12 marca 2024, Warszawa
Czasami mam wrażenie, iż całe życie zatacza koło, ale teraz nie wiem, gdzie jest jego początek, a gdzie koniec. Moja ukochana córka Jagoda wyszła za mąż za Niemca, co dla mnie, rodzonej Warszawianki, było niemałym szokiem. Przez dwa lata mieszkałam razem z nimi w Monachium opiekowałam się wnuczkiem i dbałam o cały dom. Jagoda i jej mąż pracowali razem w jednym niemieckim biurze i wracali do domu dopiero wieczorem. Marzyłam, iż zostanę z nimi na stałe, poczuję inne życie, otworzę się na świat. Jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Pewnego dnia zięć oznajmił, iż nie potrzebują już mojej pomocy i poprosił, żebym się wyprowadziła. gwałtownie wróciłam do Warszawy, gdzie, jak się okazało, też nie czekało na mnie miejsce.
W czasie, gdy opiekowałam się wnukiem za granicą, mój syn Wojtek rozstał się z pierwszą żoną, wyprowadził się od niej i wrócił do mojego jednopokojowego mieszkania na Żoliborzu. Razem z nim zamieszkała też jego nowa żona Zdzisia, będąca już w zaawansowanej ciąży. choćby nie zapytał mnie o zdanie ot, postawił mnie przed faktem dokonanym. Mieszkanie miało raptem dwa pomieszczenia nie umiem sobie wyobrazić, jak mamy tam funkcjonować we troje, a za chwilę we czwórkę. Ani ja, ani Wojtek nie mamy pieniędzy, by wynająć choćby kawalerkę. Wszystko drożeje, ceny w złotówkach szaleją, a emerytura, jaką dostaję, nie starcza na wiele.
Zadzwoniłam do Jagody, mając nadzieję, iż sama matka przyjdzie mi z pomocą albo chociaż wysłucha. Niestety, nie oddzwoniła. Zmieniła się, ma inne poglądy, już nie jesteśmy tak blisko.
Rozumiem mojego syna przecież nie przewidział, iż wrócę tak gwałtownie do mieszkania. Teraz ja sypiam na rozkładanej kanapie w kuchni, a w ciągu dnia staram się jak najmniej być w domu. Chodzę po zakupy do Biedronki, odwiedzam starą znajomą z biblioteki, w której kiedyś pracowałam, czasami wpadam na kawę do sąsiadki. Z Wojtkiem rozmawiam spokojnie, starając się utrzymać dobrą atmosferę, natomiast Zdzisia całkiem mnie ignoruje widzę, iż czuje się tu panią i nie podoba jej się moja obecność.
Nigdy nie sądziłam, iż w wieku sześćdziesięciu lat będę niepotrzebna, a w moim własnym mieszkaniu będzie rządzić inna kobieta. Mój syn myśli wyłącznie o swojej ciężarnej żonie, o wspólnym życiu, a kwestia naszego ciasnego mieszkania wydaje się go w ogóle nie obchodzić.
Powoli zaczynam szukać pracy na pół etatu, choćby w osiedlowym sklepiku albo bibliotece. Rodzice Zdzisi mieszkają na wsi pod Siedlcami może powinnam zasugerować, by przenieśli się tam na jakiś czas? Choć z drugiej strony… gdzie Wojtek miałby tam szukać pracy? Tak mi ciężko podjąć decyzję. Czuję się zagubiona jak nigdy. Mam tylko nadzieję, iż jeszcze odmieni się mój los.
