Od dziś w serwisie HBO Max możecie oglądać nowy polski serial oryginalny, czyli „Piekło kobiet”. Jak przedstawia się ta intrygująca mieszanka kryminału i dramatu obyczajowego? Sprawdzamy.
Nietrudno zauważyć, iż od pewnego czasu serialowa ramówka polskiego oddziału HBO Max nabiera społecznego zacięcia. Na początku tej wyjątkowo mroźnej zimy (z lepszym lub gorszym skutkiem) dowodziło temu „Niebo„, tymczasem od dziś kultowa marka zabiera nas prosto do „Piekła kobiet„. Hasło, które głośno wybrzmiało na ustach rodaków przed pięcioma laty, budzi jednoznaczne skojarzenia, niemniej sentencja zakorzeniła się w rodzimej przestrzeni publicznej jeszcze w latach 30. To właśnie tam zabiera nas serial HBO. Zacznijmy jednak od krótkiej lekcji historii.
Polska, 2026 rok – w ciągu pierwszych czterech tygodni zamknięto 18 porodówek, a łącznie zagrożonych jest ponad 100 oddziałów. Polska, 1931 rok – w Warszawie przy ul. Leszno 53 dr Tadeusz Boy-Żeleński otwiera pierwszą w kraju poradnię świadomego macierzyństwa. Jakieś dwanaście miesięcy wcześniej wydaje on zbiór felietonów pt. „Piekło kobiet”, w którym krytykuje prawo aborcyjne definiujące przerywanie ciąży za przestępcze. 90 lat później polskie prawo po dekadach tzw. kompromisu aborcyjnego nakłada na lekarzy odpowiedzialność karną za wykonanie zabiegu.
Piekło kobiet – o czym jest polski serial kryminalny HBO?
O wszystkich tych analogiach nie wiedzą jednak postaci z nowego polskiego serialu HBO. Mało tego, główną bohaterkę, redaktorkę Helenę Wróblewską (Agata Turkot, „Dom dobry”), nie bardzo obchodzi rosnące w zastraszającym tempie brutalne podziemie aborcyjne, które już w pierwszej scenie wybija widzów z rzekomej sielanki polskiego międzywojnia. Jako dobrze usytuowana kobieta z klasą Helena prowadzi z mężem (Mateusz Damięcki, „Prosta sprawa”) poczytne pismo matrymonialne, które w obecnych czasach nazwalibyśmy Tinderem.
„Piekło kobiet” (Fot. HBO)Życie protagonistki zaczyna komplikować się w momencie, gdy po nielegalnym zabiegu usunięcia ciąży umiera jedna z jej klientek. Po kobiecie zostaje zagadkowy list pozostawiony w redakcji oraz tajemnica gwałtu, którego dokonał na niej absztyfikant podpisujący się jako Uczciwy Jan. W ślad za prawdą o śmierci rusza Emil Heckmann (Hubert Miłkowski, „Belfer”), brat ofiary, a zarazem młody adept sztuki lekarskiej, z którym losy Heleny przetną się nie tylko w szpitalu.
Piekło kobiet – o tym polskim serialu HBO będzie głośno
Wypadek ten uruchamia szeroko zakrojony wir wydarzeń, który pochłonie ówczesną śmietankę towarzyską, jak i tych, którzy walczą o byt w warszawskich nizinach społecznych. Na przestrzeni sześciu odcinków (widziałem przedpremierowo cztery z nich) pseudonim Uczciwego Jana nawiedzać będzie wyobraźnię czytelniczek „Fortuny Amandi” (pokrewne czasopisma naprawdę wówczas funkcjonowały, a przykłady możecie znaleźć tutaj), zaś prywatne śledztwo, na które ostatecznie zdecyduje się Helena, zabierze nas w przeróżne intrygujące miejsca.
„Piekło kobiet” (Fot. HBO)Niewykluczone, iż to w znacznej mierze dzięki niezwykle cenionemu w branży nazwisku Ewy Puszczyńskiej (producentka takich oscarowych tytułów jak „Zimna wojna” czy „Strefa interesów”) Warszawa z „Piekła kobiet” wygląda i brzmi tak autentycznie. Choć to serial skupiony przede wszystkim na lokacjach wewnętrznych, na ekranie ożywa zarówno stolica uboga znana z kart Stanisława Grzesiuka, jak i ta, którą z przepychem opisałby Tadeusz Dołęga-Mostowicz. Klasowy wymiar opowieści pełni kluczową rolę, przypominając, iż stołeczne międzywojnie wcale nie było krainą mlekiem i miodem płynącą.
