„W kraju nad Wisłą każdy mówi mi na ty, a moje nazwisko to czytany głośno szyld” – śpiewał Podsiadło na trzeciej, bestsellerowej płycie „Małomiasteczkowy” (nagrodzonej wtedy m.in. Paszportem POLITYKI). Ale i tak ten pierwszy stadion wydawał się gestem brawurowym. We wrześniu 2019 r., adekwatnie z miesiąca na miesiąc, artysta przeniósł się z lokalnych ośrodków kultury na PGE Narodowy, wcześniej zastrzeżony tylko dla największych zagranicznych gwiazd. Wystąpili we wspólnym koncercie z Taco Hemingwayem, chyba dla rozłożenia ryzyka. Po to, by razem wykonać „W piątki leżę w wannie”, ale też przetestować formułę, która miała namieszać w branży: dać show w dużej skali, wykorzystujący energię całego pokolenia krajowych gwiazd, które da się zaprosić na gościnne występy (wtedy m.in. Krzysztof Zalewski, Quebonafide czy Bedoes).
I wprawdzie Narodowy brzmiał trochę jak ta wanna albo raczej studnia, to przyszło 60 tys. osób. A ich wrażenia musiały być na tyle dobre, iż na kolejne trasy widownia wracała coraz tłumniej. Dotąd sam Dawid Podsiadło zagrał 18 stadionowych koncertów, a łącznie tych stadionów polscy artyści, którym przetarł szlak, sprzedali – z przerwą na pandemię – ponad 30.










