25 kwietnia 2024
Drogi pamiętniku,
Znowu stałem przed drzwiami restauracji przy ulicy Marszałkowskiej, patrząc co chwilę na zegarek i licząc sekundy, które miałem jeszcze wytrzymać. Wokół szeptały rozmowy moich kolegów i koleżanek ze szkolnej ławki tych, którzy kiedyś byli małymi chłopciskami i dziewczynkami, a dziś już dorośli durni i ciotki. Mimo tego zamieszania czekałem właśnie na Walerię. Moja pierwszą, najczystszą miłość.
Zabrzękł dzwonek przy drzwiach, a kiedy je otworzyłem, wszystkie szumy w pokoju zniknęły. Stała tam, jak promień słońca w szarej, zimowej Warszawie. Smukła, niezwykle piękna, z jasnymi falującymi warkoczami i niebieskimi, figlarnymi oczami, które kiedyś były jeszcze dziecinne, a z biegiem lat stały się jedynie piękniejsze.
Cześć, Lercia wymamrotałem, choć wewnątrz czułem się jakby czas cofnął się o lata.
Hej, Olek uśmiechnęła się, a w jej uśmiechu nie było nic poza czystą dobrocią i ciepłem.
Chwyciłem jej delikatne, długie palce, które wydawały się lodowate.
Cieszę się, iż cię widzę. Świetnie wyglądasz.
Dzięki, ja też cieszę się, iż cię widzę, odpowiedziała, lekko spuszczając spojrzenie, tak jak po naszym pierwszym pocałunku, trochę zawstydzona.
Nagle podbiegły do nas przyjaciółki Walerii, zawołujące ją i pozdrawiające. Resztę wieczoru spędziłem w rozmyślaniach, bo od pierwszego spojrzenia wpadłem w zaułek serca, w którym każdy chłopiec drapał ją za warkocze i popychał na podwórku, nie wiedząc, jak zwrócić na siebie uwagę. Pomagałem nosić jej tornister, pisałem kartki i wiersze. Na studniówce wymieniliśmy pierwszy pocałunek, po którym spacerowaliśmy po Warszawie, podziwiając wschód słońca nad Wisłą.
Nasze drogi jednak nie były bajką. Studenckie życie rozdzieliło nas nowe przyjaźnie, inne zainteresowania, nowe plany. Najpierw rozmawialiśmy przez telefon, potem rozmowy stały się rzadsze, aż w końcu zamilkły. Waleria wzięła ślub, ja poślubiłem inną. Mimo iż kochałem żonę, wciąż w sercu miałem miejsce dla Walerii pierwszej, czystej miłości, która była ciepła i przytulna niczym domowy koc w najzimniejsze dni.
Po kilku latach małżeństwa rozwiedliśmy się spokojnie, bez kłótni. Był to wzajemny wybór, za co byłem wdzięczny. Próby kolejnych związków nie przyniosły szczęścia. Co jakiś czas natrafiałem na zdjęcia Walerii w mediach społecznościowych i z nostalgią wspominałem nasze spacery po parku, po złotych alejach jesieni. Próbowaliśmy wyrzucić ją z myśli, ale bezskutecznie.
Kilka tygodni przed zjazdem absolwentów dowiedziałem się, iż Bogna, nasza szkolna koleżanka, również jest po rozwodzie. Byłem jakby na krawędzi, serce mi waliło jak młot. Czekałem na nią dzisiaj, chciałem porozmawiać. Wyszliśmy razem na przedsionek.
Bog zacząłem, a myśli wciąż szalały w głowie.
Wiem, iż to może brzmieć dziwnie, ale słuchaj mnie uważnie. Całe życie nosiłem w sobie uczucia do ciebie. To była pierwsza, najczystsza miłość. Próbowałem cię zapomnieć, ale nie udało się. Bałem się, iż cię zranimy, bo byłaś zamężna. Teraz, może spróbujemy. wyznałem, nie mogąc już dłużej milczeć.
Bogna trzymała się za naszyjnik, patrząc w dal jak w lustro.
Olek, twoje słowa są piękne i czuję ciepło, które może być naszą pierwszą czystą miłością. Ale myślę, iż lepiej zostawić to w spokoju, nie psując tego, co było. Niech pozostanie pięknym wspomnieniem. odpowiedziała, a w jej uśmiechu zobaczyłem smutek.