Zdjęcia Wojciecha Zielińskiego („Infamia”) starają się oddać ducha minionych czasów, podkreślając fantastyczną pracę pionu scenograficznego pod kierownictwem Jagny Janickiej („Ostatnia rodzina”) czy wdzięczne dla oka kostiumy autorstwa Małgorzaty Fudali („Klangor”). Wyłuskane modernistyczne przestrzenie kontrastujące z duchem obskurnych kamienic, duszne od dymu papierosowego gabinety, pokoje i zaplecza rewii z wyszukaną scenografią, gustowne marynarki mężczyzn z powabnymi sukniami kobiet czy wreszcie jazzowe kompozycje Wojciecha Urbańskiego („Ministranci”) – wszystkie te elementy składają się imponującą warstwę audiowizualną serialu.
Wdziękom formalnym szczęśliwie nie odstaje czar treści. Nie dość, iż „Piekło kobiet” dobrze sprawdza się jako kryminał (i to w gruncie rzeczy ten aspekt gatunkowy stanowi dominujący element narracji serialu), to wielowątkowość fabuły sprawia wrażenie, jak gdybyśmy mieli do czynienia z adaptacją przepastnej powieści sensacyjno-obyczajowej. Tymczasem „Piekło kobiet” to oryginalny scenariusz autorstwa debiutującej Magdaleny Franczuk i Ewy Popiołek („Lady Love”). Choć trzeba przyznać, iż jest tu o wiele za dużo momentów, w których dialogi pozostawiają wiele do życzenia, to sama opowieść broni się bardzo sprawnie.
Piekło kobiet – czy warto oglądać polski serial HBO?
Wbrew niechlubnie dominującym trendom telewizyjnym postaci powołane do życia przez scenarzystki nie są definiowane jedną zasadniczą cechą charakteru. Grono bohaterów składających się na pierwszy plan łączy wyraźny zarys biograficzny i to taki, który nie zawsze pozwala ocenić ich jednoznacznie pozytywnie/bezdyskusyjnie negatywnie. Weźmy taką Różę (świetnie manieryczna Katarzyna Herman, „1670”), bratową Heleny, która pod fasadą silnej i niezależnej właścicielki kasyna i palarni opium, a przy tym sojuszniczki głównej bohaterki, skrywa swoje własne piekło i zwodzi Helenę na manowce.
„Piekło kobiet” (Fot. HBO)Prywatne piekło przeżywa Ewa (Maria Kowalska, „Znachor”), która w posłuszeństwie wobec Róży zostaje wydana za o wiele starszego męża (Piotr Polak, „The Office PL”), a z drugiej strony przeżywa swój własny – naznaczony tyleż romansem, ile wewnętrznymi demonami – bunt wobec opresyjnej rzeczywistości. Niełatwą sytuację ma Hanka Stalówna (Bogumiła Bajor, „Kobieta z…”), zatrudniona jako asystentka w redakcji matka dwójki dzieci z nadzieją na godnego partnera i poprawę bytu.
Przy licznych scenach, które wystawią nerwy wrażliwych widzów na próbę, „Piekło kobiet” jawi się również jako serial sensualny i na swój sposób podkreślający solidarność dzielącą dekady między „wtedy” a „dziś”. Fakt, iż kobiety stanowią główną siłę produkcji zarówno przed, jak i za kamerą, zapewnia bohaterkom sprawczość, której częściej niż rzadziej brakuje im, gdy o haśle zawartym w tytule usiłują opowiadać panowie. Niniejszy recenzent chyli czoła, dostrzegając lekką ironię sytuacji.
„Piekło kobiet” nie stanowi jednak propozycji dedykowanej wyłącznie tytułowej grupie odbiorczyń; tak samo jak problematyka treści nie stanowi agitacji dedykowanej pewnej grupie społecznej. Twórcy i twórczynie projektu może i uderzają w stół, ale dostrzegają, iż jest przy nim miejsce na dialog. To w końcu serial, który zasługuje na to by było o nim głośno. Za chwilę znów będziemy mieli lata 30. i przyjdzie sprawdzić nam, jak wiele zmieniło się w ciągu wieku.














