Percy Jackson i bogowie olimpijscy to opowieść, do której wracam jak to własnego pokoju z czasów nastoletnich. Z nostalgią, poczuciem komfortu i niezmiennym poczuciem, iż znam coś dobrze. Tak też oglądałam drugi sezon serialu, lekko zawiedziona pierwszym, ale tym razem – zachwycona!
Percy Jackson i bogowie olimpijscy od początku miał zadatek na udaną adaptację. Pierwszy sezon miał swoje wzloty i upadki, skutecznie rozbudzając jednak sentyment i chęć na więcej. Teraz dobiegł końca drugi sezon, trzeci pojawi się jeszcze w tym roku, a ja mam w głowie tylko: dzięki bogom olimpijskim!
Kolejny sezon odwzorowuje wydarzenia z Morza potworów. Percy nie jest już świeżakiem, ma za sobą udaną misję ze Złodzieja pioruna i jest dużo bardziej świadomy swojej roli w manewrach bogów. W drugi sezon wkraczamy z bohaterem znacznie dojrzalszym, a wyprawa w rejonu Trójkąta Bermudzkiego stawia mu na drodze znacznie więcej niebezpieczeństw.
Pierwsze do głowy przychodzą niesamowite lokacje, które odwiedzają bohaterowie z odcinka na odcinek. Widać skok w budżecie, który zwraca się stuprocentowo. Odwiedzamy wyspę Kirke z fenomenalnymi strojami i charakteryzacją. Oglądamy świetnie rozplanowane choreografie wyścigów rydwanów. Spędzamy czas na wojennych okrętach i na spływającej bogactwem Księżniczce Andromedzie, wycieczkowcu Luke’a. Każda lokalizacja jest dopracowana do najmniejszych szczegółow, przyciąga oko i pokazuje, iż serial zyskuje rozmach.
Drugi sezon nabiera też tempa. Pogoń na Złotym Runem sprawia, iż bohaterowie niemal nieustannie mają sceny akcji. Jednocześnie nie ma wrażenia pośpiechu, co jest trudnym do osiągnięcia balansem. Nie brakuje tu wrażliwych, emocjonalnych chwil, ale rozgrywają się w realiach świata herosów – na polach bitwy, podczas konfrontacji, wciąż w wielkich stawkach. To wszystko przykuwa widzów do ekranu.
Fot. Kadr z serialuImponujący jest również rozwój aktorów, szczególnie głównego trio herosów. Mogę napisać to sto razy, ale zdanie wciąż tego nie odda: Walker Scobell jest perfekcyjnym Percy’m Jacksonem. Wszystko, co młody aktor prezentuje, zbiega się dokładnie z moimi wyobrażeniami na temat tej postaci. Każdy ruch, gest, mimika twarzy czy załamanie głosu pokazują, jak świetnie Scobell został dobrany. Podobne odczucia mam wobec Leah Jeffries w roli Annabeth, chociaż wciąż jesteśmy na etapie zdystanowania tej postaci. Brakowało mi jednak większej roli Grovera (Aryan Simhardi), który w tym sezonie znajduje się nieco na uboczu.
Duch pierwowzoru jest tak dobrze oddany, iż to aż zaskakujące. Percy Jackson i bogowie olimpijscy to nie jest seria łatwa do przełożenia na ekran, ale widać tutaj zasłużony wysiłek i pomysł, jak to zrobić. Idzie za tym budżet (alleluja!), więc widzimy także więcej powtorów, magii i mitologii greckiej. o ile ta tendencja się utrzyma, to możemy spodziewać się naprawdę monumentalnych scen, jednocześnie zachowując bardziej przyziemny wymiar świata herosów i jego emocje.
Fot. Kadr z serialuMiałam przyjemność obejrzeć pierwszą połowę sezonu przedpremierowo, na raz, a następnie powoli obejrzeć pozostałe odcinki. To oczekiwanie i rosnący powoli zachwyt sprawił, iż po raz któryś już sięgnęłam po książki. W międzyczasie przeczytałam całych Bogów Olimpijskich i wcale się na nich nie zatrzymałam.
Dlaczego to wspominam? Bo mam nadzieję, iż właśnie taki los spotka serial. Liczę, iż Percy Jackson i bogowie olimpijscy nie tylko doczeka się pięciu sezonów, kompletując książki, ale też doczeka dalszej przyszłości. Rick Riordan stworzył wspaniałe uniwersum i aż się prosi, żeby rozłożyć na lata Olimpijskich herosów, a może choćby inne opowieści. To śmiałe myśli, ale taki głód właśnie rozbudził drugi sezon.
PS Reread, rewatch, repeat.
Fot. główna: Materiały prasowe.



![Zespół Fabregasa znowu zachwyca. Demolka i do tego taki gol [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6974e85978d9e1_30845007.jpg)





