Dziennik, 14 czerwca 2024
Moja córka wyszła za mąż za Polaka, Łukasza z Krakowa. Przez dwa lata mieszkałem z nimi, pomagając w opiece nad wnuczkiem i prowadząc dom. Każdego dnia czekałem, aż wrócą z pracy oboje zatrudnieni byli w jednej z krakowskich firm. Liczyłem, iż moje miejsce u nich jest pewne, ale los napisał inny scenariusz. Pewnego dnia Łukasz, zięć, oznajmił mi spokojnie, iż ich sytuacja się zmieniła i już mnie nie potrzebują. Poprosił, żebym się wyprowadził. Miesiąc później byłem już w swoim dawnym mieszkaniu w Nowej Hucie. Jak się jednak okazało, i tu nie czekał na mnie spokojny azyl.
W czasie, gdy mieszkałem z córką, mój syn Marek rozstał się z pierwszą żoną, musiał opuścić jej mieszkanie i wrócił na stare śmieci, czyli do mnie. gwałtownie sprowadził do mojego ciasnego M2 swoją nową żonę, Agnieszkę, która była już w zaawansowanej ciąży. Nikt mnie nie spytał, czy to dla mnie w porządku.
Co powinienem zrobić w takiej sytuacji? Wyrzucić syna z ciężarną małżonką? Nie mam do tego serca. Ale jak czworo ludzi ma się pomieścić w jednym pokoju? Ani Marek, ani ja nie mamy środków, żeby wynająć coś własnego co miesiąc ledwo starcza nam na życie z emerytury i z tego, co syn dorobi.
Zadzwoniłem do Doroty, do córki, żeby wyjaśnić całą sytuację. Miałem nadzieję, iż jakoś pomoże albo po prostu ze mną porozmawia. Milczenie było jej odpowiedzią. Szkoda ale widocznie ona i Łukasz mają inną wizję życia.
Rozumiem w sumie mojego syna. Nie spodziewał się mojego powrotu, planował życie po swojemu. A ja teraz śpię na wersalce w kuchni, bo Marek z żoną zajęli pokój. W ciągu dnia wychodzę na zakupy czy na pogawędki z koleżankami spod bloku, czasem odwiedzam starych znajomych z pracy. Żyję z synem w zgodzie, nie robię mu wymówek, ale Agnieszka traktuje mnie jak powietrze. Po prostu widać, iż jej obecność mnie nie cieszy.
Nigdy nie myślałem, iż po sześćdziesiątce będę czuł się niepotrzebny, a o moim domu będzie decydować ktoś inny. Marek myśli tylko o przyszłym dziecku i żonie, o sytuacji mieszkaniowej już mniej.
Szukam pracy na pół etatu, żeby przynajmniej dokładać się do rachunków. Rodzice Agnieszki mieszkają na wsi pod Tarnowem, może mógłbym zasugerować im wyjazd? Ale wątpię, żeby Marek znalazł tam sensowną pracę i żeby to rozwiązało nasz problem.
Czuję się rozdarty nie wiem, co robić. Czekam na lepszy dzień, może znajdę jakąś pracę albo poszczęści się komuś z nas. Człowiek myśli, iż rodzina jest zawsze blisko, ale bywa, iż trzeba samemu sobie być podporą. To najważniejsza lekcja trzeba nauczyć się polegać głównie na sobie i nie oczekiwać wdzięczności. Pomoc innym ma granice, trzeba też dbać o siebie.