Czuję, iż mój świat wali się na łeb na szyję. Nie rozumiem, dlaczego muszę odrzucać to, co było najczystsze. Bogna odwróciła się, a łzy spłynęły po jej policzkach.
Z ciężkim sercem wróciłem do restauracji, wziąłem płaszcz i opuściłem budynek, nie żegnając się z nikim. Na zewnątrz zobaczyłem ją jeszcze płaczącą na przedsionku.
Po powrocie usunąłem wszystkie profile w mediach społecznościowych, zerwałem kontakt ze znajomymi ze szkoły i wypiłem za mocno. Złość i żal powoli ustępowały miejsca spokoju. Rok po roku, pracując nad projektem w pracy, odebrałem telefon. Dzwoniła Natalia, nasza koleżanka ze szkoły. Odrzuciłem połączenie, nie planując żadnych spotkań, ale wieczorem zauważyłem 28 nieodebranych połączeń. W głowie szumiało coś nieprzyjemnego.
Zadzwoniłem do Natalii, serce mi przyspieszyło.
Olek, na Boga, pomyślałam, iż nie odbierzesz. usłyszałem.
Natalia, co chcesz? Nie mam czasu w spotkania. odpowiedziałem.
Olek, Bogna nie żyje. padło to jak grom w letni dzień.
W ustach miałem suchy smak. Rozpadł się we mnie kawałek duszy.
Jak nie żyje? zapytałem.
Musimy się spotkać, muszę ci coś powiedzieć, ona prosiła, żebyś przyjechał teraz. rzekła.
Spotkaliśmy się w kawiarni. Natalia była przemocowana łzami, mimo obfitego makijażu.
Rok temu, na zjeździe absolwentów, kiedy odrzuciła cię i odszedłeś, znalazłam ją na przedsionku, płaczącą. Była w szoku. Kiedy w końcu ją uspokoiłam, dowiedziałam się, iż bardzo choruje. Lekarze dawali jej kilka miesięcy. Nie chciała, żebyś widział jej ból. Chciała, byś miał jedynie piękne wspomnienia o pierwszej, czystej miłości. Dlatego wtedy była taka ostra. Przeżyła rok, a pogrzeb jest jutro. Proszę, przyjdź. To było dla niej ważne. szepnęła, wycierając łzy.
Rano padał deszcz. Czekałem, aż wszyscy wyjdą, aby zostać sam na sam z Bogną.
Jak mogło tak się stać? Mogliśmy być szczęśliwi ten ostatni rok. Mogłem dać ci tyle miłości. Zawiodłem cię. Co mam teraz robić? Nie mogę żyć bez ciebie. wykrzyknąłem, łzy mieszając się z kroplami deszczu.
Olek, nie możesz umrzeć. zabrzmiało w mojej głowie.
Odwróciłem się i zobaczyłem przed sobą postać w białej sukni, tak delikatną jak porcelana, z niebieskimi, figlarnymi oczami i białymi lokami, które nie dotykał deszcz.
Olek, kochanie moje, szepnęła, a jej ręka przeszła przez moją policzkę. Chcę, żebyś przeżył długie, pełne życia lata. Spotkasz jeszcze kobietę, będziecie mieli dzieci i wnuki, będziesz podróżował i cieszył się każdym dniem. Nie zapomnę cię, bo przeznaczenie nas połączyło, choć nie wykorzystaliśmy tej szansy. Nie popełniaj samobójstwa, żyj i czekaj na naszą kolejną chwilę. jej słowa rozbrzmiały w moim wnętrzu.
Zamknąłem oczy, gdy otworzyłem je, nie było już jej.
Dobrze, kochana, będę czekał na nasze ponowne spotkanie, pomyślałem.
Kilka lat później poślubiłem, miałem troje dzieci i siedmiu wnuków. Podróżowałem po świecie, cieszyłem się życiem, a kiedy nadszedł mój moment, cała rodzina zgromadziła się przy mnie. Spojrzałem na nich i z uśmiechem powiedziałem:
Odchodzę do mojej pierwszej i najczystszej miłości, w końcu będę szczęśliwy.
Wziąłem ostatni oddech i odszedłem. Na twarzy pozostał spokojny, ciepły uśmiech.










