzrok z Tomasza na Aldonę, nie mogąc pojąć, iż stracił kontrolę nad sytuacją. W oczach miał porażkę, niepewność.

Stał tak jeszcze chwilę, z zaciśniętymi pięściami, jakby toczył wewnętrzną walkę. W końcu rzucił coś niezrozumiałego, gwałtownie się obrócił i szybkim krokiem opuścił budynek. Na pożegnanie parsknął przez ramię:

O alimentach zapomnij!

Wcale ich nie potrzebuję prychnęła Aldona, ledwie zniknął za drzwiami. Jej głos wreszcie nabrał lekkości i ulgi. Przynajmniej Kinga nie będzie już musiała do niego jeździć!

Dopiero wtedy zauważyła, iż mocna, pewna dłoń prezesa firmy wciąż spoczywa na jej talii. To proste, symboliczne dotknięcie zawstydziło ją na moment, więc lekko się wykręciła, starając się zrobić to nienachalnie i naturalnie.

Z drobną, nieco speszoną miną, obróciła się do swego niespodziewanego obrońcy:

Dziękuję ogromnie, panie Tomaszu. choćby pan nie wie, jak bardzo mi pan pomógł!

Brzmiała naprawdę szczerze czuła wdzięczność nie tylko za wsparcie, ale i za spokój, z jakim Tomasz wkroczył w sytuację.

Mężczyzna uśmiechnął się lekko, jego spojrzenie złagodniało.

A może pogadamy przy obiedzie? zaproponował, wyciągając zapraszająco rękę.

Aldona na moment zawahała się czy to nie za szybko, czy nie będzie to wyglądać zbyt swobodnie? Ale gwałtownie przepędziła te myśli. Tomasz był uprzejmy, szanował jej granice i po prostu chciała porozmawiać bez zamieszania i świadków.

I jeszcze frapowało ją, kim tak naprawdę jest co kryje się za tym spokojem i stanowczością.

Chętnie odpowiedziała, podając mu dłoń.

Jego uścisk był ciepły, pewny, a zarazem delikatny. Aldona poczuła, jak napięcie ulatuje, ustępując miejsca lekkiemu podnieceniu i ciekawości.

Później, przy kameralnym stoliku w niewielkiej krakowskiej restauracji, rozmowa potoczyła się lekko. Miękkie światło, nastrojowa muzyka i zapach świeżego pieczywa sprawiały, iż oboje czuli się swobodniej niż od dawna.

Stopniowo, prowadząc niezobowiązującą wymianę zdań, dowiedziała się, iż Tomasz od dawna czuł do niej coś więcej. Mówił o tym bez patosu, po prostu, jakby długo nosił to w środku.

Nie miałem odwagi podejść wcześniej przyznał, mieszając kawę. Zawsze byłaś taka wycofana po rozwodzie, nie chciałem naciskać ani się narzucać.

Aldona słuchała bez przerywania. W jego słowach nie było cienia wyższości wyłącznie szczerość i szacunek.

Dziś, kiedy zobaczyłem, jak ten człowiek na ciebie wrzeszczy zmarszczył się Tomasz. Po prostu nie mogłem zostać obojętny.

Aldona uśmiechnęła się lekko dopiero teraz adekwatnie zrozumiała, co czuła. Już wcześniej zauważała jego spojrzenia, ale nie podejrzewała ich o głębszy sens. Teraz była mu szczerze wdzięczna i choćby nie przeszkadzało jej, iż to on zrobił pierwszy krok.

*******************

Trzy miesiące po tamtej scenie Aldona i Tomasz byli już mężem i żoną. Wesele było przepiękne Tomasz spełniał wszystkie marzenia Aldony, dbał o każdy jej kaprys.

Kinga była naprawdę szczęśliwa z decyzji mamy. W dniu ślubu pomagała jej się przygotować, pilnowała, by wszystko było jak należy od fryzury po ostatni guzik przy sukni. Gdy młodzi wymieniali obrączki, Kinga szeroko się uśmiechnęła i mocno przytuliła oboje.

