Pięć twarzy "Gry o tron”. Wszystkie zagrał jeden aktor

swiatseriali.interia.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: INTERIA.PL


W „Grze o tron” wielu bohaterów zmieniało się z sezonu na sezon: królowie tracili głowy, sojusze pękały jak lód na Czarnym Nurcie, a choćby niektóre postacie potrafiły wyglądać nieco inaczej. Jest jednak jeden człowiek, który może powiedzieć, iż Westeros zwiedził w każdej wersji.


W "Grze o tron" wielu bohaterów zmieniało się z sezonu na sezon: królowie tracili głowy, sojusze pękały jak lód na Czarnym Nurcie, a choćby niektóre postacie potrafiły wyglądać nieco inaczej. Jest jednak jeden człowiek, który może powiedzieć, iż Westeros zwiedził w każdej wersji.
To jeden z tych przypadków, gdy prawda wychodzi na jaw dopiero przy napisach końcowych albo podczas ożywionej dyskusji typu: "zaraz, to on też tam był?". I nagle okazuje się, iż "Gra o tron" ma swojego cichego rekordzistę - człowieka, który wchodził do kadru jako potwór, rycerz, gigant i koszmar, a przy tym przez większość czasu pozostawał anonimowy, bo twarz zasłaniała maska, hełm albo warstwy charakteryzacji.Reklama


Ian Whyte mierzy ponad dwa metry, a to w serialowym uniwersum jest jak bilet wstępu do klubu postaci specjalnych. Do tego dochodzi sportowa przeszłość - zanim trafił na plan, przez lata grał w koszykówkę. Kiedy więc ekipa HBO potrzebowała kogoś, kto nie tylko wygląda jak z innej ligi, ale też potrafi pewnie poruszać się w ciężkim kostiumie, Whyte stał się jednym z ich najbardziej zaufanych ludzi od ról specjalnych.

Największe ikony "Gry o tron"


Ian Whyte pojawił się w serialu początkowo jako Biały Wędrowiec. Czyli ktoś, kto nie musi wypowiedzieć ani jednego zdania, żeby podkręcić emocje w całej scenie. Maski, charakteryzacja, nieludzki ruch i ten rodzaj spokoju, który mówi: "to dopiero początek problemów". Widzowie pamiętają efekt, ale rzadko kojarzą, kto faktycznie stoi pod zbroją i makijażem - a to właśnie takie role budują klimat serialu od pierwszych minut.
Mało kto pamięta, iż Górę grało kilku aktorów. Whyte wcielił się w Gregora Clegane’a w 2. sezonie - w okresie, gdy postać była jeszcze bardziej legendą z pola bitwy niż pełnoprawnym stałym elementem fabuły. Zbroja, gabaryt i brutalna aura działały tu jak znak firmowy. Dopiero później serial przywiązał widzów do jednej, najbardziej rozpoznawalnej wersji Góry, ale to Whyte był jednym z tych, którzy tworzyli jego legendę.


Kolejną rolą był Dongo - gigant, który budził grozę choćby wśród ludzi za Murem. Był wtedy żywym przypomnieniem, iż światem Westeros rządzi nie tylko wielka polityka i trucizny przemycane na ucztach - jest też stara magia, która wywraca życie śmiertelników.
Jednak najbardziej ikoniczną postacią okazał się Wun Wun - ostatni z gigantów, sojusznik Jona Snowa. Wun Wun pojawia się w kluczowych odcinkach i trudno go pomylić z kimkolwiek innym: to żywy taran, ale też ktoś, kto w kilku momentach dostaje w serialu więcej współczucia niż niejeden rycerz z rodowodem.
Mimo udziału efektów komputerowych, to kunszt pracy aktora wciąż był widoczny - nic nie powstałoby bez świadomej fizycznej gry, gestów i tempa ruchu. choćby jeżeli bohater nie posiada linii dialogowych. Ale to nie wszystko!
Aktor powrócił także jako Giant Wight, czyli wskrzeszony olbrzym Nocnego Króla. To jedna z tych ról, w której serial bierze coś znajomego i odwraca to w koszmar: wielka sylwetka, którą wcześniej oglądaliśmy po ludzkiej stronie konfliktu, staje się częścią bezdusznej, martwej fali. Widzowie pamiętają przede wszystkim skalę sceny i chaos bitwy - a to kolejny moment, w którym Whyte znów jest "tym ogromnym", tylko iż tym razem w wersji grozy.

Jeden aktor - pięć obliczy. Serialowy kameleon


Najzabawniejsze w tej historii jest to, iż Whyte nie gra pięciu postaci w stylu "raz jestem królem, raz szpiegiem". On gra pięć postaci z innego rozmiaru - tych, które mają robić wrażenie natychmiast, zanim widz zdąży zadać pytanie. To dlatego tak łatwo go przeoczyć: w "Grze o tron" gigant jest wydarzeniem, ale aktor w środku bywa niewidzialny. Dopiero gdy zna się tę ciekawostkę, zaczyna się zabawa w wypatrywanie: "kto jest dziś pod maską?".

Ian Whyte: jak go wypatrzyć?


Jest prosta zasada: jeżeli w kadrze pojawia się ktoś nienaturalnie wysoki, zwykle w masce, pancerzu albo w futrze, a serial nie spieszy się z pokazywaniem twarzy - szanse rosną. Whyte to tajna broń produkcji: człowiek do zadań, w których liczy się fizyczność, precyzja i odporność na planowe niedogodności.
Ian Whyte nie był w "Grze o tron" jedną ikoną - był całą kolekcją ikon. I dopiero gdy się o tym wie, oglądanie tych scen staje się jeszcze lepszą rozrywką.
Idź do oryginalnego materiału