Tak się cieszę! wyszeptała z prawdziwą radością.

Już wcześniej uprzedziła Tomasza, iż nazywanie go tata jeszcze nie wchodzi w grę:

Lubię cię, Tomaszu powiedziała pewnego wieczoru, gdy zostali we trójkę. I cieszę się, iż mama nie jest sama. Ale tata jaki by nie był, to już mam swojego tatę.

Tomasz przyjął to bez najmniejszej urazy:

Rozumiem. I to jest zupełnie w porządku, Kinia. Najważniejsze, iż jesteśmy razem.

Paweł dostał zaproszenie na ślub raczej dla zasady, niż z nadzieją, iż się zjawi. Aldona długo się wahała, ale postanowiła niech wie, iż jej życie toczy się dalej, bez niego. Posłała mu tylko zaproszenie bez liściku, bez wyjaśnień.

Oczywiście, Paweł nie pojawił się. choćby przez moment nie zakładał takiej opcji. Samo zaproszenie wzbudziło w nim mieszankę złości i żalu. Zaczął wylewać swoją frustrację przez telefon do wspólnych znajomych.

Pierwszy telefon wykonał już nazajutrz po otrzymaniu kartki. Głos miał niby spokojny, ale zdradzało go napięcie.

Wyobrażasz sobie? Zaprosiła mnie na swój ślub! wygarnął, nie czekając na odpowiedź. Po tym wszystkim!

Znajomy jeszcze próbował dopytać, co adekwatnie tak go oburza, ale Paweł tylko wzruszał ramionami:

Jak ona mogła? Tak mnie upokorzyć!

Scenariusz powtarzał się przez kolejne dni. Dzwonił do ludzi, za każdym razem zaczynając od tego samego: Zaprosiła mnie na własny ślub! To skandal! Szukał poparcia, chciał usłyszeć: Masz rację, to okropne.

Tymczasem rozmówcy byli powściągliwi. Jeden tylko kiwnął głową ze współczuciem, inny rzucił ogólnik: Każdy układa sobie życie po swojemu, a ktoś inny po prostu milczał. Im częściej Paweł powtarzał swój monolog, tym bardziej czuł, iż to jednak nie bardzo przekonujące.

Wtedy zaczął twierdzić, iż Aldona pospieszyła się z małżeństwem:

Minęło tylko pół roku! Czy można w takim czasie kogoś naprawdę poznać? Ucieka przed przeszłością, to wszystko. Chce mnie z głowy wyrzucić, rozumiesz?

Innym razem zmieniał wersję:

choćby mi szansy nie dała! Gdybyśmy pogadali, mógłbym…

Sam nie wiedział, co adekwatnie. Odzyskać ją? Naprawić siebie? Zacząć od początku?

Wreszcie pretensje stawały się wręcz absurdalne:

Tyle dla niej zrobiłem, a ona choćby nie podziękowała. Po prostu odeszła. Zabrała mi córkę!

Te ‘zrzuty’ brzmiały coraz mniej sensownie. Znajomi wzruszali ramionami, czasem sami pytali:

A za co miałaby ci dziękować? Byliście małżeństwem, to przecież naturalne

Paweł milkł, czując narastającą irytację. Wiedział już, iż nie znajdzie zrozumienia, nikt nie obwini Aldony o egoizm czy lekkomyślność. Każdy uznał, iż ma prawo do szczęścia a PAWEŁA bolało to coraz bardziej.

W końcu zmęczony pustym narzekaniem, zaprzestał dzwonić. Został we własnym mieszkaniu, między rzeczami po Aldonie wsuwką, albumem na półce, sukienkami Kingi i docierało do niego: życie płynie dalej. Tylko on jakoś nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca.

Aldona, Tomasz i Kinga układali życie na nowo. Spokojne, pełne małych radości: wspólne kolacje, spacery po krakowskich Plantach, śmieszne kłótnie o wybór filmu wieczorem Po prostu: zwykłe, szczęśliwe życie, na które w końcu zasłużyli.

Idź do oryginalnego materiału